Administracja Donalda Trumpa odnowiła cła nałożone na ponad 60 państw, gdy wygasły wcześniejsze taryfy. Decyzja spotkała się z krytyką ze strony kluczowych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych, w tym Australii, Nowej Zelandii i Unii Europejskiej. Nowe stawki wynoszą od 10 do 12,5 proc. i mają obejmować niemal cały import z objętych nimi krajów do USA.
Waszyngton powołuje się na walkę z pracą przymusową
Donald Trump uzasadnił odnowienie taryf zarzutem, że część państw niewystarczająco egzekwuje zakaz importu towarów wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej. Administracja wskazała więc na kwestie związane z warunkami pracy jako podstawę decyzji handlowej. Państwa objęte cłami twierdzą jednak, że amerykańskie dochodzenie nie dostarczyło wystarczających dowodów, a ich przepisy oraz praktyki są zgodne z międzynarodowymi standardami.
- Australia została objęta stawką 12,5 proc. Minister handlu Don Farrell uznał ją za nieuzasadnioną i wezwał USA do wycofania decyzji.
- Premier Nowej Zelandii Christopher Luxon powiedział, że dochodzenie USA nie przedstawiło znaczących dowodów na zarzuty dotyczące pracy przymusowej.
- Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zakwestionowała uzasadnienie taryf, wskazując na dobre warunki pracy i przepisy obowiązujące w UE.
- Chiny, objęte stawką 12,5 proc., oceniły, że wojny taryfowe i handlowe nie służą interesom żadnej ze stron.
Australijski minister handlu Don Farrell określił cła jako niesprawiedliwe i rozczarowujące. Podkreślił, że Australia poważnie traktuje problem współczesnego niewolnictwa oraz ma jedne z najbardziej rozwiniętych przepisów w tej dziedzinie. Jego zdaniem argumentacja przedstawiona przez administrację USA nie uzasadnia nałożenia taryf na australijski eksport.
Reakcje Europy, Wielkiej Brytanii i Japonii
Podobne stanowisko zajęła Nowa Zelandia. Premier Christopher Luxon ocenił nowe cła jako bardzo rozczarowujące. Zwrócił uwagę, że taryfy zwiększają koszty i niepewność dla przedsiębiorstw, a jego zdaniem nie są właściwym narzędziem do rozwiązywania problemów dotyczących pracy przymusowej. W Unii Europejskiej Kaja Kallas również podważyła przedstawione przez USA uzasadnienie. Wskazała, że unijne prawo pracy przewiduje między innymi płatne urlopy i rozbudowane warunki ochrony pracowników.
- Wielka Brytania została objęta 10-procentową stawką, co brytyjski rząd określił jako brak negatywnej zmiany dla eksportu.
- Były premier Keir Starmer wynegocjował dla Wielkiej Brytanii korzystniejsze warunki handlowe niż dla wielu innych państw.
- Podczas kwietniowej wizyty w Białym Domu król Karol III uzyskał obniżenie amerykańskiego cła na szkocką whisky do zera.
- Japonia otrzymała od administracji USA zapewnienie, że nie zostanie objęta dodatkowymi taryfami, ale Tokio skrytykowało podstawę zastosowanych ceł.
Stanowisko Wielkiej Brytanii jest bardziej umiarkowane, ponieważ Londyn wcześniej uzyskał niższą stawkę dla swoich towarów. Brytyjski rząd zaznaczył jednak, że traktuje problem pracy przymusowej bardzo poważnie i chce zapobiegać sytuacji, w której firmy z tego kraju stają się częścią nieetycznych globalnych łańcuchów dostaw. Oświadczenie to pozwoliło Londynowi oddzielić sprzeciw wobec zarzutu kierowanego wobec partnerów od deklaracji poparcia dla walki z wykorzystywaniem pracowników.
Japonia również zakwestionowała uzasadnienie nowych taryf. Główny sekretarz gabinetu Minoru Kihara powiedział, że japoński przemysł i handel są prowadzone zgodnie z międzynarodowymi zasadami, dlatego Tokio uznaje za godne ubolewania nakładanie ceł z powodu rzekomego braku przepisów zakazujących importu towarów wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej. W przypadku Chin rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Lin Jian wezwał do odrzucenia logiki konfliktu taryfowego.
Cła są opłatami nakładanymi na towary sprowadzane z zagranicy. W praktyce mogą zwiększać koszty importu, które firmy próbują następnie ograniczać albo przenosić na ceny dla odbiorców. Właśnie na ten skutek wskazywał premier Nowej Zelandii, mówiąc o wyższych kosztach i większej niepewności dla przedsiębiorstw. Najnowsza decyzja administracji USA ponownie łączy politykę handlową z egzekwowaniem standardów dotyczących pracy, co wywołało sprzeciw także wśród państw będących bliskimi partnerami Waszyngtonu.