Załamanie lodowca w rejonie Rasuwa, w pobliżu granicy Nepalu i Tybetu, wywołało falę wody, mułu i skał, która przeszła przez położone niżej miejscowości. Według relacji opisanej przez Guardiana katastrofa zniszczyła większość jednej z wiosek, a jej skutki odczuli mieszkańcy po obu stronach Himalajów. Ponad 600 osób potwierdzono jako zmarłe, a niemal 3000 pozostaje zaginionych. W Tybecie chińskie władze podały co najmniej siedem ofiar, jednak część tybetańskiej diaspory kwestionuje tę liczbę.
W Nowym Jorku wiadomości docierały do rodzin z opóźnieniem
W Jackson Heights, jednej z największych nepalskich i tybetańskich społeczności Nowego Jorku, katastrofa oznaczała przede wszystkim lęk o krewnych. Geeta Tamang, 24-letnia studentka informatyki, dowiedziała się o zdarzeniu od ciotek. Jej rodzinna wieś leży w Rasuwa. Próby dodzwonienia się do bliskich długo pozostawały bez odpowiedzi, a osoby, z którymi udało się skontaktować, często nie wiedziały jeszcze, co się wydarzyło. Tamang przekazywała informacje rodzinie, dzwoniąc do kolejnych osób. Wśród zaginionych jest siostra jej babci, którą nazywa swoją drugą babcią.
- Woda, muł i skały zniszczyły większość jednej z wiosek położonych poniżej lodowca.
- W Nepalu potwierdzono ponad 600 ofiar śmiertelnych, a prawie 3000 osób uznano za zaginione.
- W Tybecie władze Chin poinformowały o co najmniej siedmiu zabitych.
- Przerwy w dostawie prądu utrudniały komunikację z Nepalem i Tybetem.
Młodsze pokolenie próbuje działać mimo odległości
Katastrofa szczególnie mocno dotknęła młodych Nepalczyków mieszkających w Stanach Zjednoczonych, którzy dorastali między Nepalem a Nowym Jorkiem. Dziewiętnastoletnia Ninima Rai mieszkała w Nepalu do 11. roku życia. Jej krewni przeżyli, ale kontakt z nimi był utrudniony. Rai i inni młodzi Nepalczycy śledzili informacje, udostępniali komunikaty oraz wspierali organizacje pomagające ofiarom powodzi. Szesnastoletnia Tashi Sherpa, urodzona w USA, spędziła część dzieciństwa w Nepalu, a później wróciła do Nowego Jorku ze względu na możliwości edukacyjne. Mówiła, że w czasie kryzysów w obu krajach poczucie posiadania dwóch domów może łączyć się z brakiem bezpiecznej przestrzeni.