Ile pieniędzy powinno znajdować się na koncie oszczędnościowym osoby w określonym wieku? Jeden z popularnych modeli zarządzania budżetem zakłada, że 20 proc. dochodu należy regularnie przeznaczać na oszczędności albo spłatę zadłużenia. Przy takim założeniu 30-latek zarabiający około 5 tys. zł netto mógłby mieć zgromadzone blisko 100 tys. zł, a 40-latek ponad 230 tys. zł. W przypadku osób, które przez lata zarabiały znacznie więcej, wynik może być jeszcze wyższy.
To model, a nie uniwersalna norma
Wyliczenia są teoretyczne i mają pokazać, jak na wielkość oszczędności wpływają dwa czynniki: wysokość wynagrodzenia oraz czas pozostawania na rynku pracy. Nie oznacza to, że każda osoba w danym wieku powinna mieć dokładnie taką samą kwotę. Sytuacja finansowa gospodarstw domowych jest bardzo różna. Znaczenie mają między innymi koszty utrzymania, sytuacja rodzinna, wysokość zadłużenia, wydatki mieszkaniowe oraz stabilność zatrudnienia. Dla części osób odłożenie 20 proc. pensji może być wykonalne, podczas gdy inni już pod koniec miesiąca nie mają środków na dodatkowe oszczędności.
- 50 proc. dochodu w modelu przeznacza się na podstawowe potrzeby.
- 30 proc. trafia na zachcianki i wydatki uznaniowe.
- 20 proc. powinno zostać przeznaczone na oszczędności albo spłatę długu.
- Odkładanie 20 proc. pensji oznacza 2,4 miesięcznego wynagrodzenia netto w skali roku.
Jak powstały szacunki
Podstawą wyliczeń jest zasada 50/30/20, która dzieli miesięczny dochód na potrzeby, zachcianki oraz oszczędności lub spłatę zobowiązań. W analizie przyjęto, że co piąta zarobiona złotówka trafia na konto oszczędnościowe, lokatę, obligacje albo do gotówkowej rezerwy. Chodzi więc przede wszystkim o środki o wysokiej płynności, do których można relatywnie łatwo uzyskać dostęp. W tym ujęciu nie traktuje się nieruchomości jako elementu podstawowej poduszki finansowej. Model bywa czasem modyfikowany do wersji 70/20/10, ale w analizie wykorzystano wariant, w którym oszczędności stanowią 20 proc. dochodu.
Dla uproszczenia przyjęto, że kariera zawodowa zaczyna się w wieku 22 lat. W przywołanym badaniu TNS Polska wskazywano, że 88 proc. osób ma pierwsze doświadczenia zawodowe przed 25. urodzinami, a statystyczny początek zarabiania przypada na 22. rok życia. Oznacza to osiem lat oszczędzania w przypadku 30-latka, 18 lat w przypadku 40-latka, 28 lat dla 50-latka i 38 lat dla osoby w wieku 60 lat. Wyliczenia nie uwzględniają odsetek, zysków z inwestycji ani innych form oprocentowania. Każda kwota jest więc sumą regularnych wpłat, a nie prognozą wartości kapitału po uwzględnieniu stóp zwrotu.
30-latek, około 100 tys. zł przy pensji 5 tys. netto
Na początku kariery wynagrodzenia są zazwyczaj niższe niż w późniejszych latach. Z przywołanych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że połowa osób poniżej 24. roku życia zarabia nie więcej niż 5,6 tys. zł brutto miesięcznie, czyli około 4,4 tys. zł netto. W grupie od 25 do 34 lat mediana wynagrodzeń rośnie do 7 tys. zł brutto, co odpowiada około 5,1 tys. zł na rękę. Mediana oznacza, że połowa osób zarabia mniej, a druga połowa więcej od wskazanej kwoty.
Jeśli przyjąć, że osoba w wieku 30 lat przez osiem lat zarabiała średnio 5 tys. zł netto miesięcznie i co miesiąc odkładała 20 proc. pensji, na oszczędności trafiałoby około 1 tys. zł. W ciągu roku byłoby to 12 tys. zł, a przez osiem lat około 96 tys. zł. Przy wynagrodzeniu netto na poziomie 5,1 tys. zł wynik zbliża się do 98 tys. zł. Stąd zaokrąglona kwota około 100 tys. zł dla 30-latka. W takim modelu połowa osób z tej grupy wiekowej powinna mieć oszczędności mniejsze, a druga połowa większe, ponieważ różnice w zarobkach i wydatkach są znaczne.
40-latek, ponad 230 tys. zł w podstawowym wariancie
Czterdziestolatek ma za sobą około 18 lat aktywności zawodowej, jeśli przyjąć początek pracy w wieku 22 lat. W tym czasie może również zarabiać więcej niż na początku kariery. Według przywołanych danych GUS mediana wynagrodzeń w grupie od 35 do 44 lat wynosi 7,6 tys. zł brutto miesięcznie, czyli około 5,5 tys. zł netto. Przy odkładaniu 20 proc. takiej pensji co miesiąc na konto trafiałoby około 1,1 tys. zł.
Roczna suma oszczędności wynosiłaby w tym wariancie około 13,2 tys. zł. Po 18 latach dawałoby to ponad 230 tys. zł, dokładniej około 237,6 tys. zł przy niezmiennym poziomie wpłat. To właśnie dlatego model dla 40-latka wskazuje kwotę wyraźnie większą niż trzy miesięczne pensje. Warto jednak pamiętać, że jest to wynik obliczony na podstawie średniego wynagrodzenia dla grupy wiekowej, a nie indywidualna rekomendacja. Osoba z niższymi zarobkami, wysokim kredytem lub większymi kosztami utrzymania może oszczędzać znacznie mniej.
50-latek, blisko 400 tys. zł albo nawet milion
Kolejna dekada oszczędzania znacząco zwiększa końcową kwotę, nawet jeśli miesięczne wpłaty nie rosną. W grupie wiekowej od 45 do 54 lat przywołana mediana wynagrodzeń wynosi 7 tys. 620 zł brutto miesięcznie, czyli niespełna 5,6 tys. zł netto. Odkładanie jednej piątej takiej pensji oznaczałoby prawie 14 tys. zł rocznie. Po 28 latach pracy i regularnego oszczędzania daje to kwotę bliską 400 tys. zł.
Wynik może wyglądać zupełnie inaczej przy wyższych zarobkach. Jeżeli 50-latek przez całą karierę zarabiał średnio 15 tys. zł netto miesięcznie i odkładał 20 proc. dochodu, roczna wpłata wynosiłaby 36 tys. zł. W ciągu 28 lat uzbierałoby się około 1,008 mln zł, czyli kwota przekraczająca milion złotych. Jest to jednak scenariusz dla osoby o wysokich, regularnych zarobkach. W podstawowych obliczeniach nie uwzględniono oprocentowania. Gdyby pieniądze były inwestowane i przynosiły zyski, działanie procentu składanego mogłoby podnieść końcową wartość kapitału nawet kilkukrotnie, ale wynik zależałby od wybranego instrumentu i osiąganych stóp zwrotu.
60-latek i efekt niemal czterech dekad oszczędzania
W przypadku osoby w wieku 60 lat model zakłada już około 38 lat oszczędzania. Przywołana mediana wynagrodzeń dla tej grupy wynosi 7 tys. 353 zł brutto miesięcznie, czyli około 5,3 tys. zł netto. Odkładanie 20 proc. dochodu oznaczałoby nieco ponad 1 tys. zł miesięcznie i ponad 12 tys. zł w skali roku. Po 38 latach regularnych wpłat zgromadzona kwota mogłaby sięgnąć około 450 tys. zł.
- 30 lat: około 96 tys. zł przy średniej pensji 5 tys. zł netto i ośmiu latach oszczędzania.
- 40 lat: ponad 230 tys. zł przy wynagrodzeniu około 5,5 tys. zł netto i 18 latach wpłat.
- 50 lat: blisko 400 tys. zł przy medianie wynagrodzeń około 5,6 tys. zł netto.
- 60 lat: około 450 tys. zł przy medianie wynagrodzeń około 5,3 tys. zł netto i 38 latach oszczędzania.
Teoria rozmija się z codziennymi budżetami
Regularne odkładanie jednej piątej dochodu przez kilkadziesiąt lat może wyglądać dobrze w arkuszu kalkulacyjnym, ale nie zawsze odpowiada realiom polskich gospodarstw domowych. Z przywołanego badania Santander Consumer Banku wynika, że 66 proc. Polaków deklaruje odkładanie pieniędzy. Jednocześnie deklarowany poziom poduszki finansowej często jest znacznie mniejszy niż wynikałoby to z modelu 50/30/20. Badanie pokazuje, na jak długo wystarczyłyby respondentom zgromadzone środki, gdyby nagle stracili dochód.
Maksymalnie trzy miesiące życia bez dochodu wskazało 20 proc. badanych. W tej grupie szczególnie często znajdowali się młodzi ludzie w wieku od 18 do 29 lat, spośród których taką deklarację złożyła jedna trzecia. Kolejne 18 proc. respondentów oceniło, że ich oszczędności pozwoliłyby na utrzymanie przez okres od trzech do sześciu miesięcy. Tak odpowiadała najczęściej grupa osób powyżej 60. roku życia, w której wskazała to jedna czwarta badanych.
Na siedem do dwunastu miesięcy utrzymania wskazało 15 proc. uczestników badania. W tej grupie dominowali trzydziestolatkowie, wśród których taką odpowiedź wybrało 21 proc. Blisko jedna piąta respondentów uznała, że zgromadzone środki wystarczyłyby na rok lub dłużej. Jednocześnie 17 proc. przyznało, że nie ma oszczędności pozwalających na poleganie na nich w razie utraty dochodu. Te dane nie są bezpośrednim pomiarem sald na rachunkach, lecz deklaracjami uczestników, pokazują jednak, że modelowe 20 proc. dochodu nie jest dla wielu osób łatwym celem.
Jak zacząć, gdy 20 proc. pensji jest poza zasięgiem
Brak możliwości odkładania pełnych 20 proc. dochodu nie musi oznaczać całkowitej rezygnacji z budowania rezerwy. Nawet niewielka, ale regularna kwota może stać się początkiem nawyku i pozwolić stopniowo uporządkować domowy budżet. Jedną z metod jest zasada „najpierw płać sobie”. Polega ona na automatycznym przelaniu ustalonej sumy na konto oszczędnościowe zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia. Dopiero pozostała część pieniędzy jest przeznaczana na bieżące potrzeby. Dzięki temu oszczędzanie nie zależy wyłącznie od tego, ile zostanie na koniec miesiąca.
Inną możliwością jest metoda kopertowa. W tym podejściu ustala się limity dla poszczególnych kategorii wydatków, takich jak żywność, transport czy rozrywka, a następnie przypisuje się do nich konkretne kwoty. Pieniądze można przechowywać w fizycznych kopertach albo odwzorować taki podział w aplikacji czy na kilku rachunkach. Jeśli środki w danej kategorii się skończą, dodatkowy wydatek wymaga przesunięcia pieniędzy z innego celu albo poczekania do kolejnego miesiąca. Nadwyżkę można zachować na później.
Metoda zerowego budżetu zakłada z kolei przypisanie konkretnego zadania każdej zarobionej złotówce. Nie oznacza to wydania całej pensji, lecz zaplanowanie, jaka część trafi na rachunki, bieżące potrzeby, oszczędności, spłatę długu i wydatki uznaniowe. W ten sposób łatwiej sprawdzić, czy budżet jest zbilansowany i gdzie pojawiają się nieplanowane koszty. Po zbudowaniu podstawowej rezerwy można rozważyć inwestowanie, dzięki któremu pieniądze nie pozostają wyłącznie nieoprocentowaną gotówką. To jednak osobny etap, a wybór rozwiązania powinien uwzględniać dostęp do środków, czas oszczędzania oraz ryzyko. Najważniejszy wniosek z modelu jest prosty: kwota zależy zarówno od zarobków, jak i od systematyczności, a rozpoczęcie od mniejszej sumy jest lepsze niż odkładanie decyzji na później.