Podniesienie kwoty wolnej od podatku z obecnych 30 tys. zł do 60 tys. zł kosztowałoby budżet państwa 58,6 mld zł tylko w 2027 r. Takie wyliczenia przedstawiło Ministerstwo Finansów. Resort policzył również skutki przesunięcia drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł. Ta zmiana oznaczałaby dodatkowy koszt 11,6 mld zł. Łącznie obie reformy uszczupliłyby dochody państwa o 70,2 mld zł w jednym roku.
Koszt realizacji wyborczej obietnicy
Podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł było jednym ze 100 konkretów Koalicji Obywatelskiej na pierwsze 100 dni rządów i jednym ze sztandarowych postulatów kampanii parlamentarnej w 2023 r. Zgodnie z zapowiedziami rozwiązanie miałoby objąć osoby rozliczające się według skali podatkowej. Dotyczyłoby więc nie tylko pracowników, lecz także części przedsiębiorców oraz emerytów. Skala wydatku wskazana przez Ministerstwo Finansów pokazuje, że nie jest to wyłącznie techniczna korekta przepisów. Z punktu widzenia budżetu byłaby to jedna z dużych zmian wpływających na dochody publiczne.
- Kwota wolna na poziomie 60 tys. zł: koszt 58,6 mld zł w 2027 r.
- Drugi próg podatkowy podniesiony do 140 tys. zł: dodatkowy koszt 11,6 mld zł.
- Obie zmiany razem: 70,2 mld zł niższych dochodów budżetu w 2027 r.
- Obecna kwota wolna od podatku wynosi 30 tys. zł.
Marcin Materna z Biura Analiz Rynków Kapitałowych Banku Millennium ocenia, że podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł trudno obecnie uznać za realny scenariusz. Jego zdaniem bardziej wykonalnym rozwiązaniem byłoby ustawowe wprowadzenie automatycznej waloryzacji tego parametru. Kwota wolna mogłaby zmieniać się wraz z inflacją albo wzrostem wynagrodzeń. Dzięki temu jej realna wartość nie byłaby stopniowo obniżana przez wzrost cen i płac, a zmiana nie wymagałaby za każdym razem osobnej decyzji politycznej.
Podobny mechanizm, zdaniem eksperta, powinien dotyczyć drugiego progu podatkowego. Chodzi o limit, po którego przekroczeniu dochód jest objęty wyższą stawką PIT. Materna zwraca uwagę, że po przekroczeniu poziomu około 1,3 do 1,4 średniej krajowej obciążenie podatkiem i składką zdrowotną rośnie, według jego wyliczeń, z około 21 proc. do około 41 proc. Jednocześnie osoby osiągające najwyższe dochody mogą wybierać inne formy rozliczeń, między innymi podatek liniowy albo ryczałt w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej.
Różne formy działalności, różne obciążenia
Ekspert wskazuje, że przy ryczałcie stawki podatku mogą wynosić 8,5 proc., 12 proc., 14 proc. lub 17 proc., zależnie od rodzaju działalności. To mniej niż 32 proc. stawki, która obowiązuje przy pracy na etacie po przekroczeniu drugiego progu, przy porównywalnym poziomie dochodu. Różnice dotyczą także składki zdrowotnej. W ocenie Materny obecne przepisy sprawiają, że ciężary podatkowe i składkowe są rozłożone nierówno między osoby pracujące na etacie oraz przedsiębiorców korzystających z różnych sposobów rozliczania.
W przypadku działalności gospodarczej opodatkowanej liniowo podatek wynosi 19 proc., a składka zdrowotna 4,9 proc. dochodu. Przy ryczałcie stawki podatkowe są niższe, natomiast składka zdrowotna ma charakter stały i po przekroczeniu określonego poziomu dochodu już nie rośnie. Z materiału wynika, że przedsiębiorca na podatku liniowym może płacić składkę od całego dochodu, co przy wysokich zarobkach oznacza nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Na ryczałcie składka przy wysokich dochodach jest pobierana tylko od części podstawy i wynosi maksymalnie około 1500 zł miesięcznie.
Propozycja szerszej przebudowy systemu
Marcin Materna proponuje, aby zamiast skupiać się wyłącznie na kwocie wolnej, połączyć kilka zmian. W jego wariancie kwota wolna mogłaby zostać podniesiona symbolicznie, do około 32 tys. zł, a drugi próg zwiększony do około 130 tys. zł. Koszt takiej korekty mógłby zostać częściowo sfinansowany przez wprowadzenie progów także w ryczałcie. Obecne stawki obowiązywałyby do dochodu w wysokości około 200 tys. zł, natomiast powyżej tej kwoty stosowane byłyby wyższe stawki, wynoszące od 150 do 200 proc. stawki podstawowej.
Zmiany miałyby objąć również składkę zdrowotną osób rozliczających się ryczałtem. Ekspert postuluje, aby była ona pobierana jako określony procent od każdej złotówki dochodu, na przykład 3 albo 4 proc. W jego ocenie taki sposób naliczania byłby bardziej zbliżony do rozwiązania stosowanego przy podatku liniowym i ograniczałby różnice między formami opodatkowania. Propozycja zakłada więc odejście od sytuacji, w której przy wysokich dochodach składka na ryczałcie przestaje rosnąć, podczas gdy przy podatku liniowym jest naliczana od całego dochodu.
Polski Ład i spór o termin zmian
Zdaniem Materny polski system podatkowy w ostatnich latach stał się mniej sprawiedliwy. Wskazuje on, że inflacja i wzrost wynagrodzeń stopniowo przesuwały miliony podatników do wyższych obciążeń. Drugi próg podatkowy obejmuje obecnie prawie 3 mln osób, podczas gdy kilka lat temu było ich około 0,7 mln. W ocenie eksperta politycy najpierw dopuścili do narastania tego problemu, a później przedstawiali częściowe odwrócenie jego skutków albo samą zapowiedź zmian jako dowód troski o podatników.
Ekspert zwraca także uwagę na skutki zmian wprowadzonych przez Polski Ład. W jego ocenie reforma podniosła drugi próg podatkowy, ale jednocześnie zwiększyła efektywne opodatkowanie dochodów objętych tym progiem, z 33,2 proc. do 41 proc. Było to związane ze zniesieniem możliwości odliczania składki zdrowotnej od podatku. Materna podkreśla, że w 2026 r. drugi próg, nawet po uwzględnieniu inflacji, nie wzrósł w stosunku do poziomu z 2018 r., a obciążenie dochodów przekraczających limit zostało zwiększone.
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy InFakt, ocenia, że wydatek rzędu 60 mld zł byłby bardzo duży dla budżetu. Dla porównania wskazuje, że kwota ta przewyższa roczne wydatki państwa na całe szkolnictwo wyższe i naukę. Jego zdaniem ewentualna obniżka podatków mogłaby liczyć na akceptację prezydenta Karola Nawrockiego, dlatego główną przeszkodą nie jest ryzyko weta, lecz możliwości finansowe państwa.
Na ograniczoną przestrzeń do obniżenia dochodów publicznych wskazuje także Łukasz Kąsek z ING. W komentarzu dla money.pl wymienia wysoki deficyt sektora finansów publicznych w Unii Europejskiej, szybko rosnący dług publiczny, negatywną perspektywę ratingu w dwóch z trzech wiodących agencji ratingowych, regułę wydatkową oraz podwyższoną niepewność geopolityczną. W praktyce oznacza to, że realizacja kosztownej reformy wymagałaby wskazania trwałego źródła finansowania albo ograniczenia innych wydatków.
W rządzie nie ma jednak rezygnacji z samej obietnicy. Minister finansów Andrzej Domański ocenił niedawno, że wyższa kwota wolna raczej nie zmieści się w budżecie na 2026 r. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał natomiast w TVN24, że zmiana zostanie zrealizowana w obecnej kadencji Sejmu. Podkreślał, że jest to fundamentalna sprawa dla rządu, związana także z postulatem emerytury bez podatku. Opowiadał się przy tym za rozwiązaniem całościowym, które nie rozdzielałoby kwoty wolnej i wyższego drugiego progu.