Din Thomas przeprosił Gillian Robertson za ogłoszenie zakończenia pracy w narożniku bezpośrednio po jej porażce z Mackenzie Dern na gali UFC 330. Były zawodnik UFC, który został trenerem, przyznał, że jego wypowiedź była nieodpowiedzialna, niewłaściwa i odebrała zawodniczce uwagę należną po walce o mistrzostwo kobiet w wadze słomkowej.
Emerytura ogłoszona tuż po porażce
Thomas zabrał głos w programie emitowanym po UFC 330. Poinformował wtedy, że zamierza zakończyć pracę w narożniku zawodników. Tłumaczył, że wcześniej postanowił prowadzić Robertson tak długo, aż osiągnie ona najwyższy poziom, do którego jego zdaniem jest zdolna. Po jej przegranej z Dern uznał, że ten moment właśnie nadszedł.
Wypowiedź wywołała poruszenie w środowisku MMA przede wszystkim ze względu na czas i sposób jej ogłoszenia. Robertson przegrała większość walki z Dern, ale w piątej rundzie zdołała sprowadzić rywalkę do parteru i przez znaczną część odsłony utrzymywała pozycję z góry. Dla zawodniczki był to trudny moment po nieudanej próbie zdobycia tytułu, dlatego wiele osób uznało komentarz trenera za pozbawiony wyczucia.
Thomas przyznał, że wybrał najgorszy moment
Do sprawy wrócił w poniedziałkowym odcinku programu „Deep Waters”, publikowanego na kanale UFC on Paramount+ w serwisie YouTube. Thomas powiedział, że praca z zawodnikami wiąże się z ciągłymi emocjonalnymi wzlotami i upadkami. Dodał, że już wcześniej próbował z niej rezygnować. Jako przykład przypomniał sytuację po nokaucie Tyrona Woodleya w walce z Jake'em Paulem, kiedy również zapowiadał, że nie będzie już więcej pracował w narożniku.
Tym razem trener nie próbował jednak usprawiedliwiać swojej decyzji. Przyznał, że sobotni wieczór był całkowicie nieodpowiednim momentem na informowanie o własnych planach. Jego zdaniem powinien był poczekać, zamiast kierować uwagę na siebie i odbierać Robertson możliwość przeżycia oraz podsumowania ważnego etapu kariery. Thomas określił swoje zachowanie jako nieodpowiedzialne i przyznał, że jest z niego zawstydzony.