Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Kevin Aiston o Polsce, Anglii i Stali Mielec: „Wziąłem z nią twardy rozwód”
Kevin Aiston mieszka w Polsce od 35 lat, a od trzech lat ma polskie obywatelstwo.
Do Polski przyjechał po raz pierwszy w 1991 roku, a później osiadł tu na stałe.
Zanim trafił do telewizji, został strażakiem w Radzyminie.
Jest związany z Mielcem i deklaruje, że jest zagorzałym kibicem Stali Mielec.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Kevin Aiston przez lata należał do najbardziej rozpoznawalnych zagranicznych uczestników polskiej telewizji. W programie „Europa da się lubić” opowiadał o Anglii, żartował ze Steffenem Moellerem i razem z innymi bohaterami audycji tłumaczył polskim widzom, jak wyglądają obyczaje w innych krajach. Program był dla niego przełomem, ale zanim pojawił się na ekranie, zdążył przeżyć w Polsce zupełnie inną historię. Przyjechał tu na początku lat 90., został strażakiem, nauczył się języka i związał z Mielcem. Dziś podkreśla, że czuje się Polakiem, a Anglię wspomina z dużą niechęcią.
Polska zaczęła się od medali i rozmów z Kazimierzem
Pierwszy większy kontakt Aistona z Polską miał miejsce jeszcze w Londynie. Pracował w zakładzie chemicznym, który produkował medale i ordery dla Wojska Polskiego. Jednym z jego współpracowników był Kazimierz, Polak, który opowiadał mu o historii swojego kraju. Aiston otrzymywał odznaczenia w surowym stanie, a jego zadaniem było ich pozłacanie. Nie znał wtedy polskiej historii i, jak przyznał, na lekcjach w Anglii niemal nie słyszał o Polsce. Rozmowy z Kazimierzem były dla niego pierwszym systematycznym źródłem wiedzy o kraju, który wcześniej znał tylko z nazwy.
Kazimierz mówił mu o polskich górach, morzu, jeziorach, historii i literaturze. Wspominał między innymi Sienkiewicza, Mickiewicza oraz Jana III Sobieskiego. Aiston słuchał tych opowieści z zainteresowaniem i postanowił zobaczyć Polskę na własne oczy. W 1991 roku wziął trzytygodniowy urlop, wsiadł do autokaru i po 36 godzinach dotarł do Warszawy. Kazimierz udostępnił mu mieszkanie w Pruszkowie, które stało puste. Anglik przyjechał z dużą jak na tamte warunki kwotą pieniędzy, ale szybko przekonał się, że sama zasobność portfela nie gwarantuje łatwego pobytu. W sklepach brakowało wielu podstawowych produktów, a przed piekarniami ustawiały się długie kolejki.
Podczas pierwszego pobytu Aiston zwiedzał Warszawę i próbował poradzić sobie bez znajomości języka. Wspominał, że przez trzy tygodnie jadł chleb z masłem i cukrem. Zdarzyło mu się również kupić przypadkowo pięć biletów kolejowych, ponieważ nie rozumiał, co dokładnie znajduje się w ofercie. Później rozdał bilety osobom stojącym w kolejce. Ten wyjazd nie zniechęcił go do Polski. Przeciwnie, po powrocie do Londynu zaczął myśleć o przeprowadzce na stałe.
Pierwszy pobyt Aistona w Polsce odbył się w 1991 roku.
Do Warszawy przyjechał autokarem po 36 godzinach podróży.
Mieszkanie w Pruszkowie udostępnił mu znajomy Kazimierz.
Po powrocie do Londynu sprzedał swój dobytek i ponownie przyjechał do Polski.
Zamiast kariery w Anglii wybrał straż pożarną w Polsce
Po pierwszym pobycie Aiston wrócił do Londynu, ale nie potrafił już przestać myśleć o Polsce. Zwolnił się z pracy, sprzedał wszystko, co miał, i przyjechał ponownie. W kieszeni miał 4 tysiące funtów. Jak mówił, była to kwota, która pozwalała mu przez długi czas nie podejmować pracy, jednak nie zamierzał bezczynnie czekać. Zamieszkał w lokalu udostępnionym przez Kazimierza i zaczął budować swoje życie od początku. Ostatecznie trafił do Radzymina, skąd pochodziła jego pierwsza żona.
Od dzieciństwa chciał zostać strażakiem. W Londynie, obok domu dziecka, znajdowała się remiza, a pracujący tam strażacy pozwalali dzieciom wsiadać do samochodu i naciskać przyciski. To wspomnienie zostało z nim na lata. Kiedy zamieszkał w Radzyminie, zgłosił się do miejscowej jednostki. Przeszedł szkolenia dotyczące sprawności fizycznej, przygotowania psychologicznego i inteligencji, a następnie zaczął jeździć na akcje. Początkowo obserwował bardziej doświadczonych kolegów, później złożył ślubowanie przy polskiej fladze i został strażakiem.
Praca w straży pożarnej była ważną częścią jego życia. Aiston wspominał ją z dużym sentymentem, także w charakterystyczny dla siebie żartobliwy sposób. Gdy pytano go o grupę krwi, odpowiadał, że jego grupa to 998, czyli numer kojarzony w Polsce ze strażą pożarną. Właśnie historia angielskiego strażaka działającego w Polsce zainteresowała dziennikarzy. Pewnego dnia pod remizą pojawili się reporterzy, którzy chcieli z nim porozmawiać. Materiał szybko trafił do mediów w całym kraju.
W tym samym czasie Telewizja Polska przygotowywała program „Europa da się lubić”, związany z dyskusją o referendum dotyczącym przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Aiston otrzymał propozycję udziału bez klasycznego castingu. W programie spotkał między innymi Steffena Moellera. Początkowo obaj nie przypadli sobie do gustu. Aiston uważał Moellera za snoba, a Moeller miał postrzegać Anglika jako prostego człowieka z ulicy. Według Aistona wystarczyły jednak około dwa tygodnie, aby obaj się zaprzyjaźnili. Z czasem Moeller został jego bliskim przyjacielem i świadkiem na ślubie.
Program szybko stał się dużym sukcesem. Aiston wspominał, że pierwszy odcinek obejrzało 6 milionów widzów, a oglądalność na poziomie 5, 6 czy 7 milionów była standardem. Mówił także, że rekord programu mógł wynosić około 8 milionów widzów. Popularność wynikała, jego zdaniem, z autentyczności, dowcipu i swobodnej formuły. W przeciwieństwie do części uczestników on i Moeller mieli otrzymywać od reżysera przede wszystkim prostą wskazówkę, aby zachowywać się naturalnie. Ich rozmowy i wzajemne żarty powstawały w dużej mierze spontanicznie.
Aiston odczuł popularność przede wszystkim na ulicy. Ludzie zaczepiali go, pozdrawiali, podawali rękę i pytali o powody przeprowadzki z Anglii. Jedna ze starszych kobiet miała powiedzieć mu, aby się uśmiechnął, ponieważ w telewizji zawsze wyglądał na uśmiechniętego. Goście jego restauracji do dziś przypominają mu dowcipy z programu, a w internecie można znaleźć zestawienia jego najbardziej znanych powiedzeń. Sam niechętnie określa się mianem gwiazdy. Podkreśla raczej, że z dnia na dzień stał się osobą obecna w milionach polskich domów.
W 2004 roku Aiston i Moeller otrzymali Telekamerę w kategorii rozrywka. Było to wyróżnienie za czas, w którym program należał do najchętniej oglądanych audycji telewizyjnych. Aiston podkreśla jednak, że popularność nie oznaczała wielkich pieniędzy. Początkowo uczestnicy mieli otrzymywać 500 złotych za program, a po około trzech latach stawka miała wzrosnąć do około 1000 złotych. Dla niego najważniejsze były rozpoznawalność, spotkania z ludźmi i możliwość odwdzięczenia się Polakom za pomoc w nauce języka.
Język, historia i codzienny patriotyzm
Aiston przywiązywał dużą wagę do nauki polskiego. Prowadził zeszyt, w którym zapisywał odmiany i podobne słowa, takie jak „pisać”, „wpisać”, „wypisać” i „napisać”, a także „siedzieć”, „wysiedzieć” i „odsiedzieć”. Dziś twierdzi, że zna polski bardzo dobrze, a czasem poprawia nawet rodzimych użytkowników języka. Zwraca uwagę między innymi na formę „wziąć”, a nie „wziąść”, oraz „w cudzysłowie”, a nie „w cudzysłowiu”. Zdarza się, że słyszy wtedy żartobliwe określenie „Angol”. Nie obraża się za nie, ponieważ uważa je za swoją mielecką ksywkę.
Od trzech lat Aiston ma polskie obywatelstwo. W rozmowie pokazywał dowód osobisty, w którym jako organ wydający wskazany jest prezydent miasta Mielca. Podkreślał, że dokument ma dla niego ogromne znaczenie. Ma także polski paszport, choć dotąd nie miał okazji go użyć. O swoim związku z Polską mówi bardzo emocjonalnie i podkreśla, że dziś jest Polakiem. Jednocześnie przyznaje, że jego relacja z Anglią jest zupełnie inna niż przed przeprowadzką.
Aiston mówi, że z Anglią wziął „twardy rozwód”. Jest na nią obrażony, ponieważ uważa, że państwo nie ochroniło go przed trudnymi doświadczeniami, które spotkały go w życiu. Nie interesuje go już na bieżąco to, co dzieje się w jego dawnej ojczyźnie. W rozmowie zaznaczał, że nie czuje potrzeby śledzenia angielskich spraw, ponieważ swoją teraźniejszość zbudował w Polsce. To tutaj znalazł akceptację, pracę, przyjaciół i miejsce, które nazywa domem.
Dziś Aiston prowadzi restaurację w Mielcu. W lokalu znajdują się zdjęcia znanych gości, elementy nawiązujące do czasów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej oraz patriotyczne symbole. Jest także zagorzałym kibicem Stali Mielec. Klub i miasto stały się ważną częścią jego codzienności, a restauracja jest miejscem, w którym łączy życie zawodowe z zainteresowaniami i przywiązaniem do Polski. Nie wrócił do telewizji na stałe, ponieważ uważa, że należy wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Próby tworzenia materiałów do mediów społecznościowych również go nie przekonały, między innymi z powodu trudności z montażem.
Swoje przywiązanie do Polski pokazuje także poprzez pamięć o wydarzeniach historycznych. Na co dzień jako zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych ma fotografię, na której całuje polski paszport. Co roku 1 sierpnia zmienia ją na Pomnik Małego Powstańca. Taki obraz pozostaje na jego profilu przez 63 dni, czyli tyle, ile według jego deklaracji trwało Powstanie Warszawskie. W Mielcu wraz ze znajomymi uczestniczy również w obchodach godziny 17.00, zatrzymując się na ulicy z racami.
Aiston zwrócił uwagę, że w Mielcu syrena podczas godziny W początkowo wyła krócej niż w wielu innych miejscach. Napisał więc apel do prezydenta miasta, prosząc o pełną minutę sygnału dla uczczenia pamięci ofiar Powstania Warszawskiego. Wspominał, że jego prośba została później zrealizowana. W restauracji umieścił także daty ważnych wydarzeń z historii Polski, aby goście mogli je sobie przypominać podczas oczekiwania na posiłek. Na ścianie znajduje się również „Katechizm polskiego dziecka”, a Aiston słyszy czasem, jak rodzice odpytywali z niego swoje dzieci.
Aiston nie ukrywa, że najbardziej lubi podróżować po Polsce. Przepłynął całe Mazury, przejechał polskie wybrzeże, dobrze zna Wrocław i Opole, a także był na Giewoncie przy krzyżu. Twierdzi, że w Polsce można znaleźć wszystko, czego potrzebuje turysta, choć przyznaje, że nie ma tu gwarancji dobrej pogody. Od czasu przeprowadzki nie wyjeżdżał na zagraniczne wakacje. Kiedy poleciał do Norymbergi na trzydniowe targi gastronomiczne, nie mógł doczekać się powrotu. Po wylądowaniu miał ucałować polską ziemię.
Aiston ma polskie obywatelstwo od trzech lat.
Jego restauracja działa w Mielcu i zawiera liczne odniesienia do polskiej historii.
Deklaruje, że jest zagorzałym kibicem Stali Mielec.
W Polsce najbardziej ceni bezpieczeństwo, krajobrazy i poczucie przynależności.
Historia Kevina Aistona nie jest już historią Anglika, który tylko opowiada Polakom o swojej ojczyźnie. Po 35 latach od pierwszego przyjazdu mówi o sobie jako o Polaku, prowadzi życie w Mielcu i wykorzystuje swoją popularność do przypominania o języku, historii oraz patriotycznych symbolach. Telewizja przyniosła mu rozpoznawalność, ale to właśnie praca strażaka, nauka polskiego i codzienne związki z lokalną społecznością ukształtowały jego obecne życie. Z programu „Europa da się lubić” pozostały wspomnienia i cytaty, natomiast jego najważniejszym miejscem stała się Polska.