Koalicja gangów zaatakowała w niedzielę wieczorem Kenscoff, rolniczą społeczność położoną na wzgórzach nad Port-au-Prince, stolicą Haiti. Uzbrojeni napastnicy podpalali domy i zabijali mieszkańców, poinformował w poniedziałek mer Kenscoff Jean Massillon. Dokładna liczba ofiar nie jest jeszcze znana, ponieważ dostęp do miejsca ataku i komunikacja są utrudnione.
Świadkowie mówią o zabitych i zaginionych
W poniedziałek rano ocaleni mieli znajdować na ulicach ciała krewnych i znajomych. 41-letni rolnik Mathurin Pierre powiedział Associated Press, że stracił 14 bliskich osób. Dodał, że nieznana liczba mieszkańców nadal jest poszukiwana. Mer Massillon oskarżył o przeprowadzenie ataku członków Viv Ansanm, koalicji gangów uznanej w ubiegłym roku przez rząd Stanów Zjednoczonych za zagraniczną organizację terrorystyczną.
Według mera napastnicy zaatakowali także kościół oraz domy należące między innymi do doktora Jeana Billa Pape'a. Lekarz kieruje organizacją pozarządową pomagającą pacjentom na Haiti, w tym osobom żyjącym z HIV oraz chorym na gruźlicę. Nie są znane dalsze szczegóły ataku. Rzecznik wspieranych przez ONZ sił do walki z gangami nie odpowiedział od razu na prośbę o komentarz.
Przemoc wpływa na wybory i migrację
Gangi kontrolują szacunkowo 70 proc. Port-au-Prince, a koalicja Viv Ansanm wielokrotnie atakowała pobliski Kenscoff. Według danych ONZ od stycznia do czerwca na Haiti zabito ponad 3100 osób, a 1189 odniosło rany. Przemoc doprowadziła do przesiedlenia rekordowych 1,5 mln mieszkańców kraju.
Atak nastąpił niespełna tydzień po deportowaniu przez Stany Zjednoczone ponad 160 osób na Haiti. Była to pierwsza taka deportacja od czasu, gdy administracja Donalda Trumpa wygrała spór prawny dotyczący zakończenia Temporary Protected Status (TPS) dla około 350 tys. Haitańczyków. Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA przekazał AP, że wśród deportowanych było kilku członków gangów z kartoteką obejmującą między innymi napaści i handel narkotykami. Haiti przygotowuje się do wyborów generalnych zaplanowanych na 13 grudnia, pierwszych od ponad dekady, jednak eksperci ostrzegają, że obecny poziom przemocy może uniemożliwić ich bezpieczne przeprowadzenie.