Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Trump chce, by nowe wizy H-1B kosztowały pracodawców ponad 100 tys. dolarów
Nowa opłata za wniosek H-1B miałaby przekraczać 100 tys. dolarów i być doliczana do obecnych opłat.
Program obejmuje 85 tys. nowych wiz rocznie, ale liczba zgłoszeń jest wielokrotnie wyższa.
Krytycy twierdzą, że firmy wykorzystują wizy do obniżania kosztów pracy i ograniczania siły negocjacyjnej cudzoziemców.
Proponowana opłata może ograniczyć liczbę wniosków, lecz nie rozwiązuje bezpośrednio problemu poziomu wynagrodzeń.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa ponownie próbuje podnieść koszt zatrudniania wykwalifikowanych pracowników z zagranicy. Opublikowany w tym tygodniu projekt regulacji zakłada jednorazową opłatę przekraczającą 100 tys. dolarów za każdy nowy wniosek o wizę H-1B. Pieniądze byłyby pobierane niezależnie od tego, czy wniosek ostatecznie zostałby zaakceptowany. Opłata miałaby być doliczana do obecnych kosztów, które wynoszą około 2 tys. do 5 tys. dolarów.
Nowa próba wprowadzenia wysokiej opłaty
Propozycja może stać się obowiązującym prawem dopiero za kilka miesięcy. Projekt został opublikowany we wtorek w federalnym rejestrze, co otworzyło 30 dni na zgłaszanie uwag przez obywateli, pracodawców i organizacje branżowe. Po tym czasie administracja będzie mogła analizować komentarze i zdecydować, czy utrzymać regulację, zmienić ją albo wycofać. Branża technologiczna, która jest największym pracodawcą osób korzystających z programu H-1B, zapowiada krytykę tego rozwiązania.
USA wydają około 85 tys. nowych wiz H-1B rocznie, w tym 20 tys. dla osób z zaawansowanymi dyplomami amerykańskich uczelni.
W ubiegłym roku pracodawcy zarejestrowali ponad 344 tys. zgłoszeń, dlatego o przyjęciu części wniosków rozstrzyga loteria.
Ponad połowa posiadaczy wiz H-1B pracuje w zawodach związanych z komputerami, między innymi w programowaniu i pomocy technicznej.
Słownik artykułu
Pojęcia, które warto znać
Krótkie objaśnienia terminów występujących w tekście. Każde hasło prowadzi do szerszej definicji i przykładów użycia.
Około trzy czwarte pracowników H-1B urodziło się w Indiach, a osoby urodzone w Chinach stanowią nieco ponad jedną dziesiątą tej grupy.
Program ważny dla Doliny Krzemowej
Wizy H-1B od lat są jednym z głównych kanałów, przez które amerykańskie firmy technologiczne sprowadzają specjalistów z innych państw. Zwolennicy programu, wśród nich Elon Musk i inni liderzy sektora technologicznego, twierdzą, że pozwala on przyciągać do Doliny Krzemowej najlepsze talenty z całego świata. Ich argument jest prosty: bez dostępu do zagranicznych pracowników część przedsiębiorstw miałaby trudności z obsadzeniem stanowisk wymagających wiedzy technicznej.
System nie działa jednak jak nieograniczony rynek. Rząd ustala roczny limit nowych wiz, a liczba zgłoszeń pracodawców wielokrotnie go przekracza. Co roku w kwietniu przeprowadzana jest loteria, która decyduje, które wnioski mogą przejść do dalszego etapu. W praktyce oznacza to, że firmy konkurują nie tylko o pracowników, ale także o możliwość formalnego rozpoczęcia procedury zatrudnienia.
Krytyka łączy lewicę i prawicę
Program H-1B ma przeciwników zarówno po lewej, jak i po prawej stronie amerykańskiej sceny politycznej. Krytycy nie kwestionują wyłącznie samego napływu specjalistów z zagranicy. Twierdzą przede wszystkim, że pracodawcy używają wiz do obsadzania stanowisk, które nie zawsze wymagają wyjątkowo rzadkich kwalifikacji, a następnie płacą cudzoziemcom mniej niż porównywalnym pracownikom urodzonym w USA.
Hal Salzman, profesor planowania i polityki publicznej oraz pracownik centrum badań nad rynkiem pracy, ocenił, że argument o trwałym niedoborze krajowych specjalistów w sektorze IT nie znajduje pełnego potwierdzenia. Jego zdaniem wiele stanowisk obsadzanych dzięki programowi to powszechne prace związane ze wsparciem informatycznym, analizą systemów, programowaniem i zapleczem operacyjnym, a nie wyłącznie wyjątkowe role wymagające poziomu wiedzy porównywalnego z doktoratem.
W obecnym systemie firmy składające wnioski nie muszą najpierw udowodnić, że próbowały znaleźć pracownika urodzonego w USA. Zwolennicy reform wskazują także na rosnącą rolę firm zajmujących się rekrutacją, outsourcingiem i obsługą informatyczną, często działających z Indii. Ich zdaniem zlecanie takiej firmie procesu zatrudnienia może ułatwiać amerykańskim przedsiębiorstwom korzystanie z pracowników gościnnych oraz omijanie części wymogów dotyczących wynagrodzeń.
Zależność pracownika od pracodawcy
Spór dotyczy nie tylko interesów pracowników urodzonych w Stanach Zjednoczonych. Ron Hira, profesor nauk politycznych na Howard University i zwolennik reformy programu, twierdzi, że podstawowym problemem jest słaba pozycja samych posiadaczy wiz H-1B. W jego ocenie jest to przede wszystkim narzędzie polityki rynku pracy, a nie klasyczna polityka imigracyjna, ponieważ cudzoziemiec nie ma takiej samej swobody zmiany zatrudnienia jak obywatel albo osoba mająca stały pobyt.
Wizy H-1B są wydawane na okres od trzech do sześciu lat, a droga do stałego pobytu może zależeć od tego, czy pracodawca zgodzi się sponsorować dalszy wniosek. Jeśli firma zwolni pracownika, ten ma 60 dni na opuszczenie kraju. Taka konstrukcja może ograniczać gotowość do negocjowania wyższej płacy, sprzeciwiania się nadgodzinom albo zgłaszania nadużyć w miejscu pracy. Pracownik, który spędził w USA kilka lat i chce tam pozostać na stałe, może być szczególnie zależny od decyzji firmy.
Spór o wynagrodzenia
Organizacje reprezentujące pracowników od dawna domagają się zmiany zasad wyliczania wynagrodzeń dla posiadaczy wiz H-1B. Krytycy twierdzą, że obecne progi płacowe mogą umożliwiać legalne wypłacanie cudzoziemcom znacznie niższych pensji niż pracownikom urodzonym w USA, nawet gdy obie osoby mają podobne kwalifikacje i wykonują tę samą pracę.
George Borjas, który w pierwszym roku drugiej kadencji Trumpa zasiadał w Radzie Doradców Ekonomicznych jako starszy ekonomista, opublikował w tym roku badanie wskazujące, że posiadacze wiz H-1B zarabiają średnio o 16 procent mniej niż porównywalni pracownicy urodzeni w USA. W przypadku programistów i deweloperów oprogramowania różnica miała sięgać 30 procent. Inni ekonomiści zakwestionowali jednak te ustalenia, dlatego przedstawione wartości pozostają elementem sporu badawczego, a nie bezdyskusyjnym pomiarem.
Opłata ma zmienić rachunek ekonomiczny firm
Administracja Trumpa próbuje oddziaływać na problem z dwóch stron. Projekt opłaty ma zwiększyć koszt samego zatrudnienia osoby na wizie H-1B, natomiast inna propozycja Departamentu Pracy, przedstawiona w marcu, zakłada podniesienie minimalnych poziomów wynagrodzenia. Według opisu tej regulacji najniższy przedział miałby zostać przesunięty z 17. percentyla obowiązującej stawki do 34. percentyla. Nadal byłby to poziom niższy od mediany płac pracowników urodzonych w USA na podobnych stanowiskach.
Ron Hira ocenił, że wysoka opłata nie podnosi bezpośrednio pensji pracownika, lecz zmniejsza zysk, jaki pracodawca może uzyskać dzięki jego zatrudnieniu. Według tej logiki firmy będą bardziej selektywne i ograniczą wnioski dotyczące stanowisk, przy których oszczędność na kosztach pracy nie wystarczy do uzasadnienia dodatkowej opłaty. Jednocześnie przedsiębiorstwa dysponujące dużymi budżetami mogą nadal uznać, że sprowadzenie konkretnego specjalisty jest opłacalne.
Przykładowo, jeśli pracodawca uzyskuje dzięki danemu pracownikowi oszczędność lub dodatkową wartość rzędu 30 tys. dolarów rocznie, opłata przekraczająca 100 tys. dolarów nadal może zostać rozłożona w kalkulacji na kilka lat obowiązywania wizy. Nie oznacza to jednak, że każda firma zaakceptuje taki koszt. Dla przedsiębiorstw korzystających z programu przy mniej dochodowych stanowiskach wysoka opłata może sprawić, że złożenie wniosku przestanie mieć sens ekonomiczny.
To nie jest pierwsza próba administracji Trumpa podniesienia kosztu programu. We wrześniu ubiegłego roku prezydent wydał proklamację ustanawiającą tymczasową opłatę w wysokości 100 tys. dolarów za wnioski H-1B składane przez osoby przebywające za granicą. Rozwiązanie zostało zawieszone w czerwcu, gdy sędzia federalny uznał, że opłata stanowiła bezprawny podatek. Najnowszy projekt idzie dalej, ponieważ z jego treści wynika, że mógłby objąć także cudzoziemców już przebywających w USA na wizach studenckich. Ostateczny kształt regulacji będzie zależeć od przebiegu konsultacji i dalszych decyzji administracji.