Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Technologiczni miliarderzy zabiegają o wpływy w administracji Donalda Trumpa
Otoczenie Donalda Trumpa tworzą osoby związane z technologią, kosmosem, finansami i mediami.
Najważniejszym polem sporu jest przyszłość regulacji sztucznej inteligencji.
Branża technologiczna liczy na korzystniejsze zasady dla kryptowalut i większy udział w kontraktach obronnych.
Bliskie relacje biznesu z administracją rodzą pytania o konflikt interesów i wpływ najbogatszych osób na państwo.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Druga kadencja Donalda Trumpa może stać się dla największych firm technologicznych okresem przełomowych zmian. Ludzie związani z Doliną Krzemową liczą na łagodniejsze regulacje dotyczące sztucznej inteligencji, bardziej przyjazne zasady dla kryptowalut oraz większy udział prywatnych spółek w polityce obronnej Stanów Zjednoczonych. W zamian technologiczni miliarderzy oferują administracji kapitał, wiedzę i wpływy. Krytycy ostrzegają jednak, że bliskie relacje biznesu z władzą mogą prowadzić do konfliktu interesów.
Majątek i dostęp do administracji
Madeline Berg zwraca uwagę, że osoby mające wejść w skład otoczenia Trumpa dysponują łącznym majątkiem przekraczającym 450 mld dol. W tej grupie znajdują się między innymi Elon Musk, inwestor i przedsiębiorca David Sacks oraz Jared Isaacman, wskazywany jako kandydat na administratora NASA. Ich doświadczenie pochodzi głównie z biznesu technologicznego, finansów, sektora kosmicznego i prywatnych inwestycji, a nie z wieloletniej pracy w administracji publicznej.
To rodzi pytanie, jak kultura wysokich zysków i wysokiego ryzyka, typowa dla Doliny Krzemowej, zderzy się z waszyngtońską biurokracją. Isaacman dorobił się fortuny w przetwarzaniu płatności, ale dziś jest kojarzony przede wszystkim z prywatnym przemysłem kosmicznym. Oczekiwanie jest takie, że będzie rozwijał współpracę między SpaceX, pozostałą częścią sektora kosmicznego i NASA. Jednocześnie nie wszyscy nominaci są równie mocno związani z dziedzinami, za które mają odpowiadać. Jako przykład wskazywana jest Linda McMahon, sekretarz do spraw edukacji i współzałożycielka WWE.
Największe znaczenie ma przyszłość sztucznej inteligencji. Peter Kafka ocenia, że wokół AI rozstrzyga się pytanie, kto będzie kontrolował technologię o ogromnej sile oddziaływania albo czy w praktyce nie będzie jej kontrolował nikt. W tym sporze pojawia się Marc Andreessen i jego podejście do regulacji. Według przedstawianej w materiale logiki doświadczenia z mediami społecznościowymi nie powinny prowadzić do tworzenia kolejnych zabezpieczeń, lecz do przekonania, że należy rozwijać technologię możliwie szybko, bez rozbudowanego systemu ograniczeń.
Zwolennicy łagodniejszych regulacji twierdzą, że szybszy rozwój AI może przyspieszyć innowacje.
Krytycy obawiają się, że osoby rozwijające technologię chcą jednocześnie decydować o zasadach jej działania.
Firmy technologiczne próbują zwiększyć wpływ na decyzje administracji, ponieważ zmiany regulacyjne mogą bezpośrednio wpływać na ich inwestycje i modele biznesowe.
W sektorze obronnym ważniejsze mają stać się start-upy, systemy autonomiczne, nadzór oraz rozwiązania wykorzystujące zaawansowaną AI.
Od dystansu do próby przebudowy państwa
Derek Robertson wskazuje, że ludzi z tego środowiska łączy przekonanie, iż to oni powinni być strażnikami sztucznej inteligencji. To ma uzasadniać ich bliską współpracę z rządem przy ustalaniu zasad dla AI i decyzjach o tym, czy technologia będzie regulowana. Przez długi czas Dolina Krzemowa traktowała Waszyngton z dystansem, a nawet pogardą. Dominowało przekonanie, że technologia tworzy przyszłość i nie musi oglądać się na rząd. Obecnie ta postawa nie zniknęła, ale zmieniła się taktyka. Najbogatsi gracze technologiczni próbują wejść do środka systemu i przekształcać państwo zgodnie z własnymi priorytetami.
Przykładem mają być gesty wobec Trumpa ze strony szefów największych firm technologicznych, w tym Tima Cooka, Marka Zuckerberga i Jeffa Bezosa. Według rozmówców nie chodzi wyłącznie o symboliczne wsparcie, lecz o próbę zyskania przychylności prezydenta. Robertson ocenia, że miliarderzy szybko mogą zderzyć się z ograniczeniami, których nie znają z zarządzania firmami. Kongres działa według innych bodźców niż korporacje i prywatny kapitał, dlatego środowisko technologiczne może próbować realizować swoje cele przede wszystkim przez władzę wykonawczą. Tam łatwiej forsować rozwiązania zgodne z mentalnością Doliny Krzemowej niż w długim procesie legislacyjnym.
Obronność, kosmos i technologia medyczna
W obszarze obronności Robertson spodziewa się mocniejszego wejścia start-upów oraz firm finansowanych przez venture capital. Chodzi o podmioty, które chcą konkurować z dużymi wykonawcami, takimi jak Lockheed Martin czy Boeing. Największa zmiana ma dotyczyć bardziej zaawansowanych systemów autonomicznych, nadzoru oraz rozwiązań opartych na bardzo silnych narzędziach AI. Jednocześnie związki Doliny Krzemowej z wojskiem nie są nowe. Nowością może być raczej słabszy opór pracowników i klientów wobec kontraktów technologicznych firm z armią i rządem.
Osobnym obszarem jest zdrowie i prywatność. Robertson wskazuje na Neuralink Elona Muska, firmę działającą na styku AI, technologii medycznych i przetwarzania wrażliwych informacji. Chodzi o wizję wszczepiania do mózgu komputerowego chipa, który zbiera i przesyła dane oraz współpracuje z systemami sztucznej inteligencji. Technologia jest kontrowersyjna na wielu poziomach regulacyjnych. Dlatego ważnym pytaniem będzie to, czy bliskie relacje Muska z administracją pomogą przełamywać bariery dotyczące tak radykalnych rozwiązań.
Kryptowaluty i ryzyko transferu majątku
Rozmówcy spodziewają się także daleko idących zmian wokół kryptowalut. Branża od dawna domaga się jasności przepisów, ale w praktyce chodzi o reguły, które pozwolą jej działać bez dużego ryzyka odpowiedzialności. Jednym z możliwych kierunków byłoby przesunięcie dużej części kompetencji regulacyjnych z SEC do CFTC, postrzeganej jako instytucja bardziej przychylna kryptowalutom. Taka zmiana wpłynęłaby na sposób nadzoru nad rynkiem i na zakres odpowiedzialności firm działających w tym sektorze.
Peter Kafka zwraca uwagę na jeszcze dalej idący pomysł, czyli utworzenie rezerwy bitcoinów. W jednym scenariuszu rząd USA przechowywałby duże zasoby bitcoina, w innym mógłby kupować go na dużą skalę. Według Kafki oznaczałoby to bezpośredni transfer majątku z rządu USA do osób posiadających kryptowaluty. Większe powiązanie cyfrowych aktywów z codziennym życiem Amerykanów albo z bilansem dużych instytucji rodzi również pytanie o skutki ewentualnego krachu bitcoina.
Na końcu pozostaje napięcie polityczne wewnątrz szerszej koalicji MAGA. Kafka wskazuje na podział między frakcją Steve’a Bannona a frakcją Elona Muska. Część wyborców Trumpa nie interesuje się globalizacją ani technologią, podczas gdy technologiczni miliarderzy próbują właśnie wokół tych tematów budować wpływy. Robertson przypomina, że w amerykańskiej polityce wcześniej istniały silniejsze zabezpieczenia przed nieproporcjonalnym wpływem najbogatszych osób na kampanie i władzę. Teraz to normatywne przekonanie wyraźnie osłabło. Kolejne lata pokażą, czy współpraca administracji z Doliną Krzemową przyspieszy innowacje, czy przede wszystkim zwiększy wpływ prywatnego kapitału na państwo.