Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
UE jedzie do Pekinu. Chiny zagrażają europejskiemu przemysłowi i milionom miejsc pracy
Deficyt UE w handlu z Chinami sięga około 7,5 mld koron duńskich dziennie.
Chińskie firmy konkurują z Europą między innymi w motoryzacji, energetyce odnawialnej i produkcji baterii.
Według szacunków Komisji Europejskiej w krótkiej perspektywie zagrożonych może być 29 mln miejsc pracy.
Unia może połączyć dalszy dialog z Pekinem z częstszym użyciem instrumentów ochrony handlu.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Unia Europejska przygotowuje się do kolejnej rundy rozmów z Chinami o rosnącej nierównowadze w handlu. 8 i 9 października unijny komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič ma udać się do Pekinu, gdzie spotka się z chińskim ministrem handlu Wangiem Wentao. Rozmowy mogą przesądzić o tym, czy Bruksela będzie nadal stawiać przede wszystkim na dialog, czy też zacznie szerzej wykorzystywać narzędzia ochrony własnego przemysłu.
Drugi chiński szok już dociera do Europy
Według przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen Europa mierzy się obecnie z drugim chińskim szokiem przemysłowym. Pierwszy, obserwowany na początku lat 2000., wiązał się przede wszystkim z napływem tanich towarów konsumpcyjnych, takich jak ubrania, zabawki czy elektronika kuchenna. Obecna fala konkurencji dotyczy jednak branż, które przez lata należały do najmocniejszych stron europejskiej gospodarki.
Chińskie firmy są dziś obecne w sektorach samochodów elektrycznych, paneli słonecznych, turbin wiatrowych, baterii oraz magnesów. Chiny wydobywają również metale ziem rzadkich, wykorzystywane w wielu zaawansowanych urządzeniach i maszynach. Oznacza to, że europejskie przedsiębiorstwa konkurują z Państwem Środka nie tylko w segmencie prostych i tanich produktów, lecz także w dziedzinach związanych z technologią, przemysłem oraz transformacją energetyczną.
UE chce ograniczyć nierównowagę w handlu z Chinami i poprawić europejskim firmom dostęp do chińskiego rynku.
Słownik artykułu
Pojęcia, które warto znać
Krótkie objaśnienia terminów występujących w tekście. Każde hasło prowadzi do szerszej definicji i przykładów użycia.
Bruksela rozważa częstsze używanie istniejących instrumentów handlowych oraz stworzenie nowych narzędzi.
Unijne przepisy mają zawierać więcej klauzul promujących zakup europejskich produktów.
Największe napięcia dotyczą między innymi samochodów elektrycznych, baterii, energii odnawialnej i surowców krytycznych.
Deficyt liczony w miliardach koron dziennie
W czerwcu przywódcy państw i rządów Unii przekazali Komisji Europejskiej, że obecny deficyt w handlu z Chinami jest nie do utrzymania. Według danych przywołanych w materiale wynosi on około 7,5 mld koron duńskich dziennie, co daje niemal 2700 mld koron w skali roku. Sama wartość deficytu nie przesądza jeszcze o szkodliwości wymiany handlowej, ale jego rozmiar oraz struktura stały się dla Brukseli argumentem za zmianą podejścia.
Problemem nie jest każdy import z Chin. Tanie ubrania czy elektronika mogą obniżać ceny dla konsumentów, a import komponentów wykorzystywanych później w europejskiej produkcji może wspierać działanie łańcuchów dostaw. Większe ryzyko pojawia się wtedy, gdy chińskie przedsiębiorstwa sprzedają w Europie gotowe, zaawansowane technologicznie produkty, które bezpośrednio zastępują wyroby europejskich firm.
Europejskie instytucje wskazują także na znaczenie wsparcia publicznego dla części chińskich produktów. Zdaniem UE dotacje i inne formy pomocy mogą pozwalać firmom na zwiększanie produkcji oraz sprzedaż towarów po cenach, z którymi konkurenci z Europy mają trudności. Taki model może prowadzić do zakłócenia konkurencji i budzić pytania o zgodność z zasadami Światowej Organizacji Handlu.
Niemcy w centrum problemu, różne strategie państw UE
Skutki chińskiej presji najmocniej odczuwa gospodarczy motor Europy, czyli Niemcy. Szczególnie narażone są tam motoryzacja i przemysł chemiczny. Problemy niemieckich koncernów przenoszą się na inne kraje, ponieważ przedsiębiorstwa z całej Europy dostarczają im części, materiały oraz usługi. Jako przykład podawana jest Dania, której firmy są powiązane z niemieckim przemysłem i mogą odczuwać spadek zamówień w tamtejszych zakładach.
Niemcy przez wiele lat prowadziły wobec Chin politykę nastawioną na rozwijanie współpracy gospodarczej. W ostatnim roku ton wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza stał się jednak bardziej krytyczny. W czerwcu uznał on za nie do zaakceptowania sytuację, w której państwa wykorzystują pomoc publiczną do tworzenia nadwyżek mocy produkcyjnych, a następnie kierują ich skutki na europejski rynek. Zmiana stanowiska wiąże się także z trudnościami, jakie na chińskim rynku napotykają niemieccy producenci samochodów.
Państwa członkowskie nie mają jednak jednej strategii wobec Pekinu. Hiszpania stara się przyciągać chińskie inwestycje, między innymi do fabryk baterii oraz projektów związanych z energią odnawialną. Podobną drogę wybrały Węgry, gdzie powstają duże chińskie inwestycje w zakłady produkujące samochody elektryczne i baterie. Francja od dawna opowiada się natomiast za większą liczbą działań protekcjonistycznych, które miałyby chronić europejskich producentów przed konkurencją wspieraną przez państwo.
Pekin również ma silne argumenty
Unia nie chce na razie rezygnować z rozmów. Rzecznik Komisji Europejskiej Olof Gill podkreślił, że szczery dialog pozostaje priorytetem, ale oczekiwane są także pierwsze konkretne rezultaty październikowej wizyty. Bruksela chce między innymi ograniczenia udziału chińskich towarów w europejskim rynku oraz lepszego dostępu unijnych przedsiębiorstw do rynku chińskiego. Jeżeli negocjacje nie przyniosą efektów, Komisja może częściej stosować istniejące instrumenty handlowe i przygotować nowe rozwiązania.
Europejskim atutem jest dostęp do unijnego rynku, należącego do największych na świecie. Chiny mają jednak własną kartę przetargową w postaci kontroli nad wydobyciem i przetwarzaniem surowców potrzebnych nowoczesnemu przemysłowi. Chińskie władze wprowadziły już ograniczenia eksportowe dotyczące metali ziem rzadkich i innych minerałów krytycznych. W ubiegłym roku groźba zaostrzenia kontroli miała doprowadzić do wstrzymania produkcji w fabrykach samochodów w Europie, Stanach Zjednoczonych i Japonii oraz do odesłania pracowników do domów.
Wykorzystanie tej przewagi może być dla Chin ryzykowne. Długotrwałe ograniczanie eksportu surowców mogłoby skłonić Europejczyków do szybszego inwestowania we własne wydobycie, przetwarzanie i alternatywne łańcuchy dostaw. Z drugiej strony nagłe problemy z dostępem do metali mogą natychmiast uderzać w produkcję samochodów, baterii i innych zaawansowanych urządzeń.
Spór potrwa dłużej niż jedna misja negocjacyjna
Według Luke'a Pateya, starszego badacza geogospodarki w Duńskim Instytucie Studiów Międzynarodowych, drugi chiński szok już wpływa na europejskie gospodarki. Badacz szacuje, że setki tysięcy miejsc pracy w unijnym przemyśle mogły już zniknąć, a kolejne setki tysięcy są zagrożone. Na najwyższych szczeblach Komisji Europejskiej pojawia się także szacunek, że w krótkiej perspektywie zagrożonych może być nawet 29 mln miejsc pracy.
Patey ocenia, że ochrona europejskich miejsc pracy może wymagać silniejszych barier handlowych. Oznaczałoby to jednak koszty w krótkim okresie, między innymi dla firm korzystających z importowanych produktów i dla konsumentów. W dłuższej perspektywie celem byłoby odbudowanie konkurencyjności w branżach najbardziej narażonych na chińską presję. Nie jest to zadanie, które można rozwiązać pojedynczym porozumieniem lub krótką misją mediacyjną.
Rezultat rozmów Šefčoviča z chińskim ministrem handlu może pokazać, czy obie strony są gotowe wykorzystać swoje przewagi, czy też spróbują ograniczyć eskalację. Niezależnie od wyniku spotkania przywrócenie równowagi w relacjach handlowych będzie procesem długoterminowym. Spór ma charakter strukturalny i trwa już od kilku lat, dlatego nawet konkretne ustalenia z Pekinu nie zmienią szybko sytuacji europejskiego przemysłu.