Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Amerykańscy wyborcy chcą rozmowy o klimacie, kandydaci przed wyborami milczą
W ośmiu kluczowych stanach USA trzy razy więcej wyborców chce więcej rozmowy o klimacie niż mniej.
Większość badanych deklaruje większą skłonność do głosowania na kandydatów popierających czystą energię.
Demokratyczni kandydaci ograniczają wzmianki o klimacie, skupiając się na inflacji, wojnie z Iranem i stanie demokracji.
W Teksasie 54 procent badanych chętniej zagłosowałoby na kandydata wspierającego odnawialne źródła energii.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Amerykańscy wyborcy w kluczowych stanach chcą, by kandydaci wyraźniej mówili o kryzysie klimatycznym i przejściu na czystą energię. Mimo to kampania przed wyborami do Kongresu w 2026 roku została zdominowana przez inflację, wojnę z Iranem oraz kwestie związane ze stanem amerykańskiej demokracji. Kandydaci obu głównych partii w dużej mierze unikają tematu klimatu, choć sondaże wskazują, że jego pomijanie nie odpowiada nastrojom społecznym.
Według dużego badania przeprowadzonego w ośmiu stanach, które mogą przesądzić o kontroli nad Senatem USA, trzy razy więcej wyborców chce, by politycy częściej mówili o kryzysie klimatycznym, niż osób opowiadających się za ograniczeniem takich wypowiedzi. Chodzi o Alaskę, Georgię, Maine, Iowa, Michigan, Karolinę Północną, Ohio i Teksas. We wszystkich tych stanach wyraźne większości deklarowały, że chętniej zagłosują na kandydata, który uznaje przejście na czystą energię za jeden z priorytetów.
Wśród wyborców niezależnych w stanach uznawanych za republikańskie poparcie dla dość zdecydowanych działań klimatycznych miało wynosić cztery do jednego.
W Teksasie 54 procent badanych deklarowało większą skłonność do głosowania na kandydata popierającego odnawialne źródła energii, a 19 procent wskazało przeciwną odpowiedź.
Słownik artykułu
Pojęcia, które warto znać
Krótkie objaśnienia terminów występujących w tekście. Każde hasło prowadzi do szerszej definicji i przykładów użycia.
Na Alasce 63 procent wyborców popierało kampanię, która stawia na przejście do czystszej energetyki.
W badaniu więcej mieszkańców Teksasu miało przychylny stosunek do energii słonecznej i wiatrowej niż do ropy naftowej.
Kandydaci ograniczają deklaracje klimatyczne
Mimo tych wyników wśród demokratycznych i republikańskich kandydatów startujących w ośmiu stanach tylko dwie osoby miały na swoich stronach kampanijnych wzmianki o klimacie. Byli to Abdul El-Sayed w Michigan oraz James Talarico w Teksasie. Materiał wskazuje, że nawet część demokratów, którzy wcześniej opowiadali się za bardziej zdecydowaną polityką klimatyczną, w 2026 roku ograniczyła ten temat albo całkowicie usunęła go z kampanii.
Abdul El-Sayed, wcześniej prowadzący kampanię na rzecz stuprocentowej energii odnawialnej, powiedział w sierpniu w Fox News: Nie będę bronił Zielonego Nowego Ładu. Jon Ossoff, ubiegający się o utrzymanie mandatu senatora w Georgii, przestał eksponować środowisko i skupił się przede wszystkim na wojnie z Iranem oraz inflacji. James Talarico, który wcześniej porównywał przemysł naftowy i gazowy do kaset magnetofonowych z lat 80., w obecnej kampanii mówi o poparciu dla sektora ropy i gazu.
Talarico tłumaczył, że ma członków rodziny pracujących w tej branży, a szkoły publiczne w Teksasie były finansowane przez przemysł naftowy i gazowy. Jego wypowiedzi stały się elementem sporu z republikanami, którzy przedstawiają go jako polityka skrajnie ekologicznego i wroga paliw kopalnych. Ken Paxton, republikański kandydat, używał wobec niego przezwiska Tofu Talarico. Donald Trump również atakował Talarico podczas wiecu, kpiąc z jego rzekomego weganizmu, choć materiał zaznacza, że Talarico nie jest weganinem.
Sondaże nie potwierdzają obaw przed utratą głosów
Nathaniel Stinnett, dyrektor Environmental Voter Project, organizacji odpowiedzialnej za przywołane badanie, uważa, że politycy popełniają błąd, zakładając, iż mówienie o zmianie klimatu automatycznie szkodzi ich szansom. Jego zdaniem wyborcy chcą więcej informacji o klimacie, a kandydaci prezentujący się jako liderzy działań klimatycznych mogą na tym zyskać. Stinnett wskazuje także, że poparcie dla zdecydowanej polityki klimatycznej występuje wśród niezależnych wyborców w stanach republikańskich, a nie tylko wśród demokratów.
Podobne wnioski przedstawia Anthony Leiserowitz, specjalista od komunikacji klimatycznej z Uniwersytetu Yale. Według niego normy społeczne się zmieniły, natomiast wielu polityków nadal zachowuje się tak, jakby czysta energia i zmiana klimatu były niszowymi tematami zarezerwowanymi dla organizacji ekologicznych. Yale prowadzi własne badania opinii, z których wynika, że większość Amerykanów nadal obawia się globalnego ocieplenia, także po sukcesach wyborczych Donalda Trumpa, który określał naukę o klimacie mianem oszustwa.
Dane o poparciu nie oznaczają jednak, że kryzys klimatyczny stał się tematem pozbawionym politycznego ryzyka. Stosunek do niego nadal silnie zależy od przynależności partyjnej. Demokraci są zdecydowanie bardziej zaniepokojeni zmianą klimatu, natomiast republikanie częściej uznają ją za problem drugorzędny albo nieistniejący. To właśnie ta różnica skłania część demokratycznych kandydatów w stanach, które wcześniej wygrywał Trump, do usuwania klimatu z przekazu kampanijnego.
Teksas i Alaska pokazują złożoność wyborczych kalkulacji
Teksas jest jednym z najważniejszych przykładów rozbieżności między partyjnymi założeniami a wynikami sondaży. Stan pozostaje silnie związany z przemysłem naftowym i gazowym, a republikanie wykorzystują tę zależność w atakach na Talarico. Jednocześnie 54 procent respondentów w przywołanym badaniu deklarowało, że chętniej poprze kandydata wspierającego odnawialne źródła energii. Oznacza to, że poparcie dla rozwoju energii słonecznej i wiatrowej może współistnieć z przywiązaniem do miejsc pracy i dochodów związanych z tradycyjną energetyką.
Podobne napięcie widać na Alasce. Demokratyczna kandydatka do Senatu Mary Peltola popiera przywrócenie ulg podatkowych dla projektów związanych z energią słoneczną, wiatrową i wodną, ale jednocześnie domaga się zwiększenia przerobu ropy w stanie i popierała zatwierdzenie dużego projektu naftowego w arktycznej części Alaski. Jej rzecznik przekonywał, że zwiększenie produkcji energii w stanie jest ważne dla rozwiązania kryzysu kosztów życia, a wszystkie rozwiązania, w tym rozwój ropy i gazu oraz odnawialnych źródeł energii, powinny pozostać na stole.
Ta kombinacja postulatów pokazuje, że debata nie sprowadza się wyłącznie do wyboru między paliwami kopalnymi a odnawialnymi źródłami energii. Kandydaci próbują jednocześnie odpowiadać na obawy o ceny energii, miejsca pracy, bezpieczeństwo dostaw i skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. Problem polega na tym, że w wielu kampaniach kwestie te nie są przedstawiane jako element jednej opowieści o transformacji energetycznej, lecz jako odrębne tematy, często bez bezpośredniego odniesienia do kryzysu klimatycznego.
Rosnące koszty i ekstremalne zjawiska pozostają w tle
W materiale podkreślono, że Amerykanie doświadczyli w tym roku rekordowo gorącego lata, a dodatkowe wydatki na energię i spłaty kredytów hipotecznych miały wynieść około 2 tysięcy dolarów na gospodarstwo domowe. Źródło łączy presję kosztową z zależnością USA od paliw kopalnych i zaburzeniami na rynku energii po decyzji Donalda Trumpa o ataku na Iran. Jest to polityczna i gospodarcza interpretacja przedstawiona w materiale, a nie niezależnie przytoczone wyliczenie przyczyn wzrostu kosztów.
Autorzy opisują także spadek liczby medialnych wzmianek o kryzysie klimatycznym w ciągu ostatniego roku. Temat miał spaść na liście deklarowanych priorytetów wyborców, gdy inflacja zaczęła silniej wpływać na ich sytuację, a uwagę opinii publicznej przyciągnęły wojna z Iranem i stan amerykańskiej demokracji. Kandydaci dysponujący ograniczonymi środkami i walczący o uwagę odbiorców uznali, że łatwiej będzie im prowadzić kampanię wokół tych kwestii niż wokół długoterminowego ocieplania się klimatu.
Jednocześnie coraz większa grupa Amerykanów doświadcza skutków ekstremalnych zjawisk, takich jak burze, powodzie i pożary. Według jednego z szacunków przywołanych w materiale w ciągu poprzednich dwóch lat dotknęły one około jednej trzeciej mieszkańców USA. Dla tych osób kryzys klimatyczny nie jest wyłącznie tematem debaty o przyszłości, ale częścią doświadczenia dotyczącego bezpieczeństwa, ubezpieczeń, kosztów odbudowy i stabilności lokalnych społeczności.
Podczas spotkania osób poszkodowanych w katastrofach w Kerrville w Teksasie uczestnicy wyrażali frustrację z powodu braku zainteresowania polityków ich sytuacją. W regionie w ubiegłym roku gwałtowne powodzie błyskawiczne zabiły 136 osób, w tym 28 osób przebywających w chrześcijańskim obozie dla dziewcząt nad rzeką. Osiemnastoletnia Georgia Bishop, której najlepsza przyjaciółka Felicity Jarmon zginęła w powodzi, mówiła, że politycy widzą te wydarzenia, wiedzą o nich i słyszą głosy mieszkańców, ale traktują je jak zwykłą pogodę i nieunikniony element życia.
Źródło informuje również o rozwijającym się zjawisku El Niño, określanym w materiale jako jedno z najsilniejszych w historii obserwacji, które w kolejnych miesiącach ma dodatkowo zwiększać ryzyko ekstremalnych upałów i powodzi w części USA. Nie oznacza to, że każde pojedyncze zdarzenie pogodowe można przypisać wyłącznie zmianie klimatu. Pokazuje jednak, dlaczego mieszkańcy regionów narażonych na katastrofy oczekują od polityków nie tylko reakcji po zniszczeniach, lecz także planów ograniczania ryzyka i stabilizacji systemu energetycznego.
Demokratyczny senator Sheldon Whitehouse, polityk zaangażowany w sprawy klimatu, uważa, że jego partia od dawna przedstawia w tej kwestii zbyt słaby przekaz. Jego zdaniem demokraci powtarzają wyborcom jedynie to, co sondaże wskazują jako najpilniejsze, zamiast samodzielnie podnosić temat szkód powodowanych przez zmianę klimatu i kosztów ponoszonych przez gospodarstwa domowe. Whitehouse przekonuje, że kampania klimatyczna mogłaby być opowieścią o odpowiedzialności firm paliw kopalnych za szkody i rachunki, które ostatecznie ponoszą mieszkańcy.
Władze federalne przedstawiają sytuację inaczej. Administracja Trumpa dąży do wycofania ograniczeń dotyczących emisji gazów cieplarnianych i wzmacnia sektor paliw kopalnych. Doug Burgum, sekretarz spraw wewnętrznych, twierdził, że skoro politycy i media rzadziej używają określenia zmiana klimatu niż dwa lata wcześniej, oznacza to osłabienie całego ruchu klimatycznego. Jest to deklaracja polityczna, którą należy oddzielić od wyników badań opinii publicznej. Te ostatnie wskazują, że obawy klimatyczne i poparcie dla czystszej energii nadal są obecne wśród wyborców.
Najważniejsza rozbieżność opisana w materiale polega więc na tym, że wyborcy częściej niż wcześniej łączą koszty życia, bezpieczeństwo energetyczne i skutki katastrof z zależnością od paliw kopalnych, a kandydaci nadal traktują klimat jako temat potencjalnie ryzykowny. W rezultacie powstaje luka między społecznym doświadczeniem kryzysu a językiem kampanii. Sondaże sugerują, że politycy nie muszą wybierać między rozmową o cenach a rozmową o klimacie, ponieważ dla wielu wyborców są to elementy tego samego problemu.