Nowy film Chrisa Rocka, „Misty Green”, koncentruje się na fikcyjnej aktorce, która po latach problemów zawodowych próbuje wrócić do Hollywood. Rosalind Eleazar wciela się w tytułową bohaterkę, a Rock gra reżysera, który ponownie spotyka ją po tym, jak wcześniej doprowadził do usunięcia jej z obsady nowej wersji „Kopciuszka”. Podczas premiery filmu na New York Film Festival aktor mówił o tym, że historia pokazuje nie tylko specyfikę przemysłu rozrywkowego, lecz także doświadczenia wspólne dla wielu zawodów.
„Zrobienie kariery” nie jest jedyną miarą sukcesu
W rozmowie z Variety Rock podkreślił, że większość osób nie osiąga w Hollywood sukcesu rozumianego jako trwała sława i zawodowa pozycja. Sam inaczej definiuje dziś moment, w którym można powiedzieć, że komuś się udało. Wskazał na bliskie relacje, miłość i rodzinę, a nie wyłącznie na pracę. Jego zdaniem cała reszta pozostaje ostatecznie zawodem, nawet jeśli wiąże się z rozpoznawalnością i prestiżem.
Historia branżowa, ale nie tylko o aktorach
Bohaterowie Rocka i Eleazar łączą się także dzięki problemom z wiernością w związkach. Aktor zaznaczył jednak, że niewierność nie jest jego zdaniem cechą Hollywood, lecz elementem ludzkiego życia. Eleazar mówiła natomiast o okresach, w których sama nie pracowała, oraz o aktorach wielokrotnie próbujących wrócić do zawodu po kolejnych niepowodzeniach. Według niej „Misty Green” wykorzystuje doświadczenie świata filmu, by opowiedzieć o uniwersalnej sytuacji osób pracujących w każdej branży.
Dla Eleazar film jest również ważnym krokiem zawodowym, ponieważ po raz pierwszy znalazła się na pierwszym miejscu obsady pełnometrażowej produkcji. W zespole aktorskim są także Adam Driver, Daniel Kaluuya, Anna Kendrick i Topher Grace. Film powstał w Los Angeles przy budżecie 5 milionów dolarów. Rock uważa, że lokalizacja pomogła przyciągnąć znaną obsadę, a dalszą produkcję filmów w mieście mogłyby ułatwić zachęty podatkowe.