Ferrari Luce, pierwszy samochód elektryczny w historii włoskiej marki, miała według internetowych komentatorów stać się kosztowną pomyłką. Po publicznej prezentacji w maju wielu obserwatorów krytykowało jej klinowatą sylwetkę, porównując ją między innymi do Nissana Leaf. Pojawiały się też opinie, że chińskie samochody elektryczne zaoferują więcej za znacznie niższą cenę. Do grona krytyków dołączył nawet Luca Cordero di Montezemolo, były prezes Ferrari.
Zakładany cel sprzedażowy osiągnięty w dwa miesiące
Rzeczywistość okazała się jednak korzystniejsza dla producenta. Według raportu Financial Times Ferrari osiągnęło tegoroczny cel sprzedażowy dla modelu Luce w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Firma zakładała sprzedaż niecałych 500 egzemplarzy samochodu, którego cena wynosi 555 tysięcy euro, czyli około 630 tysięcy dolarów. Nie oznacza to skali porównywalnej z popularnymi samochodami elektrycznymi, ale w przypadku ekskluzywnego modelu tej marki jest to wynik wystarczający do realizacji przyjętego planu.
Informacje o sprzedaży nie zostały na razie oficjalnie potwierdzone przez Ferrari. TechCrunch zwrócił się do producenta z prośbą o komentarz i zapowiedział aktualizację materiału w przypadku otrzymania odpowiedzi. Podawane dane należy więc traktować jako informacje wynikające z raportu Financial Times, a nie jako publiczne zestawienie zamówień opublikowane przez samą firmę.
Luce celuje w specyficzną grupę klientów
Luce jest pięcioosobowym samochodem, który łączy elektryczny napęd z charakterem samochodu luksusowego. Za projekt w dużej mierze odpowiadał Jony Ive wraz ze swoją firmą LoveFrom. To połączenie miało nadać modelowi własną tożsamość, choć właśnie stylistyka stała się jednym z głównych powodów krytyki po prezentacji. Część komentatorów uznała, że samochód zbyt mocno odchodzi od dotychczasowych skojarzeń z Ferrari, a jego proporcje nie pasują do oczekiwań wobec marki.
- Luce została zaprezentowana jako pierwszy elektryczny model Ferrari.
- Samochód ma pięć miejsc i został zaprojektowany w dużej mierze przez Jony'ego Ive'a oraz LoveFrom.
- Cena modelu to 555 tysięcy euro, a plan sprzedażowy obejmował niecałe 500 sztuk.
- Po prezentacji kurs akcji Ferrari spadł o 8 proc., lecz późniejsze doniesienia wskazują na szybkie wyczerpanie zakładanego celu sprzedażowego.
- Na podstawie wcześniejszych doniesień co najmniej 20 proc. egzemplarzy może trafić do Chin.
Chiny mogą być ważnym rynkiem dla elektrycznego Ferrari
Według wcześniejszych doniesień co najmniej 20 proc. zamówionych egzemplarzy może trafić do Chin. Taki kierunek nie jest zaskakujący, ponieważ tamtejszy rynek szczególnie dobrze przyjmuje szybkie, smukłe, czterodrzwiowe samochody elektryczne. Luce ma więc cechy, które mogą odpowiadać klientom szukającym połączenia praktyczniejszego nadwozia, osiągów i prestiżu marki. Nie zmienia to faktu, że samochód pozostaje produktem dla bardzo wąskiej grupy odbiorców.
Dla Ferrari liczy się nie tylko porównanie parametrów
Ferrari sprzedało w ubiegłym roku ponad 13 tysięcy samochodów. To niewiele w porównaniu z producentami masowych aut, ale dużo jak na firmę specjalizującą się w pojazdach kosztujących setki tysięcy euro. Klienci Ferrari często posiadają kilka modeli marki, dlatego Luce może być dla nich uzupełnieniem kolekcji oraz bardziej praktycznym samochodem do codziennego użytkowania. W tym segmencie decyzja zakupowa nie musi opierać się wyłącznie na cenie, zasięgu czy porównaniu wyposażenia z konkurencyjnymi modelami.
Wczesne recenzje sugerują, że Luce prowadzi się tak, jak oczekiwano od Ferrari. Dla części nabywców może to być ważniejsze niż krytyka wyglądu widoczna w internecie. Przypadek pierwszego elektryka marki pokazuje też ograniczenia publicznych ocen formułowanych wyłącznie na podstawie zdjęć i komentarzy. Ostatecznie o zainteresowaniu drogim samochodem decydują nie tylko reakcje szerokiej publiczności, lecz także oczekiwania niewielkiej, lojalnej grupy klientów. Na podstawie dostępnych informacji Luce nie wygląda więc na rynkową porażkę, choć pełną ocenę modelu będzie można sformułować dopiero po potwierdzeniu danych przez Ferrari i uzyskaniu szerszych informacji o dostawach.