Zach Cregger, reżyser nowej filmowej adaptacji Resident Evil, przyznał, że promocja produkcji przypomina mu „trasę przeprosin”. Twórca mierzy się ze sceptycyzmem części fanów, ponieważ jego film nie opowiada historii znanych z gier i nie wykorzystuje ich bohaterów. Zamiast tego przedstawia nową opowieść osadzoną w świecie serii, korzystającą z rozpoznawalnych motywów horroru.
Cregger odpowiada na obawy fanów
W rozmowie z The Playlist Cregger powiedział, że czuje się, jakby prowadził kampanię wyborczą i próbował przekonać fanów, by nie uznali go za osobę udającą znawcę serii. Reżyser wcześniej przyznawał, że był naiwny, sądząc, iż fani gier będą przede wszystkim zadowoleni z powstania kolejnego filmu opartego na Resident Evil. Nie docenił skali oczekiwań związanych z ekranizacją historii Leona i innych opowieści znanych z gier.
Twórca podkreślił jednak, że rozumie frustrację odbiorców. Sam nie oglądał wcześniejszych filmów Resident Evil, ponieważ nie przypominały mu one serii, którą ceni. Z tego powodu, jak zaznaczył, trudno mu krytykować fanów za podobną reakcję wobec jego projektu. Cregger chce opowiedzieć własną historię w tym uniwersum, ale twierdzi, że wynika ona z autentycznej fascynacji grami, a nie z próby wykorzystania znanej nazwy do zdobycia większego budżetu.
O wyniku zdecydują widzowie
W chwili publikacji materiału do premiery filmu pozostawał około tydzień. Cregger uważa, że osoby sceptyczne wobec jego podejścia powinny najpierw zobaczyć gotową produkcję. Po seansie widzowie sami zdecydują, czy reżyser jest prawdziwym fanem Resident Evil, czy tylko wykorzystał markę. Jego zdaniem film powinien przemówić sam i pokazać szacunek dla gier.
Cregger mówił również, że chętnie opowiedziałby więcej historii w uniwersum Resident Evil. Jednocześnie deklarował, że po tym projekcie chce zakończyć pracę przy filmowych franczyzach, więc na razie nie wiadomo, czy otrzyma możliwość stworzenia kolejnej części. Według prognoz cytowanych przez Deadline film może zarobić w Stanach Zjednoczonych około 35 milionów dolarów podczas pierwszego weekendu. Jeśli przewidywania się potwierdzą, będzie to najlepsze otwarcie w historii filmowej serii, powyżej 26,6 miliona dolarów osiągniętych przez Resident Evil: Afterlife w 2010 roku.