Późne lato i początek jesieni to dla czarnych niedźwiedzi w Kalifornii czas intensywnego żerowania. Zwierzęta gromadzą wtedy zapasy przed hibernacją, szukając żołędzi, mrówek, orzeszków piniowych, owoców i korzeni. Coraz częściej naturalne pożywienie uzupełniają jednak kalorie znalezione w ludzkim otoczeniu. Na obrzeżach Los Angeles niedźwiedzie zaglądają do śmietników, ogrodów, kurników, garaży i basenów.
Metropolia rośnie, a las zaczyna się za ogrodem
Zjawisko jest szczególnie widoczne w społecznościach położonych przy Angeles National Forest, lesie graniczącym z rozrastającą się metropolią. W Kalifornii żyje około 50 000 do 70 000 czarnych niedźwiedzi, a kilkaset z nich zamieszkuje obszar lasu na północ od Los Angeles. Według Wilsona Shermana, doktoranta Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, który bada relacje ludzi z dzikimi zwierzętami, liczba kontaktów ludzi z niedźwiedziami rośnie od lat 90. XX wieku. Jednym z powodów jest rozwój osiedli na granicy terenów naturalnych.
Czarny niedźwiedź jest wszystkożerny i potrafi dostosować się do wielu warunków. Sherman zwraca uwagę, że zwierzęta mogą jeść niemal to samo co ludzie, a pokarm pozostawiony przez człowieka dostarcza dużo kalorii przy mniejszym wysiłku niż poszukiwanie odpowiedniej ilości żołędzi czy mrówek. Dlatego dla niedźwiedzia kosz z resztkami pizzy może być łatwiejszym źródłem energii niż duży obszar lasu, który trzeba przeszukać.
Łatwe kalorie przyciągają zwierzęta
Przykładem takiego sąsiedztwa jest Monrovia, nazywana przez mieszkańców stolicą niedźwiedzi. Brian Gordon i jego partner kupili tam dom położony tuż przy Angeles National Forest. Jeszcze przed przeprowadzką zobaczyli w ogrodzie rodzinę niedźwiedzi. Dziś zwierzęta regularnie przechodzą przez ich posesję, a czasem korzystają z basenu. Para dokumentuje te wizyty na koncie PoolBearLife. Nagrania pokazują młode niedźwiedzie pływające, wspinające się na drzewa i poruszające się po ogrodzie.