Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
ONZ przyjęła pierwszą deklarację w sprawie wzrostu poziomu mórz. Wyspy zachowają suwerenność
ONZ jednogłośnie przyjęła deklarację dotyczącą skutków wzrostu poziomu mórz.
Państwa wyspiarskie mają zachować państwowość i strefy morskie nawet po utracie części lądu.
Dokument wskazuje na pilną potrzebę większego dostępu do funduszy na adaptację.
Deklaracja nie zapewnia jednak automatycznie nowych pieniędzy dla zagrożonych krajów.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Zgromadzenie Ogólne ONZ jednogłośnie przyjęło pierwszą deklarację dotyczącą skutków wzrostu poziomu mórz. Stany Zjednoczone nie zablokowały jej przyjęcia. Dokument zakłada, że państwa zagrożone utratą lądu nie przestaną istnieć jako podmioty polityczne, a wzrost poziomu morza nie powinien zmieniać ich ustalonych granic ani pozbawiać ich kontroli nad przysługującymi strefami morskimi.
Państwo może przetrwać utratę terytorium
Znaczenie deklaracji jest największe dla nisko położonych krajów wyspiarskich. Tuvalu i Wyspy Marshalla należą do państw, którym w perspektywie kolejnego stulecia grozi niemal całkowite zalanie, jeśli wzrost temperatury będzie prowadził do dalszego topnienia lądolodów i lodowców. Do tej pory nie było jasne, jak w takiej sytuacji wyglądałoby ich istnienie w prawie międzynarodowym. Przyjęty dokument wskazuje, że nawet po utracie lądowej części kraju państwa te mają zachować państwowość oraz prawa do swoich dotychczasowych obszarów morskich.
są ważne dla rybołówstwa, rozwoju energetyki, bezpieczeństwa oraz innych aktywności gospodarczych. Dla małych państw wyspiarskich mogą być również podstawą dochodów i elementem ochrony przed próbami przejęcia zasobów przez silniejszych aktorów. Deklaracja mówi o domniemaniu na rzecz dalszego istnienia państwa i o możliwości utrzymania stref morskich mimo fizycznych zmian wywołanych podnoszeniem się poziomu morza.
Państwa zagrożone zalaniem mają zachować ciągłość państwową.
Zmiany fizycznego kształtu wybrzeży nie powinny automatycznie przesuwać granic morskich.
Utrzymane mają zostać prawa do morza wykorzystywanego między innymi dla rybołówstwa i energetyki.
Deklaracja uznaje pilną potrzebę większego dostępu do finansowania adaptacji dla małych państw wyspiarskich.
Deklaracja wzmacnia wcześniejsze stanowiska prawne
Dokument jest efektem kampanii prowadzonej przez grupę małych państw wyspiarskich, które od lat zwracają uwagę na prawne i polityczne konsekwencje kryzysu klimatycznego. Wcześniejsze orzeczenia międzynarodowych organów prawnych potwierdzały, że wzrost poziomu morza nie musi pozbawiać państwa jego praw, ale przyjęcie tych zasad przez przywódców wszystkich państw ONZ nadaje im dodatkową wagę polityczną. Kamal Amakrane, dyrektor Globalnego Centrum Mobilności Klimatycznej i wysłannik klimatyczny Trynidadu i Tobago, określił to jako przejście od prawnego domniemania do formalnego potwierdzenia.
Deklaracja nawiązuje do orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, zgodnie z którym zniknięcie jednego z elementów składających się na państwo nie musi oznaczać utraty jego państwowości. Trybunał potwierdził także, że prawo międzynarodowe wymaga poszanowania ustalonych granic między państwami. Nowy dokument ONZ rozszerza polityczne poparcie dla takiego podejścia na sytuację, w której fizyczne terytorium kraju będzie stopniowo tracone wskutek wzrostu poziomu mórz.
Dla Bahamów ochrona obszarów morskich ma bezpośrednie znaczenie gospodarcze. Kraj opiera dużą część swojej gospodarki na turystyce, a jego premier Philip Davis podkreślał, że znaczna część lądu znajduje się mniej niż trzy metry nad poziomem morza i już jest pochłaniana przez wodę. Według Davisa ochrona prawna ma zabezpieczać Bahamy i inne państwa przed próbami przejmowania morskich obszarów przez branże takie jak górnictwo głębinowe. Jego argument sprowadza się do zasady, że ocean nie może stać się przestrzenią, którą przejmie ten, kto dysponuje największą siłą.
Finansowanie adaptacji pozostaje największą luką
Deklaracja zawiera również zapis o pilnym obowiązku państw rozwiniętych i historycznych emitentów, aby zapewnić małym państwom wyspiarskim szerszy dostęp do pieniędzy na adaptację klimatyczną. Takie środki mogą finansować budowę umocnień brzegowych, odbudowę lasów namorzynowych albo relokację mieszkańców z terenów zagrożonych powodziami. Jest to ważne polityczne uznanie problemu, ale sam dokument nie zwiększa automatycznie kwoty dostępnego finansowania.
Obecnie bogate państwa przekazują biedniejszym krajom około 130 miliardów dolarów rocznie w formie dotacji i nisko oprocentowanych pożyczek na czystą energię oraz adaptację. To poziom niższy niż środki, które eksperci uznają za potrzebne do uniknięcia katastrofalnych skutków zmian klimatu. W 2024 roku państwa uzgodniły cel zwiększenia pomocy do 300 miliardów dolarów rocznie do 2035 roku, jednak wciąż jest za wcześnie, aby ocenić postęp w jego realizacji.
Dodatkowym problemem jest forma pomocy. Znaczna jej część ma postać pożyczek, które dla małych państw wyspiarskich mogą oznaczać dalsze zadłużenie. Bahamy mają już miliardy dolarów długu, a istotna część tych obciążeń wiąże się ze szkodami po huraganie Dorian z 2019 roku. Dla takich krajów finansowanie ochrony wybrzeży musi więc uwzględniać nie tylko skalę zagrożenia, lecz także ograniczoną zdolność do zaciągania kolejnych zobowiązań.
Porozumienie jest tym bardziej znaczące, że zostało przyjęte w czasie sporów o międzynarodową pomoc klimatyczną. Podczas ostatnich negocjacji klimatycznych bogate państwa odrzucały apele o przekazywanie kwot liczonych w bilionach dolarów na wały przeciwpowodziowe i ochronę zagrożonych wysp. Druga administracja Donalda Trumpa wycofała Stany Zjednoczone z porozumienia paryskiego, sprzeciwiała się międzynarodowym działaniom dotyczącym opłat w transporcie morskim oraz ograniczała zaangażowanie w pomoc zagraniczną. Mimo tego USA i inne państwa nie zakwestionowały zapisów o ochronie prawnej wysp. Departament Stanu nie odpowiedział na prośbę o komentarz.
Według Bryce'a Rudyka, prawnika z Uniwersytetu Nowojorskiego i doradcy prawnego grupy małych państw wyspiarskich, powodem zgody jest interes wszystkich krajów. Wzrost poziomu morza może odebrać fragmenty terytorium również państwom zamożnym, a zmiana granic morskich mogłaby podważyć ich kontrolę nad ropą, minerałami czy morską energetyką wiatrową. Deklaracja nie zatrzyma fizycznych skutków ocieplenia i nie rozwiąże problemu finansowania, ale ustanawia wspólną zasadę: zniknięcie części lądu nie powinno oznaczać zniknięcia państwa ani przejęcia jego morskich praw.