Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Pingwiny żółtookie znikają z Nowej Zelandii. Jednym z zagrożeń są sieci rybackie
Lądowa populacja pingwinów żółtookich zmniejszyła się z 739 do 117 par lęgowych.
W sieciach stawnych od października 2019 roku zginęło co najmniej 18 pingwinów z tej populacji.
Nowa Zelandia wprowadziła stałą strefę zakazu połowów sieciami stawnymi przy Półwyspie Otago.
Organizacje ochrony przyrody uważają, że ograniczenia są zbyt małe, a roczny limit śmierci wynoszący cztery ptaki nie zapewnia dostatecznej ochrony.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Na plaży Sandfly Bay na Półwyspie Otago w Nowej Zelandii zapanowała cisza. To miejsce przez lata było ważnym obszarem lęgowym pingwinów żółtookich, znanych po maorysku jako hoiho. W 2024 roku zginęła tam ostatnia samica w wieku rozrodczym. Przez około 12 lat regularnie wydawała na świat pisklęta, a jej śmierć w sieci rybackiej stała się symbolem problemu, z którym mierzy się cały gatunek. Pingwin żółtooki jest endemitem Nowej Zelandii, więc jego naturalny zasięg ogranicza się do tego kraju. Na jego liczebność wpływają jednocześnie choroby, drapieżniki, presja człowieka na lądzie, zmiany w środowisku morskim oraz połowy, w których giną ptaki niebędące celem rybaków.
Ponad 80 proc. spadku w ciągu kilkunastu lat
Skala załamania jest szczególnie widoczna w danych dotyczących tak zwanej lądowej, a formalnie północnej populacji. Choć nazwa może być myląca, obejmuje ona przede wszystkim południową wyspę Nowej Zelandii oraz pobliskie wyspy. W sezonie lęgowym 2008 do 2009 naliczono w niej 739 par lęgowych. Obecnie pozostało 117 par, czyli o ponad 80 proc. mniej. Dane nie obejmują dokładnie zbadanych populacji z odległych wysp położonych jeszcze dalej na południe. Ostatnia ocena Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody z 2020 roku klasyfikowała gatunek jako zagrożony, gdy lądowa populacja była mniej więcej dwa razy większa niż obecnie.
Pingwiny z populacji lądowej gniazdują głównie na Wyspie Południowej i pobliskich wyspach.
Oddzielna populacja południowa występuje na wyspach Auckland i Campbell.
Populacja południowa wydaje się liczniejsza, ale nie była ostatnio równie szczegółowo badana.
rodowe: lądową, z wysp Auckland oraz z wyspy Campbell.
Autorzy badań zaproponowali uznanie tych grup za osobne podgatunki, ale taka propozycja nie oznacza jeszcze pełnej zmiany klasyfikacji.
Gatunek ważny dla przyrody i kultury
Hoiho są jednym z symboli Nowej Zelandii. Wizerunek pingwina żółtookiego znajduje się na banknocie o nominale 5 dolarów, a ptaki przyciągają turystów na Półwysep Otago. Ich wypchane podobizny witają podróżnych na lotnisku w Dunedin. Znaczenie gatunku wykracza jednak poza turystykę. Dla Kāi Tahu, maoryskiej społeczności, której tradycyjne terytorium obejmuje południowo-wschodnią część Wyspy Południowej, hoiho jest taoka, czyli gatunkiem otaczanym szczególną troską i mającym znaczenie kulturowe. Lokalny działacz Hoani Langsbury porównywał w rozmowie z Mongabay wędrówkę pingwinów na wybrzeże z drogą przodków Kāi Tahu. Zwracał też uwagę, że kolejne pokolenia mogą nie mieć już okazji zobaczyć tych ptaków w miejscach, w których wcześniej występowały.
Zagrożenia zaczynają się na lądzie
Pingwiny żółtookie muszą radzić sobie z wieloma zagrożeniami, zanim w ogóle dotrą do morza. Na lądzie polują na nie między innymi psy, koty, łasice i szczury, czyli zwierzęta introdukowane przez człowieka. W wielu miejscach organizacje ochrony przyrody budują ogrodzenia, ograniczają dostęp ludzi i prowadzą odłowy drapieżników. Na Półwyspie Otago zakończono w marcu wieloletni projekt usunięcia oposów z obszaru około 10 tys. hektarów. Oposy sprowadzono do Nowej Zelandii przede wszystkim dla futer. Projekt nie był przeznaczony wyłącznie dla pingwinów, ale zmniejszenie presji ze strony zwierząt lądowych ma poprawić warunki w wielu miejscach lęgowych.
Poważnym problemem są również choroby piskląt. Jedną z nich jest zapalenie jamy ustnej o charakterze błoniczym, rozpoznane po raz pierwszy w 2002 roku. Choroba powoduje zmiany i naloty w jamie ustnej, które mogą utrudniać jedzenie oraz oddychanie. Drugą jest zespół zaburzeń oddechowych, po raz pierwszy opisany w 2019 roku. Choroba prowadzi do ciężkich problemów z oddychaniem i zabija ponad 90 proc. piskląt, które zostaną nią zakażone. Według Janelle Wierengi, zajmującej się zarządzaniem populacją dzikich zwierząt w Otago Peninsula Eco Restoration Alliance, od 2021 roku RDS zabijał od 25 do 40 proc. piskląt lądowej populacji. Choroby te nie są znane z tego, by dotykały populacji południowej.
Z tego powodu ochrona na lądzie wymaga stałej, intensywnej pracy. Organizacja Penguin Rescue zarządza znaczną częścią pozostałej lądowej populacji na trzech stanowiskach w pobliżu miejscowości Moeraki. Zatrudnieni tam opiekunowie odławiają drapieżniki, utrzymują ogrodzenia i ograniczają niepokojenie ptaków przez ludzi. Wildlife Hospital Dunedin leczy lub monitoruje niemal każde pisklę lądowej populacji pod kątem obu chorób. Przedstawiciele organizacji ochrony przyrody podkreślają, że bez takiej opieki śmiertelność byłaby jeszcze wyższa, ale jednocześnie przyznają, że intensywne zarządzanie nie rozwiązuje problemów występujących w morzu.
W morzu zmienia się także dostępność pokarmu
Pingwiny spędzają znaczną część dnia na żerowaniu w morzu, dlatego ich sytuacja zależy również od zmian w środowisku morskim. W ostatnich dekadach ich dieta przesunęła się od młodych osobników dorsza czerwonego w stronę większych osobników błękitnego dorsza. Dorsz czerwony stał się mniej dostępny pod wpływem ocieplania się wód oraz presji połowowej. Większy błękitny dorsz może być trudniejszy do zwrócenia przez dorosłego ptaka podczas karmienia piskląt. Taka zmiana nie musi prowadzić do śmierci każdego pingwina, ale może zwiększać koszt zdobywania pokarmu i pogarszać szanse młodych na przeżycie. W efekcie presja działa na kilku etapach życia, od pisklęcia narażonego na chorobę po dorosłego ptaka, który musi znaleźć wystarczającą ilość odpowiedniego pokarmu.
Sieci stawne zabijają ptaki, które przetrwały wcześniejsze zagrożenia
Naukowcy i organizacje ochrony przyrody wskazują jednak na zagrożenie, które ich zdaniem można ograniczyć szybciej niż choroby lub zmiany klimatu. Chodzi o sieci stawne, czyli sieci skrzelowe zakotwiczone w wodzie. Tworzą one pionową ścianę, w której ryby zaczepiają się za skrzela lub zostają zaplątane. Metoda może być selektywna pod względem rozmiaru ryb, ale nie jest wystarczająco selektywna gatunkowo. Dlatego może powodować przyłów, w tym śmierć ptaków morskich i innych zwierząt, które nie były celem połowu. Pingwin, który wpłynie w taką sieć, może utonąć, ponieważ nie jest w stanie wypłynąć na powierzchnię po oddech.
Według danych Fisheries New Zealand od października 2019 roku w sieciach stawnych zginęło co najmniej 18 pingwinów żółtookich z lądowej populacji. Rzeczywista liczba może być większa, ponieważ nie każdy przypadek musi zostać zgłoszony. Od października 2023 roku wszystkie jednostki używające sieci stawnych w południowo-wschodniej części kraju są objęte monitoringiem kamer pokładowych. Ma to zwiększać przejrzystość połowów i skłaniać do zgłaszania każdego niezamierzonego połowu. Dla populacji liczącej 117 par nawet pozornie niewielka liczba takich śmierci może mieć duże znaczenie. Tylko część piskląt przechodzi przez wszystkie zagrożenia na lądzie, dorasta i zaczyna żerować w morzu. Każdy dorosły osobnik zabity po osiągnięciu tego etapu jest więc utratą ptaka, który mógłby w przyszłości rozmnażać się.
Nowe przepisy ograniczają połowy, ale nie zamykają całego problemu
We wrześniu 2025 roku wprowadzono tymczasowy zakaz połowów sieciami stawnymi w odległości około 8 mil morskich od brzegu wokół Półwyspu Otago.
Zakaz utrzymywał się przez rok, a 16 września 2026 roku stał się rozwiązaniem stałym.
Wcześniej obowiązywał zakaz używania tych sieci w odległości do 4 mil morskich od brzegu, ustanowiony w celu ochrony zagrożonych delfinów Hectora.
Od 1 października zacznie obowiązywać roczny limit śmiertelności pingwinów związanej z rybołówstwem, wynoszący cztery osobniki.
Przepisy przewidują stopniowanie reakcji regulatora po kolejnych przypadkach przyłowu, ale nie wprowadzają automatycznego zamknięcia łowiska po przekroczeniu limitu.
Fisheries New Zealand uzasadnia nowe regulacje potrzebą ograniczenia śmiertelności przy jednoczesnym uwzględnieniu sytuacji lokalnego rybołówstwa. Chanel Gardner, przedstawicielka branży i dyrektorka firmy Harbour Fish, mówiła, że tymczasowy zakaz doprowadził już do rezygnacji z połowów jednej rodziny i wycofania jednostki z floty używającej sieci stawnych. Jej zdaniem metoda jest ważnym sposobem połowu ryb wykorzystywanych między innymi w popularnym daniu fish and chips, w tym ryb określanych jako rig, elephantfish i school shark. Gardner przekonywała także, że rybacy podejmują daleko idące działania, by chronić pingwiny, oraz że potrzebna byłaby mniejsza i bardziej precyzyjna strefa zamknięcia. Branża uważa, że całkowite zakończenie połowów sieciami stawnymi nie zagwarantowałoby odbudowy populacji.
Organizacje ochrony przyrody chcą większej strefy
Organizacje ochrony przyrody nie zgadzają się z oceną, że śmierć w sieciach stawnych nie zmieniłaby losu populacji. Ich argument opiera się na tym, że ptaki, które przeżyły choroby wieku pisklęcego, drapieżniki i trudności ze zdobyciem pokarmu, są szczególnie cenne dla przyszłości gatunku. Yolanda van Heezik z Uniwersytetu Otago wskazywała, że niektóre osobniki mogą mieć nieproporcjonalnie duży wkład w kolejne pokolenia. W takim przypadku utrata jednego dorosłego ptaka może oznaczać nie tylko jeden zgon, lecz także utratę wielu potencjalnych piskląt w kolejnych sezonach. Współautorka badań na ten temat argumentowała, że przy obecnej liczebności każdy dorosły osobnik powinien być traktowany jako potencjalnie bardzo ważny dla rozmnażania populacji.
Forest & Bird oraz WWF New Zealand postulowały zamknięcie dla sieci stawnych pasa o szerokości 14 mil morskich wzdłuż całego południowo-wschodniego wybrzeża kraju. Pingwiny żółtookie są znane z wypraw nawet 27 mil morskich od brzegu, a osobniki z wyspy Campbell mogą oddalać się jeszcze bardziej. Zwykle występują jednak w zasięgu proponowanym przez organizacje ochrony przyrody. Krytycy nowych przepisów uważają, że stała strefa obejmująca około 8 mil morskich chroni tylko część obszaru żerowania. Zwracają też uwagę, że Półwysep Otago jest tylko jednym z kilku miejsc zajmowanych przez gatunek. W pobliżu Rakiury, znanej także jako Stewart Island, od 2021 roku odnotowano co najmniej cztery zgony pingwinów w sieciach stawnych.
Spór dotyczy więc nie tylko wielkości jednej strefy, lecz także sposobu podejmowania decyzji w warunkach bardzo małej populacji. Environmental Law Initiative oceniała, że mechanizm stopniowej reakcji regulatora daje niewielkie poczucie bezpieczeństwa, ponieważ nie gwarantuje konkretnego działania po przekroczeniu limitu. Jeśli reakcja nastąpi, może obowiązywać tylko przez pozostałą część roku połowowego. Z perspektywy ochrony gatunku oznacza to, że każde kolejne zdarzenie może zostać potraktowane jako osobny incydent, mimo że wszystkie składają się na długoterminowy spadek liczebności.
Ratowanie hoiho wymaga działań na lądzie i w morzu
Przypadek pingwina z Sandfly Bay pokazuje, dlaczego ochrona pojedynczych dorosłych osobników stała się centralnym punktem debaty. Sam zakaz połowów nie usunie chorób, drapieżników ani zmian w dostępności pokarmu. Z kolei działania na lądzie nie wystarczą, jeśli ptaki po opuszczeniu gniazd będą ginąć w narzędziach połowowych. Programy ochrony obejmują dziś zarówno odławianie drapieżników i leczenie piskląt, jak i monitoring połowów oraz ograniczenia przestrzenne. Naukowcy nie twierdzą, że jedna decyzja administracyjna automatycznie odbuduje populację. Wskazują jednak, że śmiertelność w sieciach stawnych jest zagrożeniem bezpośrednim i możliwym do ograniczenia poprzez zmianę zasad połowu.
Przyszłość gatunku pozostaje niepewna. Część ekspertów uważa, że sytuacja jest bardzo poważna, ale nadal widzi sens w działaniach ochronnych. Inni podkreślają, że obecna liczebność jest już tak niska, iż nawet kilka dodatkowych zgonów rocznie może wpływać na tempo zaniku. Dla Nowej Zelandii hoiho jest jednocześnie symbolem przyrody, częścią dziedzictwa Kāi Tahu i przykładem trudnego kompromisu między ochroną gatunków a działalnością gospodarczą. Dla przyrodników najważniejsza pozostaje odpowiedź na pytanie, czy kraj ograniczy straty wystarczająco szybko, aby pingwiny, które jeszcze wracają na wybrzeże, mogły doczekać się kolejnych pokoleń.