Wyścigi ciężarówek od dekad pozostają niszową, ale efektowną odmianą motorsportu. Kolumbijskie Gran Premio Mobil Delvac wyróżnia się jednak na tle większości podobnych serii. Zawodnicy nie ścigają się wyłącznie samymi ciągnikami siodłowymi. Na tor Autodromo de Tocancipa wyjeżdżają z podpiętymi naczepami, a ich zadaniem jest nie tylko szybkie pokonanie okrążenia.
Wyścig z naczepą i próba precyzji
Gran Premio Mobil Delvac jest organizowane w Kolumbii co roku od 1988 roku. Kierowcy pokonują tor drogowy z naczepami, a dodatkowo muszą poradzić sobie ze slalomem i polami zatrzymania. Są to elementy kojarzone raczej z próbami precyzyjnej jazdy niż z klasycznym wyścigiem po torze. Takie zadania sprawdzają kontrolę nad długim zestawem i wymagają dokładnego planowania toru jazdy.
Według opisu organizatorów i sponsora w ostatniej edycji, rozegranej pod koniec lipca, pojawiło się około 150 kierowców. Impreza nie jest zarezerwowana wyłącznie dla zawodowych kierowców wyścigowych. To odróżnia ją od wielu uznanych serii, w których startują profesjonalne zespoły oraz mocno zmodyfikowane ciężarówki.
Ograniczenia techniczne są częścią rywalizacji
Ciężarówki startujące w kolumbijskiej imprezie nie są przygotowywane według tak liberalnych zasad, jak niektóre maszyny z innych serii. Większość elementów układu paliwowego pozostaje bez szczegółowych ograniczeń, ale turbosprężarki podlegają ostrzejszym przepisom. Do poszczególnych silników dopuszczone są tylko określone rozwiązania, a zabroniono między innymi turbosprężarek o zmiennej geometrii, ceramicznych łożysk i chłodzenia wodą. Nie wolno także stosować podtlenku azotu. Każdy pojazd musi mieć sześć osi, a obie tylne osie napędowe muszą być aktywne podczas wyścigu. Na świecie odbywają się wyścigi ciężarówek po torach, zawody na dystansie prostym oraz konkurencje siłowe, ale format, w którym ciężarówki pokonują pełną trasę z naczepami, należy do rzadkości.