Zanim spadnie deszcz, wilgoć tworząca krople może przebyć od kilku do setek, a nawet tysięcy kilometrów. Woda zwykle paruje nad oceanami, jeziorami, lasami lub polami, a następnie jest transportowana przez atmosferę, zanim zostanie uwolniona w postaci opadu. Badanie opublikowane w czasopiśmie Geophysical Research Letters wskazuje, że w części Stanów Zjednoczonych deszcz coraz częściej dociera z bardziej odległych źródeł wilgoci.
Jak prześledzono drogę wilgoci
Travis Aerenson z University of Wyoming wraz ze współpracownikami przeanalizował 35 lat danych, obejmujących okres od 1990 do 2024 roku. Naukowcy wykorzystali ERA5, rozbudowany zapis warunków atmosferycznych, a następnie wprowadzili te informacje do komputerowego modelu śledzącego pochodzenie wody, która ostatecznie spadła jako deszcz. Analiza objęła 18 głównych regionów zlewni na obszarze 48 stanów kontynentalnych USA. Aby sprawdzić, czy sposób przemieszczania się wody w atmosferze zmieniał się w czasie, badacze podzielili cały okres na dwie części i porównali wcześniejsze oraz późniejsze lata.
Wilgoć pokonuje większe odległości
W części analizowanych regionów para wodna, z której powstają opady, przemieszcza się obecnie dalej i pozostaje w atmosferze dłużej niż w poprzednich dekadach. Najsilniejsze trendy odnotowano na południowym zachodzie USA oraz na południowych Wielkich Równinach. W niektórych regionach wilgoć pokonuje średnio o około 50 do 80 kilometrów więcej, a w atmosferze pozostaje przez dodatkowe 2 do 4 godzin. Oznacza to, że miejsce, w którym spada deszcz, jest coraz słabiej powiązane z najbliższym lądem jako źródłem pary wodnej.
- Badanie objęło dane ERA5 z okresu od 1990 do 2024 roku.
- Przeanalizowano 18 regionów zlewni obejmujących 48 stanów kontynentalnych USA.
- Największe zmiany wystąpiły na południowym zachodzie i południowych Wielkich Równinach.
- W części regionów wilgoć przemieszcza się o 50 do 80 kilometrów dalej i pozostaje w atmosferze o 2 do 4 godzin dłużej.
Większy udział oceanów i zmiany cyrkulacji
Autorzy badania odnotowali także, że w większości analizowanych zlewni rośnie udział opadów pochodzących z wody, która wcześniej wyparowała nad oceanami, a nie nad lądem. Ich zdaniem obserwowane zmiany mogą wynikać z połączenia dwóch procesów: cieplejsza atmosfera może przechowywać więcej pary wodnej, a jednocześnie zmienia się cyrkulacja atmosferyczna. Wśród przykładów wskazano przesuwanie się sztormów znad Pacyfiku dalej na północ oraz silniejsze wiatry znad Zatoki Meksykańskiej, które transportują letnią wilgoć znad Karaibów. W dorzeczu rzek Arkansas, White i Red większa część letnich opadów pochodzi obecnie z Karaibów.
Wyniki nie oznaczają, że każde opady w USA mają odległe źródło ani że lokalne parowanie przestało mieć znaczenie. Pokazują jednak zmianę średnich warunków w analizowanych regionach. Jeżeli opisane trendy będą się utrzymywać, planowanie zasobów wodnych może wymagać uwzględniania procesów zachodzących daleko poza granicami poszczególnych stanów. Badacze podkreślają, że wraz z oddalaniem się źródeł wilgoci bezpieczeństwo wodne regionów będzie w większym stopniu zależeć od obszarów położonych względem nich pod wiatr. Artykuł Travisa Aerensona i współautorów opublikowano w Geophysical Research Letters, DOI: 10.1029/2026gl122565.