Werdykt uczestników lipcowej odsłony New Scientist Book Club był wyjątkowo zgodny. Czytelnicy entuzjastycznie przyjęli „Slow Gods” Claire North, space operę osadzoną w odległej przyszłości. To opowieść o cywilizacji, która dowiaduje się, że jej planeta zostanie zniszczona przez supernową dokładnie za sto lat. Powieść nie skupia się jednak wyłącznie na astronomicznej katastrofie. Łączy pytania o przetrwanie i odpowiedzialność z historią miłosną oraz obserwacją tego, jak społeczeństwo nadaje sens własnemu istnieniu.
Sto lat do końca świata
Punktem wyjścia jest sytuacja jednocześnie odległa i bardzo konkretna. Mieszkańcy Adjumiru nie stoją przed nagłą katastrofą, lecz znają jej dokładną datę. Mają całe stulecie na podjęcie decyzji, przygotowanie planu ratunkowego albo pogodzenie się z losem. North pyta w ten sposób, co oznacza patrzenie w niebo ze świadomością, że śmierć gwiazdy pociągnie za sobą zagładę własnego świata. Ważne stają się nie tylko możliwości techniczne, lecz także cena, jaką cywilizacja byłaby gotowa zapłacić za ocalenie siebie lub swoich wartości.
- Maw jest pilotem potrafiącym poruszać się w niebezpieczeństwach podróży szybszych od światła, ale ma też skłonność do zabijania ludzi.
- Gebre należy do mieszkańców Adjumiru, planety oczekującej na nieuchronną zagładę.
- Relacja Maw i Gebre tworzy romantyczne centrum powieści, obok wątku końca świata.
- Autorka określiła pomysł zagłady za sto lat jako celowe nawiązanie do sposobu, w jaki mówi się o zmianie klimatu.
Entuzjazm, ale nie od pierwszej strony
Emily H. Wilson, felietonistka zajmująca się science fiction, wcześniej gorąco rekomendowała tę książkę, określając ją jako wyjątkowo czystą przyjemność czytania. Redakcyjna ocena była podobna. W recenzji podkreślono elegancki i przenikliwy styl North, a także humor, który nie sprawia wrażenia wymuszonego. Największe wrażenie robi jednak centralny pomysł: jak mogłaby reagować cywilizacja, której koniec jest pewny, ale nie nastąpi jeszcze przez wiele dekad. W rozmowie dla klubu North przyznało, że związek z kryzysem klimatycznym jest zamierzony i nie ma być szczególnie subtelną metaforą.
Podobne opinie pojawiły się wśród uczestników dyskusji. Czytelnicy chwalili piękny język, rozmach space opery i satysfakcjonujące połączenie wielu tematów. Dla części osób książka była również zachętą do sięgnięcia po inne utwory tego autora. Pojawiła się opinia, że historia łączy nieodwzajemnioną lub nie w pełni odwzajemnioną miłość, science fiction o galaktycznej skali, komentarz do współczesności i sprawnie poprowadzoną fabułę. Jeden z uczestników podkreślał też, że klubowe wybory pozwalają mu wyjść poza listę dobrze znanych lektur.
Świat, który wymaga cierpliwości
Nie wszyscy zostali przekonani od pierwszych stron. Początek wydał się części czytelników powolny, ciężki i niejasny, co bywa problemem w space operach próbujących od razu zbudować rozległe tło galaktyczne. Jedna z uczestniczek opisała lekturę jako stopniowe wciąganie, a nie historię, która natychmiast przyciąga uwagę. W miarę rozwoju fabuły jej zaangażowanie rosło, podobnie jak zainteresowanie pytaniami o znaczenie, jakie ludzie tworzą w swoim życiu, oraz o rolę społeczeństwa i kultury. Inna osoba już po około pięćdziesięciu stronach była całkowicie pochłonięta książką, wskazując zarówno na mocne emocje związane z krzywdą ludzi, jak i na komizm niektórych scen.
W dyskusji pojawiły się także porównania z innymi utworami science fiction. Barbara Howe zestawiła początek „Slow Gods” z „Ancillary Justice” Ann Leckie, zwracając uwagę na liczne pytania i informacje, których znaczenie staje się jasne dopiero później albo pozostaje otwarte. Problemy Maw z sytuacjami społecznymi i rozpoznawaniem własnych uczuć przypomniały jej z kolei postać Murderbota. North wyjaśniło, że Maw jest bohaterem pisanym z doświadczenia osoby dorosłej, u której późno zdiagnozowano autyzm. Nie oznacza to, że powieść sprowadza tę postać do jednej cechy. Trudność w dopasowaniu się do otoczenia jest jednym z elementów szerszej opowieści o relacjach, tożsamości i normach społecznych.
Podobną funkcję pełnią różne zaimki używane w świecie powieści. Początkowo mogą wymagać przyzwyczajenia, ale według uczestników klubu wzbogacają światotwórstwo i pomagają pokazać odmienne kultury. North argumentowało, że ludzka różnorodność nie mieści się łatwo w dwóch powszechnie używanych określeniach płci. W rezultacie język jest w „Slow Gods” nie tylko narzędziem opisu, lecz także częścią konstrukcji świata i komentarzem do tego, jak społeczeństwa próbują porządkować doświadczenia swoich członków.
„Slow Gods” nie jest więc książką, która opiera się wyłącznie na widowiskowej katastrofie. Supernowa stanowi jej główne założenie fabularne, ale pytania dotyczące wyboru, odpowiedzialności i ceny przetrwania dotyczą przede wszystkim bohaterów oraz ich wspólnoty. Pierwsze rozdziały mogą wymagać cierpliwości, jednak reakcje klubu wskazują, że dla wielu czytelników rozbudowany początek prowadzi do historii, która łączy kosmiczny rozmach z osobistymi emocjami i społeczną refleksją. To właśnie ta kombinacja przyniosła powieści Claire North tak zgodnie pozytywny odbiór.