Spór o możliwość prowadzenia nowych odwiertów na Morzu Północnym nie powinien przesłaniać podstawowego problemu klimatycznego, czyli spalania ropy i gazu. Taki wniosek przedstawiono w komentarzu opublikowanym przez New Scientist. Autor tekstu argumentuje, że decyzja Wielkiej Brytanii o ograniczeniu lub dopuszczeniu kolejnych projektów wydobywczych będzie miała niewielkie znaczenie dla globalnych emisji, jeśli nie będzie jej towarzyszyć spadek zużycia paliw kopalnych.
Liczy się popyt, nie tylko miejsce wydobycia
Jeżeli jeden kraj ogranicza wydobycie, nie oznacza to automatycznie, że taka sama ilość ropy lub gazu nie zostanie spalona. W scenariuszu opisanym w komentarzu zmienia się przede wszystkim źródło surowca. Paliwa mogą zostać kupione od innego dostawcy, o ile utrzymuje się na nie zapotrzebowanie. Z tego powodu autor wskazuje, że najważniejszym działaniem jest ograniczenie konsumpcji, między innymi przez rozwój odnawialnych źródeł energii, elektryfikację transportu oraz zastępowanie kotłów gazowych pompami ciepła.
- Około 60 ograniczeń dotyczących produkcji paliw kopalnych obowiązuje obecnie w 25 krajach, według danych przywołanych w tekście.
- Część tych ograniczeń ma charakter regionalny i służy ochronie wrażliwych obszarów, takich jak Arktyka, albo dotyczy konkretnych metod wydobycia, na przykład szczelinowania hydraulicznego.
- W komentarzu podano, że 15 wcześniejszych ograniczeń zostało już cofniętych.
- Żaden z głównych producentów nie planuje całkowitego zakończenia wydobycia ropy i gazu.
Nowe odwierty nie muszą obniżyć cen
Zwolennicy dalszych poszukiwań na Morzu Północnym wskazują między innymi na możliwość obniżenia rachunków za energię. Według argumentacji przedstawionej w źródle dodatkowe wydobycie nie powinno jednak wywołać takiego efektu. Ropa i gaz z tego regionu są sprzedawane po cenach powiązanych z rynkiem globalnym, a pozostałe zasoby Morza Północnego nie są wystarczająco duże, aby znacząco zmienić te ceny. Wydobycie w tym obszarze systematycznie spada, a ponad 90 procent zasobów ropy i gazu zostało już wyekstrahowane. Pozostałe złoża są trudniejsze i droższe w eksploatacji, dlatego nowe projekty wymagają ulg podatkowych i subsydiów.
Dodatkowe odwierty mogą więc co najwyżej spowolnić tempo spadku produkcji, a nie odwrócić długoterminowy trend. Ich opłacalność zależy również od sytuacji na światowym rynku. Jeżeli zakończą się konflikty, które podbijają ceny ropy, eksploatacja trudniejszych złóż może stać się mniej rentowna. W komentarzu odnotowano także, że do niedawna świat zwiększał nadwyżkę dostępnej ropy.
Różnica między gazem z regionu a LNG
Jednym z argumentów za zwiększeniem wydobycia na Morzu Północnym jest mniejsza emisyjność tego gazu w porównaniu z importowanym skroplonym gazem ziemnym, czyli LNG. Sam proces produkcji LNG wiąże się z większymi emisjami, ponieważ gaz trzeba schłodzić do postaci ciekłej, a następnie przetransportować. W źródle podano, że emisje związane z produkcją LNG są około cztery razy wyższe niż w przypadku gazu z Morza Północnego. Nie jest to jednak pełne porównanie klimatyczne. Po uwzględnieniu emisji powstających podczas spalania różnica spada do około 15 procent na korzyść gazu z Morza Północnego.
Wielka Brytania sprowadza obecnie ponad połowę importowanego gazu w postaci LNG, a 37 procent całego importu gazu pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Zastąpienie części dostaw LNG gazem wydobywanym bliżej odbiorców mogłoby więc nieco ograniczyć emisje związane z produkcją i transportem. Nie jest to jednak jedyna możliwość. Gaz sprowadzany rurociągami z Norwegii ma według źródła jeszcze niższe emisje produkcyjne niż gaz z Morza Północnego. Z klimatycznego punktu widzenia korzystniejsze od zwiększania krajowego wydobycia byłoby także ograniczanie zapotrzebowania na gaz.
Ograniczanie spalania paliw kopalnych
Autor komentarza nie twierdzi, że zakazy odwiertów są zawsze pozbawione sensu. Mogą służyć ochronie szczególnie wrażliwych środowisk, takich jak Amazonia. Podkreśla jednak, że sama blokada wydobycia w wybranym miejscu nie gwarantuje ograniczenia globalnych emisji, jeśli inne państwa nadal będą produkować paliwa, a odbiorcy będą je kupować. Wskazanym kierunkiem jest zatem jednoczesne zmniejszanie popytu: produkcja większej ilości energii z odnawialnych źródeł, wykorzystanie energii elektrycznej w transporcie i ogrzewaniu oraz rozwiązania ograniczające spalanie gazu. Z tej perspektywy dodatkowe wydobycie na Morzu Północnym nie jest ani katastrofą klimatyczną, ani remedium na ceny energii. O jego znaczeniu decyduje przede wszystkim to, czy towarzyszy mu realne i trwałe zmniejszenie zużycia paliw kopalnych.