Manchester City przez lata był dla wielu neutralnych kibiców najbardziej akceptowalnym zwycięzcą angielskiego futbolu. Nie dlatego, że klub zyskał powszechną sympatię, lecz dlatego, że jego triumfy często wydawały się mniej bolesną alternatywą dla kolejnego sukcesu Manchesteru United, Liverpoolu albo Arsenalu. Ta wygodna dla części kibiców historia została jednak poważnie podważona przez ustalenia niezależnej komisji, która według przywołanego materiału uznała City za winne 114 z 115 naruszeń zasad finansowych.
Najpierw był klub, który nie potrafił wygrać z własną historią
Przed przejęciem klubu, wielkimi wydatkami i wejściem do finansowej elity Manchester City miał reputację drużyny, która nie potrafi wykorzystać własnych szans. Kibice żartowali z tak zwanego „City-itis”, czyli przekonania, że ich zespół zawsze znajdzie sposób, by skomplikować sobie sytuację. W sezonie 1995/96 City rozgrywało końcówkę spotkania remisem, sądząc, że taki wynik wystarczy do utrzymania. W rzeczywistości potrzebowało zwycięstwa i spadło z ligi. Klub zapisał się też w historii jako jedyny ówczesny mistrz Anglii, który został zdegradowany w roli obrońcy tytułu.
Aguero i mecz, którego nie dało się zapomnieć
W sezonie 2011/12 Manchester City stanął przed szansą zdobycia pierwszego mistrzostwa Anglii od 44 lat. Wcześniej zespół Roberto Manciniego stracił siedem punktów w trzech meczach przeciwko Stoke City, Sunderlandowi i Arsenalowi. Później pokonał Manchester United na Etihad Stadium, ale nawet wtedy nie potrafił spokojnie domknąć wyścigu o tytuł. W ostatnim meczu z Queens Park Rangers gospodarze przegrywali 1:2, gdy zegar przekroczył 90. minutę. Wyrównanie Edina Dzeko, a następnie gol