Widzew Łódź nie wykorzystał okazji do zdobycia trzech punktów w meczu z Radomiakiem Radom. Sobotnie spotkanie Ekstraklasy zakończyło się bezbramkowym remisem 0:0. Aleksandar Vuković przyznał po końcowym gwizdku, że jego drużyna chciała wygrać, jednak uznał końcowy rezultat za sprawiedliwy.
Widzew wciąż z jednym zwycięstwem w sezonie
W sezonie 2026/27 Widzew Łódź wygrał dotąd jeden mecz ligowy, na wyjeździe w Białymstoku. Poza tym ma na koncie cztery remisy i dwie porażki w Ekstraklasie. Zespół odpadł również z Pucharu Polski po przegranej z Koroną Kielce w pierwszej rundzie. Na tym tle bezbramkowy remis z Radomiakiem był kolejnym spotkaniem, w którym łodzianie nie sięgnęli po pełną pulę.
Vuković ocenił, że Widzew miał nieco więcej inicjatywy i oddał więcej prób, ale nie na tyle dużo, aby mówić o wyraźnej przewadze. Trener zwrócił też uwagę na obciążenie zespołu. Był to dla jego drużyny trzeci mecz w ciągu sześciu dni, dlatego nie oczekiwał szczególnie widowiskowego starcia. Nazwał je meczem do tzw. przepchnięcia, a brak zwycięstwa uznał za bardziej rozczarowujący niż sam przebieg rywalizacji.
Najwięcej emocji wzbudziła sytuacja z 78. minuty. Przemysław Wiśniewski skierował piłkę do własnej bramki, ale gol został anulowany po wideoweryfikacji. Sędziowie uznali, że na początku akcji faulowany był Emil Kornvig. Tomasz Kaczmarek określił tę decyzję jako bardzo kontrowersyjną i przyznał, że chciałby lepiej rozumieć podstawy takich rozstrzygnięć.
Trener Radomiaka powiedział, że oglądał tę sytuację dziesięć razy, ale nadal nie miał pewności, czy doszło do faulu. Jego zdaniem, jeśli nie ma stuprocentowej pewności, że arbiter popełnił błąd, decyzja z boiska powinna zostać utrzymana. Kaczmarek zaproponował również pisemne uzasadnianie po meczu tak kluczowych decyzji, aby można było dokładnie wyjaśnić ich podstawę.