Morskie obszary chronione mogą zakazywać połowów przemysłowych w swoich granicach, ale nie są w stanie zatrzymać sprzętu wypuszczonego setki lub tysiące kilometrów dalej. Globalne badanie opublikowane w czerwcu 2026 roku w czasopiśmie Science Advances wskazuje, że dryfujące urządzenia agregujące ryby, znane jako dFAD, oddziałują na ponad połowę światowego obszaru objętego ochroną morską. Część z nich może przez długi czas przemieszczać się z prądami, zanim zatonie albo zostanie wyrzucona na brzeg. Wtedy sprzęt może uszkadzać rafy koralowe, zaplątywać zwierzęta i pozostawiać lokalnym społecznościom kosztowne zadanie jego usunięcia.
Sprzęt używany do połowu tuńczyka
dFAD to pływająca konstrukcja rozmieszczana przez statki przemysłowe łowiące tuńczyka za pomocą sieci okrężnych. Urządzenia mają przyciągać ławice, przede wszystkim tuńczyka bonito, tuńczyka żółtopłetwego i opastuna. Są wyposażone w boje połączone z systemem satelitarnym oraz echosondy, dzięki którym operatorzy mogą śledzić ich położenie i szacować obecność ryb znajdujących się pod konstrukcją. Po zakończeniu użytkowania część urządzeń jest pozbawiana aktywnego śledzenia, porzucana albo tracona. Nie oznacza to jednak, że przestają się przemieszczać. Mogą dryfować poza obszarami połowowymi, gdzie zostały wypuszczone, i wchodzić w kontakt z innymi ekosystemami.
Tysiące przypadków w chronionych akwenach
Zespół kierowany przez Laurenne Schiller połączył dane o połowach, opublikowane wyniki wcześniejszych badań, ankietę internetową skierowaną do pracowników obszarów chronionych i ekspertów oraz dodatkowe wywiady. Celem było ustalenie, gdzie dFAD docierają, jak często są wyrzucane na brzeg i jakie skutki obserwują osoby zarządzające chronionymi akwenami. Naukowcy udokumentowali co najmniej 6324 przypadki wyrzucenia dFAD na brzeg w 174 obszarach chronionych, w tym w 161 morskich obszarach chronionych i 13 rekinich sanktuariach. Zdarzenia obejmowały 53 jurysdykcje morskie. Największe skupiska odnotowano na zachodnim i centralnym Pacyfiku, w zachodniej części Oceanu Indyjskiego oraz na Morzu Karaibskim. Najwięcej przypadków zarejestrowano w Polinezji Francuskiej, 1539, na Seszelach, 1404, oraz na Malediwach, 746.
- Badanie obejmowało dane o rozmieszczeniu, dryfowaniu i wyrzucaniu dFAD na brzeg.
- Udokumentowane przypadki dotyczyły 174 obszarów chronionych w 53 jurysdykcjach morskich.
- Około 30 procent obszarów z udokumentowanym lub wywnioskowanym wyrzuceniem urządzeń znajdowało się w państwach rozwijających się położonych na małych wyspach.
- Wcześniejsze badanie oszacowało, że w latach 2007 do 2021 floty tuńczykowe wypuściły 1,41 miliona dFAD, które dryfowały przez ponad jedną trzecią światowych oceanów.
Rafy, zwierzęta i odpady elektroniczne
Wyrzucone na brzeg urządzenia mogą łamać korale, przykrywać ich powierzchnię albo powodować zaplątywanie. Zagrożenie mogą stanowić także zanurzone elementy konstrukcji, które pozostają pod wodą i mogą chwytać rekiny, żółwie oraz inne zwierzęta. Nawet jeśli sama tratwa jest wykonana w dużej części z materiałów biodegradowalnych, jej elementy z tworzyw sztucznych i elektronika mogą pozostawać w środowisku. Szczególne obciążenie może dotyczyć małych państw wyspiarskich, ponieważ to ich władze i mieszkańcy często muszą organizować odzyskiwanie oraz utylizację sprzętu. Około 30 procent chronionych obszarów, w których odnotowano lub wywnioskowano obecność wyrzuconych dFAD, znajdowało się w grupie takich państw. Autorzy badania podkreślają jednak, że samo znalezienie urządzenia w siedlisku zajmowanym przez gatunki zagrożone nie dowodzi jeszcze bezpośredniej szkody. Słabo poznane pozostają również skutki urządzeń, które zatonęły na otwartym morzu.
Czy sprzęt jest celowo wypuszczany przy granicach rezerwatów
Badacze sprawdzali także, czy floty tuńczykowe coraz częściej prowadzą połowy z wykorzystaniem dFAD tuż poza dużymi morskimi obszarami chronionymi. Taka strategia mogłaby pozwalać na przyciąganie ryb przemieszczających się między wodami chronionymi i niechronionymi. Analiza publicznie dostępnych danych wykazała, że połowy z użyciem dFAD w pobliżu badanych obszarów chronionych rzeczywiście się nasilały, ale w przybliżeniu w takim samym tempie jak połowy prowadzone dalej od ich granic. Według współautora badania Juana Carlosa Villaseñora Derbeza oznacza to, że dFAD są coraz częściej wykorzystywane, ale na bardzo szerokim poziomie przestrzennym nie widać dowodu na systematyczne koncentrowanie tego rodzaju połowów przy granicach obszarów chronionych. Wynik nie wyklucza jednak celowego wypuszczania pojedynczych urządzeń w pobliżu konkretnych rezerwatów. W jednym z wywiadów przywołanych w badaniu przedstawiciel branży powiedział, że załogi czasami wypuszczają dFAD w pobliżu granic obszarów chronionych, aby przyciągać tuńczyki z ich wnętrza. Dostępne dane nie pozwoliły ustalić, jak często miałoby dochodzić do takiej praktyki.
Brakuje szczegółowych danych o przemieszczaniu urządzeń
Jedną z głównych przeszkód w dokładniejszej analizie jest ograniczony dostęp do danych o położeniu dFAD. Firmy i regulatorzy dysponują informacjami o miejscach wypuszczania urządzeń, czasie ich kontroli oraz późniejszym przemieszczaniu, ale dane te nie są w pełni publiczne. Villaseñor-Derbez ocenia, że bieżące lokalizacje mogą wymagać ochrony ze względu na wrażliwość handlową. Jego zdaniem możliwe byłoby jednak publikowanie danych historycznych po upływie okresu, w którym mają one znaczenie dla konkurencji. Pozwoliłoby to analizować, kiedy i gdzie urządzenia były wypuszczane, jak długo pozostawały pod kontrolą operatorów oraz czy wpłynęły do obszarów chronionych przypadkowo, czy po celowym wyłączeniu boi śledzących. Takie dane pomogłyby także sprawdzić, jak często urządzenia są odzyskiwane, a jak często faktycznie stają się utraconym sprzętem dryfującym.
Regulacje skupiają się na konstrukcji, problemem pozostaje utrata sprzętu
Dotychczasowe reformy dotyczące dFAD koncentrowały się między innymi na konstrukcjach niepowodujących zaplątywania oraz na użyciu materiałów biodegradowalnych. Naukowcy chcą sprawdzić, w jakim stopniu przestrzegane są zasady konstrukcji przyjęte w 2025 roku, w tym zakaz stosowania materiałów takich jak sieci, które mogą zaplątywać zwierzęta, oraz czy nowe wymogi ograniczają zagrożenia dla rekinów, żółwi morskich i innych gatunków zagrożonych. Glen Holmes, ekolog morski i ekspert do spraw rybołówstwa z organizacji Pew Charitable Trusts, który nie uczestniczył w badaniu, ocenia, że analiza jest jedną z niewielu prac przedstawiających globalny obraz wpływu dryfujących dFAD na obszary chronione. Zwrócił jednocześnie uwagę, że część badania dotycząca możliwych rozwiązań opierała się na 18 wywiadach, w tym tylko na trzech rozmowach z przedstawicielami floty okrężnicowej. Wśród rozmówców nie było negocjatorów regionalnych organizacji zarządzania rybołówstwem, które regulują połowy tuńczyka i korzystanie z dFAD. Ogranicza to zakres perspektyw uwzględnionych przy ocenie rozwiązań.
Propozycje dotyczące dalszych regulacji są stanowiskami badaczy i ekspertów, a nie bezpośrednim wynikiem pomiaru szkód. Boris Worm postuluje między innymi wprowadzenie rocznego limitu liczby wypuszczanych dFAD oraz ograniczeń na wodach położonych bezpośrednio przed obszarami chronionymi względem kierunku prądów, które mogą przenosić urządzenia do ich wnętrza. Holmes wskazuje przede wszystkim na potrzebę ograniczenia przypadków porzucania i tracenia sprzętu. Gdy urządzenie opuszcza produktywny obszar połowowy, boja śledząca bywa wyłączana, co zmniejsza szanse na jego odnalezienie i odzyskanie. Badanie nie rozstrzyga, które rozwiązania regulacyjne będą najskuteczniejsze. Pokazuje natomiast, że ochrona danego akwenu nie kończy się na jego granicach, jeśli przez te granice mogą przepływać odpady i aktywny sprzęt połowowy.