Globalne negocjacje w sprawie traktatu o plastiku wchodzą w kolejną fazę, ale spór o ambicję przyszłej umowy pozostaje nierozstrzygnięty. Jak przekonuje Amy Youngman, specjalistka do spraw prawa i polityki w organizacji Environmental Investigation Agency, propozycja przewodniczącego rozmów zaczyna przypominać konstrukcję opartą na modelu Porozumienia paryskiego. Chodzi o połączenie ogólnych deklaracji, działań określanych przez poszczególne państwa oraz raportowania, przy jednoczesnym odłożeniu najtrudniejszych decyzji na później. Jest to ocena autorki komentarza, a nie niezależny werdykt całego procesu negocjacyjnego. Stawka rozmów jest jednak globalna, ponieważ produkcja, handel, wykorzystanie i odpady z tworzyw sztucznych przekraczają granice państw.
Dlaczego powstaje globalny traktat o plastiku
W marcu 2022 roku rządy przyjęły w drodze konsensusu Rezolucję UNEA 5/14. Dokument uruchomił negocjacje nad prawnie wiążącym międzynarodowym instrumentem, którego celem ma być zakończenie zanieczyszczenia plastikiem. Założenie wynikało z przekonania, że kryzysu nie da się rozwiązać wyłącznie przez krajowe przepisy dotyczące odpadów. Tworzywa są produkowane w ramach powiązanych globalnych rynków ropy, gazu i chemikaliów, a produkty oraz odpady przemieszczają się między państwami. W takim systemie pojedynczy rząd może ograniczać część problemu, ale nie kontroluje całego łańcucha, który go tworzy i wzmacnia.
Proces negocjacyjny od początku był obciążony sporami proceduralnymi i politycznymi. Youngman opisuje swój udział w rozmowach rozpoczętych w Paryżu w 2023 roku, gdzie, jak pisze, nadzieje na przygotowanie traktatu zdolnego odpowiedzieć na zagrożenie dla środowiska i zdrowia publicznego zostały osłabione przez walkę o sposób prowadzenia prac. Według jej relacji pięć miesięcy później w Nairobi przewodniczący zamknął posiedzenie, gdy delegaci nadal negocjowali, rzekomo z powodu konieczności złapania samolotu. W 2024 i 2025 roku rozmowy w Ottawie, Busan i Genewie miały pokazać, że grupa państw sprzeciwiających się wiążącym regułom działa coraz śmielej. Autorka twierdzi również, że przewodniczący wykluczył obserwatorów z pomieszczeń, w których zapadały decyzje dotyczące dalszego losu traktatu.