Późnowieczorny hałas uliczny nie jest wyłącznie problemem dla osób próbujących zasnąć. Coraz więcej badań wskazuje, że długotrwała ekspozycja na dźwięki ruchu drogowego i inne źródła hałasu może wpływać na zdrowie. Nowe badanie, opublikowane w tym miesiącu, wykazało związek między hałasem drogowym a chorobą Parkinsona. Wyniki nie dowodzą, że hałas bezpośrednio wywołuje tę chorobę, ale wzmacniają obraz zanieczyszczenia dźwiękiem jako istotnego problemu środowiskowego i zdrowotnego.
Hałas a zdrowie publiczne
Badanie objęło ponad 3 miliony osób mieszkających w Danii, obserwowanych przez 18 lat. Naukowcy odnotowali umiarkowany, lecz powtarzalny związek: przy wzroście poziomu hałasu o 11,5 decybela ryzyko choroby Parkinsona było wyższe o 3 proc. To wynik dotyczący zależności statystycznej, a nie dowód przyczynowości. Wskazuje jednak, że hałas może zasługiwać na większą uwagę w badaniach nad zdrowiem środowiskowym. Według danych Europejskiej Agencji Środowiska ponad 110 milionów osób w Europie jest narażonych na wysokie poziomy szkodliwego hałasu. Związany z nim stres fizjologiczny i zaburzenia snu mają przyczyniać się do 66 tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie. Agencja wymienia także choroby serca, cukrzycę i depresję, a oceniane przez nią szkody miały być większe niż te przypisywane biernemu paleniu tytoniu.
Problem nierówno rozłożony i wciąż słabo regulowany
Hałas pochodzi nie tylko z dróg. Źródłem uciążliwych dźwięków bywają także suszarki do rąk, dmuchawy do liści, lokale gastronomiczne, budowy oraz transport publiczny. W Londynie mieszkańcy skarżyli się na pisk kół metra, a burmistrz miasta przyznał, że problem ten jest szczególnie dotkliwy dla osób mieszkających w pobliżu tras. Jednocześnie ocena hałasu zależy od miejsca i sytuacji. Dźwięki nocnego życia mogą być dla jednych uciążliwe, a dla innych częścią miejskiej aktywności. W 2023 roku brytyjska parlamentarna komisja do spraw nauki i technologii określiła hałas mianem zaniedbanego zanieczyszczenia, które jest słabo rozumiane i regulowane. W Stanach Zjednoczonych ustawa z 1972 roku zakładała tworzenie środowiska wolnego od hałasu zagrażającego zdrowiu lub dobrostanowi, jednak szkodliwa ekspozycja nadal jest powszechna. Ciężar problemu nie rozkłada się równo. Osoby neuroatypowe mogą być bardziej wrażliwe na niepożądane dźwięki, a badanie z USA z 2017 roku wykazało wyższy poziom hałasu w dzielnicach zamieszkanych w większym stopniu przez uboższych mieszkańców oraz osoby czarnoskóre i należące do mniejszości etnicznych. Zamożniejsze gospodarstwa domowe mają też większe możliwości wyciszania mieszkań.
Ograniczanie hałasu nie musi sprowadzać się do izolowania domów lub używania słuchawek z redukcją dźwięków. Skuteczniejsze może być działanie u źródła, między innymi przez poprawę rozwiązań inżynieryjnych, niższe limity prędkości, bariery akustyczne i cichsze nawierzchnie dróg. Oficjalne statystyki Chin oraz relacje z tego kraju wskazują na poprawę sytuacji w ostatniej dekadzie, co wiązano między innymi z rozwojem samochodów elektrycznych, ograniczeniem części prac budowlanych i zamykaniem głośnych miejsc, ale także z instalacją ekranów oraz wykorzystaniem cichszych nawierzchni. Hałas ma również wymiar przyrodniczy. Głośne dźwięki mogą szkodzić zwierzętom i roślinom wodnym, zagłuszać szelest drzew oraz utrudniać odbiór odgłosów przyrody. Nie każdy hałas jest niepożądany, ale polityka środowiskowa może skuteczniej ograniczać te dźwięki, które odbierają ludziom sen, zdrowie i możliwość korzystania z naturalnego otoczenia.