Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Sąd Najwyższy USA a polityka klimatyczna: sama zmiana liczby sędziów nie wystarczy
Konstytucja USA nie określa stałej liczby sędziów Sądu Najwyższego.
W debacie ścierają się pomysły rozszerzenia składu i wprowadzenia limitów kadencji.
Historyczne przykłady pokazują, że sama zmiana składu sądu nie gwarantuje ochrony praw.
Reforma może obejmować także jurysdykcję federalną, dostęp do sądów i konflikty interesów.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Spór o przyszłość Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych ma również wymiar klimatyczny. Nie dlatego, że omawiany materiał opisuje nowe badanie klimatu albo konkretną emisję, lecz dlatego, że decyzje najwyższego sądu mogą wyznaczać granice federalnych regulacji środowiskowych. Tekst opublikowany przez CleanTechnica wraca do pytania, czy obecny model działania sądu jest sprawny i jak można go zmienić. Wśród rozważanych pomysłów są zwiększenie liczby sędziów, wprowadzenie limitów kadencji, zmiana zasad powoływania oraz szersza reforma dostępu do sądów federalnych.
Dlaczego reforma sądu ma znaczenie dla klimatu
Autor materiału uważa, że Sąd Najwyższy powinien być tematem dla portalu zajmującego się czystymi technologiami, ponieważ jego rozstrzygnięcia mogą utrudniać albo ograniczać działania państwa wobec przemysłu paliw kopalnych. W tym kontekście wskazuje na Endangerment Finding, czyli ustalenie wykorzystywane w amerykańskim prawie środowiskowym do uzasadniania regulacji dotyczących zanieczyszczeń zagrażających zdrowiu publicznemu lub dobrostanowi. Autor twierdzi, że podważanie takich podstaw prawnych oraz przychylność wobec interesów przemysłu paliwowego mają bezpośrednie znaczenie dla polityki klimatycznej.
Warto oddzielić tu trzy poziomy debaty. Pierwszy dotyczy nauki, czyli tego, jakie skutki mają emisje i zanieczyszczenia. Drugi jest prawny i obejmuje pytanie, czy administracja federalna ma podstawę do wydawania regulacji oraz czy obywatele mogą zaskarżać działania władz. Trzeci poziom jest polityczny i dotyczy tego, kto powołuje sędziów, jak długo pozostają oni na stanowiskach i czy ich orzeczenia odzwierciedlają trwałe zasady, czy chwilową przewagę jednej partii. Omawiany tekst koncentruje się przede wszystkim na dwóch ostatnich poziomach.
Słownik artykułu
Pojęcia, które warto znać
Krótkie objaśnienia terminów występujących w tekście. Każde hasło prowadzi do szerszej definicji i przykładów użycia.
Ilu sędziów powinno zasiadać w Sądzie Najwyższym USA
Konstytucja USA nie określa stałej liczby sędziów Sądu Najwyższego. Skład tego organu zmieniał się w historii, obejmując zarówno większą, jak i mniejszą liczbę członków. Dziewięcioosobowy skład nie jest więc rozwiązaniem zapisanym w konstytucji jako niezmienne. W źródle przywołano argument, że obecna liczba mogła mieć związek z dawnym układem dziewięciu okręgów i sądów apelacyjnych, którym odpowiadali poszczególni sędziowie. Dziś takich okręgów jest trzynaście, co dla części zwolenników zmiany stanowi argument za utworzeniem trzynastoosobowego składu. Jest to jednak argument organizacyjny, a nie dowód, że większy sąd automatycznie podejmowałby lepsze decyzje.
Przeciwnicy zmian chcą konstytucyjnie ustalić dziewięcioosobowy skład.
Reprezentant Andy Biggs przedstawił w styczniu 2025 roku projekt poprawki w tej sprawie.
Zwolennicy rozszerzenia składu twierdzą, że historyczna liczba sędziów nie jest nienaruszalna.
W przeszłości Sąd Najwyższy USA liczył od sześciu do dziesięciu sędziów.
Projekt Andy’ego Biggsa ma, według jego autora, chronić Sąd Najwyższy przed tak zwanym pakowaniem sądu, czyli zwiększaniem liczby sędziów w celu uzyskania korzystniejszego układu ideowego. Biggs argumentował, że stała liczba dziewięciu członków ma wzmacniać legitymację sądu, równowagę władz i ochronę praw obywatelskich niezależnie od tego, która partia sprawuje władzę. Zwolennicy rozszerzenia składu odpowiadają, że dziewięć nie jest wartością konstytucyjną, a zmiana liczby sędziów ma historyczne precedensy. W praktyce obie strony traktują liczebność sądu jako element szerszego sporu o jego niezależność i polityczną równowagę.
Gabe Roth, dyrektor organizacji Fix the Court, krytycznie ocenia zarówno pomysł konstytucyjnego utrwalenia dziewięciu miejsc, jak i przekonanie, że wystarczy dodać czterech sędziów. Jego zdaniem sama zmiana liczby członków nie przywróci automatycznie praw wyborczych, praw reprodukcyjnych ani innych gwarancji, ponieważ sprawy muszą jeszcze trafić do sądu, a ich wynik zależy od zakresu jurysdykcji i treści przepisów. Roth określa oba skrajne stanowiska jako cyniczne, ponieważ skupiają uwagę na liczbie sędziów zamiast na całym systemie federalnego wymiaru sprawiedliwości.
Roth opowiada się za stopniowym wprowadzaniem limitów kadencji, czyli term limits, dla sędziów Sądu Najwyższego. Wskazuje, że niemal wszystkie stany USA mają w odniesieniu do swoich najwyższych sądów limity kadencji, ograniczenia wieku albo wybory, w których wyborcy decydują o utrzymaniu sędziego na stanowisku. Według jego argumentacji brak podobnej reguły w Sądzie Najwyższym wynika z historycznej obawy przed usuwaniem sędziów przez władzę królewską. Roth uważa jednak, że powód ten nie musi uzasadniać utrzymywania rozwiązania sprzed około 250 lat.
Przywołany w tekście projekt reprezentanta Ro Khanny zakładałby ograniczenie służby sędziego Sądu Najwyższego do 18 lat. Każdy prezydent miałby otrzymywać możliwość nominowania jednego sędziego w pierwszym i jednego w trzecim roku kadencji. Liczba członków sądu mogłaby więc czasowo się zmieniać, zależnie od momentu odejścia sędziów i od procesu przejściowego. Zwolennicy takiego modelu twierdzą, że regularność nominacji ograniczałaby sytuacje, w których jeden prezydent obsadza kilka miejsc, a inny nie otrzymuje żadnej możliwości nominacji.
Problemem jest nie tylko skład, lecz także sposób działania systemu
Źródło przywołuje również spór o obsadzanie wakatów w okresie prezydentury Baracka Obamy oraz późniejsze przyspieszenie nominacji przed wyborami. Według autora materiału republikańscy przywódcy w Senacie przez długi czas blokowali rozpatrzenie nominacji, argumentując, że nowego sędziego nie należy zatwierdzać przed wyborami, a następnie szybko przeprowadzili kolejną nominację na krótko przed głosowaniem. Niezależnie od oceny tych decyzji, przykład pokazuje, że formalna liczba miejsc nie rozstrzyga o tym, kto faktycznie kształtuje sąd. Równie ważne są reguły pracy Senatu, kalendarz polityczny i gotowość większości do korzystania z dostępnych procedur.
Materiał ostrzega też przed uproszczeniem, według którego trzynastu albo większa liczba sędziów rozwiązałaby problem. Autor opisuje obecny układ jako rezultat wieloletniej strategii konserwatywnego środowiska, której skutki nie mogą zostać odwrócone jednym posunięciem organizacyjnym. Nawet większy skład mógłby w przyszłości stać się przedmiotem kolejnych prób podporządkowania sądu interesom partyjnym lub grupom majątkowym. Z punktu widzenia polityki klimatycznej oznacza to, że stabilność reguł, przejrzystość nominacji i możliwość dochodzenia praw mogą być równie istotne jak sama liczba sędziów.
Lekcja z okresu odbudowy po wojnie secesyjnej
David Gans z Constitutional Accountability Center wskazuje na okres odbudowy państwa po wojnie secesyjnej jako źródło ważnych wniosków dla współczesnej reformy sądów. W tamtym czasie liczba sędziów Sądu Najwyższego zmieniała się od sześciu do dziesięciu. Kongres podejmował jednocześnie działania mające ponownie włączyć stany, które wystąpiły z Unii, oraz zapobiec wykorzystywaniu prawa do dyskryminowania byłych niewolników. Nowe gwarancje konstytucyjne nie przyniosły jednak od razu oczekiwanych rezultatów. Sąd Najwyższy wielokrotnie ograniczał znaczenie 14. poprawki, a segregacja i przepisy epoki Jim Crow utrzymywały się aż do okresu walk o prawa obywatelskie.
W przywołanej analizie wyrok Brown przeciwko Board of Education jest przedstawiony jako punkt zwrotny, który odrzucił fikcję zasady osobno, ale równo. Jednocześnie Gans podkreśla, że sam fakt powołania nowych sędziów nie gwarantował ochrony wolności i równości. Kongres miał do dyspozycji również inne narzędzia. Habeas Corpus Act z 1867 roku rozszerzył możliwość interwencji sądów federalnych w sprawach osób przetrzymywanych przez władze stanowe z naruszeniem konstytucji lub prawa federalnego. Z kolei przepis oznaczany jako Section 1983, przyjęty w 1871 roku, stworzył możliwość pozywania urzędników stanowych i lokalnych w celu egzekwowania konstytucyjnych praw przed sądem federalnym.
Z tej perspektywy reforma wymiaru sprawiedliwości nie ogranicza się do pytania, czy sąd ma dziewięciu, trzynastu czy więcej członków. Obejmuje także to, jakie sprawy mogą rozpatrywać sądy federalne, kto ma prawo wnieść pozew i czy osoba poszkodowana przez władzę publiczną albo podmiot gospodarczy może skutecznie uzyskać ochronę. Autorzy przywołani w materiale oceniają, że Sąd pod przewodnictwem Johna Robertsa wielokrotnie ograniczał dostęp do sądów osobom dotkniętym nadużyciami władz lub korporacji. W sprawach środowiskowych podobne pytania dotyczą możliwości kwestionowania decyzji administracyjnych i egzekwowania obowiązujących regulacji.
Konflikty interesów i odpowiedzialność władz
Autor źródłowego tekstu uważa, że zmiany powinny objąć także zasady konfliktu interesów. Proponuje zakaz handlu akcjami spółek, na które mogą wpływać decyzje członków Kongresu, prezydenta i Sądu Najwyższego. W jego opinii naruszenie takiej zasady powinno skutkować karą w wysokości trzykrotności osiągniętego zysku. Jest to propozycja polityczna autora, a nie opis obowiązującego rozwiązania. Jej znaczenie dla polityki klimatycznej wynika z faktu, że decyzje publiczne mogą bezpośrednio dotyczyć przedsiębiorstw energetycznych, przemysłu paliwowego oraz podmiotów korzystających z regulacji środowiskowych.
W szerszym planie autor postuluje także limity kadencji dla senatorów i reprezentantów. W jego propozycji senator mógłby sprawować urząd przez trzy kadencje, łącznie 18 lat, a członek Izby Reprezentantów przez sześć kadencji, łącznie 12 lat. Dla sędziów Sądu Najwyższego wskazuje 15 lat, przy czym sugeruje, aby okres ten nie był podzielny przez dwa ani przez cztery. Chodziłoby o ograniczenie sytuacji, w których nominacje stają się głównym tematem kampanii wyborczych. To również autorska koncepcja, a nie projekt przedstawiony w źródle jako przyjęte prawo.
Najważniejszy wniosek z analizy jest ostrożny: sama zmiana liczby sędziów nie naprawi amerykańskiego systemu politycznego ani nie zapewni trwałej ochrony regulacji klimatycznych. Zwiększenie składu może zmienić układ głosów, ale nie rozwiązuje problemu dostępu do sądów, zasad nominacji, odpowiedzialności władz ani wpływu pieniędzy na politykę. Dla spraw środowiskowych kluczowe pozostają zarówno ustalenia naukowe dotyczące zagrożeń, jak i instytucje, które przekładają je na prawo oraz egzekwują przyjęte przepisy. Materiał nie przedstawia nowej decyzji klimatycznej, lecz pokazuje, dlaczego spór o amerykański Sąd Najwyższy jest również sporem o trwałość polityki publicznej.