Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
USA: strażacy alarmują o krytycznych brakach kadrowych w sezonie pożarów
Amerykańska Służba Leśna zmaga się z brakami strażaków oraz doświadczonych osób kierujących akcjami.
W opisywanym sezonie w USA odnotowano ponad 49 200 pożarów, które objęły ponad 7,2 miliona akrów.
Według danych przywołanych w materiale ponad 600 próśb o zasoby nie zostało zrealizowanych w okresie 72 godzin.
Braki kadrowe ograniczają także wypalanie kontrolowane, które ma zmniejszać ryzyko rozprzestrzeniania się ognia.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Amerykańscy strażacy opisują system reagowania na pożary jako przeciążony w momencie, gdy sezon pożarowy staje się coraz dłuższy i trudniejszy do opanowania. Według materiału Grist, opartego na relacjach przytoczonych przez Guardian, w amerykańskiej Służbie Leśnej, USFS, brakuje nie tylko ludzi do bezpośredniej walki z ogniem, lecz także doświadczonych kierowników potrzebnych przy dużych akcjach. Dziewięciu strażaków rozmawiało z Guardian anonimowo, ponieważ nie mogli publicznie ujawniać informacji związanych z pracą.
System działa na granicy wydolności
USFS, agencja podlegająca amerykańskiemu Departamentowi Rolnictwa, zatrudnia największą część federalnych ekip pożarowych i zarządza ponad 193 milionami akrów ziemi na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Od lat ma problemy z rekrutacją i utrzymaniem pracowników. W ostatnim sezonie te trudności zbiegły się z dużą liczbą pożarów, bardzo suchą roślinnością, silnym wiatrem i utrzymującą się suszą. Strażacy twierdzą, że warunki związane z kryzysem klimatycznym zwiększają zapotrzebowanie na działania, za którym nie nadąża liczebność ani doświadczenie personelu.
Jeden z federalnych kapitanów pożarnictwa z północno-zachodniej części USA powiedział, że służba po prostu nie ma wystarczającej liczby ludzi. W tym regionie pożary niedawno zniszczyły dzielnice Spokane, drugiego co do wielkości miasta stanu Waszyngton. Kapitan opisywał sytuację, w której każda dostępna osoba jest kierowana do zadania o najwyższym priorytecie, a mimo to kolejne miejscowości pozostają zagrożone. Oznacza to, że system nie ma wystarczającej rezerwy, aby jednocześnie reagować na kilka dużych zdarzeń i zapewnić pracownikom odpoczynek.
USFS wykorzystuje jako punkt odniesienia cel zatrudnienia obejmujący 11 300 stanowisk, ale strażacy twierdzą, że ta liczba nie pokazuje rzeczywistej gotowości do wysłania ekip na duże pożary.
Słownik artykułu
Pojęcia, które warto znać
Krótkie objaśnienia terminów występujących w tekście. Każde hasło prowadzi do szerszej definicji i przykładów użycia.
W poprzednim sezonie wielu strażaków miało przepracować ponad 1000 godzin nadliczbowych, co odpowiada mniej więcej dodatkowym pięciu miesiącom pracy.
W opisywanym sezonie nowe zgłoszenia o pomoc konkurowały o te same ekipy, samoloty, pojazdy i osoby kierujące akcjami.
Największe luki dotyczyły stanowisk wymagających wieloletniego doświadczenia, między innymi liderów grup zadaniowych, nadzorców odcinków i osób odpowiedzialnych za ciężki sprzęt.
Oficjalne deklaracje rozmijają się z relacjami strażaków
Kierownictwo USFS przedstawia sytuację znacznie bardziej optymistycznie. Szef agencji Tom Schultz mówił w lipcu podczas przesłuchania przed podkomisją Kongresu, że federalna służba pożarowa jest silniejsza niż w ostatnich latach oraz w pełni obsadzona i wyposażona, aby zdecydowanie reagować na każde nieplanowane źródło ognia. Rzecznik USFS John Winn podtrzymał tę ocenę. W wiadomości cytowanej przez Grist stwierdził, że agencja jest w pełni obsadzona na poziomie wynikającym z przyznanego finansowania i może skutecznie reagować.
To właśnie sposób liczenia personelu jest jednym z głównych punktów sporu. USFS nie ujawnia szczegółowego podziału danych o zatrudnieniu, mimo pytań dziennikarzy i członków Kongresu. Agencja odwołuje się do celu wynoszącego 11 300 stanowisk, który od lat pozostaje bez zmian. Strażacy znający wewnętrzne zestawienia twierdzą natomiast, że liczba osób faktycznie dostępnych do wysłania w momencie wybuchu dużego pożaru jest prawdopodobnie znacznie mniejsza.
W tym materiale należy oddzielić oficjalne deklaracje od relacji pracowników i danych przywołanych przez dziennikarzy. Twierdzenie o pełnej obsadzie dotyczy poziomu finansowania i formalnego celu agencji. Strażacy opisują zaś zdolność operacyjną, czyli to, ilu ludzi ma odpowiednie kwalifikacje, może zostać wysłanych w teren i jest nadzorowanych przez doświadczonych kierowników. Różnica między tymi kategoriami może mieć bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa ekip. Jeden z kapitanów powiedział, że większa liczba strażaków zwiększa prawdopodobieństwo ich bezpiecznego powrotu.
Brakuje osób, które potrafią kierować dużymi akcjami
Strażacy, z którymi rozmawiał Guardian, szczególnie obawiają się braków na poziomie zarządzania. Przy dużych pożarach potrzebni są liderzy grup zadaniowych, nadzorcy poszczególnych odcinków oraz osoby odpowiadające za ciężki sprzęt. Są to stanowiska wymagające dziesięcioleci doświadczenia, dlatego nie można ich szybko obsadzić po krótkim szkoleniu. Gdy brakuje kierowników, problem dotyka także ekip, które same są dostępne, ponieważ nie mogą zostać wykorzystane bez odpowiedniego nadzoru i koordynacji.
Seth McKinney, oficer zarządzania pożarowego w biurze szeryfa hrabstwa Boulder, wcześniej przez 12 lat pracował w USFS. Wrócił do agencji tego lata, aby pomóc, ponieważ las, w którym wcześniej pracował, miał braki na stanowiskach głównych oficerów. Jego zdaniem obecna sytuacja jest konsekwencją wieloletniego niedoinwestowania federalnych strażaków. Inny pracownik zaznajomiony z brakami ostrzegł, że bez doświadczonego szczebla średniego zarządzania nie da się zapewnić skutecznej koordynacji, a niedobory w tych miejscach są poważnym problemem bezpieczeństwa.
Według danych przywołanych w materiale USFS straciła niemal połowę stałych pracowników między 2021 a 2024 rokiem. Wcześniej niskie płace i rosnące zagrożenia zawodowe skłoniły wiele doświadczonych osób do odejścia. Podwyżka wynagrodzeń została ostatecznie zatwierdzona w 2025 roku, ale zdaniem rozmówców nie zdołała od razu odwrócić skutków wcześniejszych strat. Dodatkowo, według niedawnego raportu rządowego, podczas masowych zwolnień w administracji Donalda Trumpa w 2025 roku agencja straciła około 20 procent personelu. Zwolnienia nie były wymierzone bezpośrednio w strażaków, ale objęły ważne stanowiska pomocnicze.
Pożarów jest dużo, a zasobów coraz mniej
Skala obciążenia systemu jest widoczna w danych dotyczących sezonu. Stany Zjednoczone zostały zaklasyfikowane do poziomu gotowości 5, czyli najwyższego poziomu rozmieszczenia zasobów, od 18 lipca. Według liczb przytoczonych w materiale, do opisywanego wtorku w całym kraju wybuchło ponad 49 200 pożarów, które spaliły ponad 7,2 miliona akrów, czyli około 2,9 miliona hektarów. Wynik ten przekroczył średnie z poprzednich 10 lat. W wielu regionach wysokie ryzyko miało utrzymać się przez jesień, a miejscami także do zimy.
Mniejsza liczba doświadczonych zespołów kierowniczych dodatkowo ogranicza możliwości reagowania. W 2023 roku działało 46 międzyagencyjnych zespołów zarządzania złożonymi incydentami. W czasie opisanym w źródle było ich 38. Zespoły te są potrzebne do organizowania odpowiedzi na duże katastrofy, gdy w jednym miejscu trzeba skoordynować wiele ekip, rodzajów sprzętu i decyzji dotyczących bezpieczeństwa mieszkańców. Dave Upthegrove, komisarz do spraw ziem publicznych stanu Waszyngton, mówił o znaczeniu USFS jako partnera, ale jednocześnie wskazywał na mniejszą zdolność agencji do działania.
W ciągu 72 godzin nie zrealizowano ponad 600 próśb o wsparcie, zgodnie z wewnętrznym zestawem danych udostępnionym Guardian.
Prośby o samoloty, ekipy i sprzęt nie zostały zrealizowane 265 razy. Większość zgłoszeń pochodziła z północno-zachodniej części kraju.
Nie zrealizowano także dziesiątek próśb o doświadczonych kierowników i nadzorców.
W Oregonie prywatne zasoby kontraktowe miały pozostawać bezczynne, ponieważ brakowało wykwalifikowanych osób do ich nadzorowania.
Ponad połowa strażaków uczestniczących w marcowej ankiecie poinformowała, że ich jednostka odwoływała projekty wypalania kontrolowanego z powodu braków kadrowych.
Tylko jedna czwarta respondentów uznała swoją jednostkę za w pełni obsadzoną, a jedna piąta zgłosiła, że wolne stanowiska zajmują osoby bez wymaganych kwalifikacji.
Braki kadrowe ograniczają także prewencję
Kryzys nie dotyczy wyłącznie gaszenia już trwających pożarów. Niedobór pracowników ogranicza również prace prowadzone przed sezonem, w tym wypalanie kontrolowane i inne działania mające zmniejszać ilość roślinności, która może stać się paliwem dla ognia. Analiza Center for Western Priorities wykazała, że w poprzednim roku USFS objęła takimi zabiegami o 35 procent mniej akrów niż w 2024 roku. W Oregonie, gdzie spłonęła największa powierzchnia w historii pomiarów, zakres tych prac zmniejszył się o 47 procent. Dane te pokazują, że osłabienie personelu może wpływać zarówno na reakcję kryzysową, jak i na przygotowanie krajobrazu.
Skala problemu jest jednak opisywana różnymi rodzajami danych. Informacje o niezrealizowanych prośbach pochodzą z wewnętrznego zestawu udostępnionego Guardian. Dane o odwołanych pracach prewencyjnych pochodzą z ankiety przeprowadzonej przez organizację Grassroots Wildland Firefighters i związek National Federation of Federal Employees. Z kolei liczby dotyczące obszaru objętego zabiegami wynikają z analizy organizacji Center for Western Priorities. Nie są to więc identyczne pomiary, ale razem wskazują na obciążenie kilku części systemu, od obsady ekip po planowanie działań zapobiegawczych.
Konsolidacja służb ma poprawić koordynację
Problemy kadrowe pojawiają się w czasie dużej reorganizacji federalnego systemu ochrony przeciwpożarowej. Trwa konsolidacja federalnych zasobów pożarowych w nowej agencji Wildland Fire Service, umieszczonej w strukturze Departamentu Spraw Wewnętrznych. Urzędnicy przekonują, że centralizacja ma poprawić koordynację i uprościć koszty. Wielu strażaków popiera samą ideę bardziej skoordynowanego systemu, ale obawia się sposobu przeprowadzenia zmian oraz tego, czy zostaną spełnione obietnice dotyczące warunków pracy.
Źródło opisuje narastające zniechęcenie pracowników, którzy od lat sygnalizują rosnącą różnicę między możliwościami służb a skalą katastrof, z którymi muszą się mierzyć. Strażacy wskazują na przeciążenie, brak odpoczynku i konieczność pracy w warunkach zwiększonego ryzyka. Najważniejsze pytanie, które według jednego z kapitanów zaczynają sobie zadawać, dotyczy celu całego systemu: czy ma on rzeczywiście skutecznie zarządzać pożarami, czy tylko podtrzymywać przekonanie społeczeństwa, że państwo jest przygotowane. W opisywanym sezonie ta różnica między formalną deklaracją gotowości a rzeczywistą dostępnością ludzi i sprzętu stała się jednym z kluczowych problemów amerykańskiej polityki reagowania na pożary.