Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Reforma PIT ma dać do 3,6 tys. zł. Większość podatników nie zyska, małe firmy zapłacą więcej
Pełna korzyść z reformy ma wynieść 3,6 tys. zł rocznie, ale dopiero przy zarobkach około 14,8 tys. zł brutto miesięcznie.
Pracownik z przeciętnym wynagrodzeniem około 9,2 tys. zł brutto nie zyska na zmianach.
Limit przychodów uprawniający do ryczałtu ma spaść z 2 mln euro do 250 tys. euro.
Ustawa nadal wymaga rozpatrzenia poprawek Senatu przez Sejm i decyzji prezydenta.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Planowana reforma PIT ma zwiększyć dochody netto części podatników, ale skala korzyści będzie mocno zróżnicowana. Rząd zapowiada podniesienie pierwszego progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie stawki 24 proc. dla dochodów od 130 do 150 tys. zł. Z wyliczeń Piotra Juszczyka, głównego doradcy podatkowego InFaktu, przygotowanych dla money.pl wynika jednak, że pracownik z przeciętnym wynagrodzeniem około 9,2 tys. zł brutto miesięcznie nie zyska na zmianach ani złotówki. Pełna korzyść, szacowana na 3,6 tys. zł rocznie, pojawi się dopiero przy pensji około 14,8 tys. zł brutto.
Wyższy próg PIT, ale ulga nie dla wszystkich
Najważniejsza część reformy dotyczy przebudowy środkowego fragmentu skali podatkowej. Pierwszy próg ma zostać podniesiony z 120 do 130 tys. zł, a pomiędzy 130 a 150 tys. zł ma obowiązywać nowa stawka 24 proc. Zmiana ma obniżyć obciążenia części osób rozliczających dochody według skali, lecz nie będzie oznaczała powszechnej podwyżki wynagrodzeń netto. Korzyść pojawi się dopiero wtedy, gdy dochód podatnika przekroczy obecny próg w stopniu wystarczającym do zastosowania nowych zasad.
Przy pensji 9,2 tys. zł brutto miesięcznie roczna korzyść ma wynieść 0 zł.
Przy wynagrodzeniu 11 tys. zł brutto również nie przewidziano korzyści.
Przy pensji 11,9 tys. zł brutto pierwsza różnica ma wynieść około 20 zł miesięcznie.
Słownik artykułu
Pojęcia, które warto znać
Krótkie objaśnienia terminów występujących w tekście. Każde hasło prowadzi do szerszej definicji i przykładów użycia.
Przy wynagrodzeniu 12 tys. zł brutto roczna korzyść ma wynieść około 250 zł.
Około 14,8 tys. zł brutto miesięcznie ma dawać maksymalną korzyść, czyli około 3,6 tys. zł rocznie.
Przy pensji 20 tys. zł brutto zysk ma pozostać na tym samym poziomie, ponieważ dalszy wzrost wynagrodzenia nie zwiększa ulgi.
Kto zobaczy pieniądze na wypłacie
Według wyliczeń eksperta niewielkie zmiany będą odczuwalne dopiero przy wyższych wynagrodzeniach. Osoba zarabiająca 12 tys. zł brutto ma zyskać około 250 zł w skali roku, przy czym cała różnica ma pojawić się dopiero w ostatnim miesiącu. Pracownik z pensją około 14,8 tys. zł brutto otrzymać ma maksymalną korzyść, odpowiadającą około 300 zł miesięcznie i 3,6 tys. zł w całym roku. Zmiana na wypłacie ma być widoczna dopiero od października. Powyżej tego poziomu dochodów ulga nie rośnie, dlatego pracownik zarabiający 20 tys. zł brutto ma według zestawienia zyskać tyle samo co osoba z pensją około 15 tys. zł.
Rząd szacuje liczbę beneficjentów reformy na 3,5 mln osób. Dane Ministerstwa Finansów wskazują jednak, że w 2024 roku próg 120 tys. zł przekroczyło niespełna 2 mln podatników, czyli 7,9 proc. osób rozliczających się według skali. Piotr Juszczyk podkreśla, że nawet przy przyjęciu rządowego szacunku zdecydowana większość podatników rozliczających się według skali nie uzyska dodatkowej korzyści. Jednocześnie nie wszyscy uwzględnieni w liczbie beneficjentów otrzymają maksymalną kwotę 3,6 tys. zł.
Waloryzacja progów wypadła z ustawy
Sejm przyjął rozwiązanie zakładające coroczną waloryzację progów podatkowych o inflację, ale Senat wykreślił ten przepis. Ostateczna decyzja należy teraz do Sejmu. Zwolennicy indeksacji argumentują, że bez niej próg 130 tys. zł zostanie zamrożony, podobnie jak wcześniej przez lata zamrożony był próg 120 tys. zł. Jeżeli wynagrodzenia będą rosły, kolejne osoby mogą być wciągane do wyższych stawek bez formalnej podwyżki podatku. W ocenie Piotra Juszczyka korzyść z reformy może zacząć topnieć już w 2028 roku, jeśli próg nie będzie automatycznie dostosowywany do inflacji.
Sam zapis o waloryzacji budził wcześniej wątpliwości. Małgorzata Samborska oraz ekonomista Artur Krawczyk wskazywali, że regulacja dotycząca górnych granic przedziałów skali może być nieprecyzyjna. Nie przesądza ona jednoznacznie, co stałoby się z pozostałymi elementami systemu, w tym z kwotą zmniejszającą podatek. Spór o indeksację dotyczy więc nie tylko tego, czy progi będą rosły, lecz także tego, jak technicznie miałaby działać cała skala podatkowa w kolejnych latach.
Małe firmy mogą wypaść z ryczałtu
Ta sama ustawa, która obniża PIT części pracowników, ma ośmiokrotnie zmniejszyć limit przychodów uprawniający do ryczałtu. Obecny limit wynosi 2 mln euro, a proponowany 250 tys. euro. Według kursu z 1 października 2026 roku nowy limit odpowiada około 1,09 mln zł. Ministerstwo Finansów szacuje, że prawo do tej formy opodatkowania może stracić około 43 tys. przedsiębiorców. O tym, czy firma zachowa ryczałt w 2027 roku, ma decydować jej przychód osiągnięty w 2026 roku. To oznacza, że przedsiębiorcy muszą ocenić skutki zmiany jeszcze przed zakończeniem roku, choć proces legislacyjny nie został zamknięty.
Piotr Juszczyk przedstawia przykład firmy informatycznej rozliczanej ryczałtem według stawki 12 proc. Firma osiąga 1,15 mln zł przychodu rocznie, a jej koszty wynoszą 160 tys. zł. Przy obecnych zasadach podatek i składka zdrowotna wynoszą około 155 tys. zł. Po przejściu w 2027 roku na podatek liniowy łączne obciążenia wzrosłyby do około 234 tys. zł, czyli o około 79 tys. zł. Niemal 31 tys. zł z tej różnicy przypadałoby na składkę zdrowotną, która przy podatku liniowym wynosi 4,9 proc. dochodu.
Przychód z 2026 roku ma przesądzić o prawie do ryczałtu w 2027 roku.
Nowy limit ma wynieść 250 tys. euro, czyli około 1,09 mln zł według kursu wskazanego w źródle.
Ministerstwo Finansów szacuje liczbę przedsiębiorców zagrożonych utratą ryczałtu na około 43 tys.
W przykładzie firmy informatycznej przejście na podatek liniowy zwiększa obciążenia z około 155 tys. zł do około 234 tys. zł.
Największym składnikiem dodatkowego kosztu w tym przykładzie jest wzrost obciążeń związanych ze składką zdrowotną.
Ryzyko podatku od dodatkowej sprzedaży
Wątpliwości budzi również przepis dotyczący przedsiębiorców, którzy w 2026 roku zmieszczą się w nowym limicie, ale w 2027 roku przekroczą 300 tys. euro przychodu, czyli około 1,31 mln zł. W wersji przyjętej przez Sejm firma pozostawałaby na ryczałcie, lecz od nadwyżki ponad ten poziom płaciłaby 17 proc. Senat zaproponował usunięcie tego rozwiązania. Jeżeli Sejm odrzuci poprawkę izby wyższej, przepis powróci do ustawy.
Skutki takiej regulacji dobrze pokazuje przykład sklepu rozliczanego ryczałtem według stawki 3 proc. Jeżeli w 2026 roku osiągnął on 1 mln zł przychodu, a w 2027 roku zwiększył sprzedaż do 1,6 mln zł, nadwyżka wyniosłaby około 287 tys. zł. Przy marży 5 proc. sklep zarobiłby na tej dodatkowej sprzedaży około 14 tys. zł. W wersji sejmowej podatek od nadwyżki wyniósłby około 49 tys. zł zamiast około 9 tys. zł. W takim układzie zwiększenie sprzedaży oznaczałoby stratę. Nawet usunięcie stawki 17 proc. nie rozwiązuje jednak podstawowego problemu, czyli dużego obniżenia limitu ryczałtu.
Wyższa danina dla najbogatszych i CIT dla największych firm
Źródłem dodatkowych wpływów ma być także podniesienie daniny solidarnościowej. Obciążenie dochodów przekraczających 1 mln zł rocznie ma wzrosnąć z 4 do 5 proc. Nowa stawka miałaby zostać zastosowana po raz pierwszy przy rozliczeniu za 2027 rok, składanym do 2 maja 2028 roku. Przedsiębiorca osiągający 2 mln zł dochodu zapłaciłby w takim przypadku 50 tys. zł zamiast 40 tys. zł.
Drugim spornym elementem jest podwyżka CIT z 19 do 22 proc. dla firm o przychodach przekraczających 50 mln euro rocznie. Sejm usunął ten przepis, a Senat go przywrócił, dlatego również w tej sprawie ostateczne rozstrzygnięcie należy do posłów. Według wyliczeń eksperta spółka z dochodem 10 mln zł zapłaciłaby około 300 tys. zł więcej. Jeżeli zysk zostałby wypłacony wspólnikom w formie dywidendy, łączne obciążenie wzrosłoby z około 34,4 do około 36,8 proc.
Rząd mówi o bilansowaniu reformy
W debacie o podwyżce CIT pojawiły się argumenty dotyczące kosztów dla budżetu. Piotr Kuczyński krytykował decyzję Sejmu o rezygnacji z wyższej stawki i pytał, dlaczego wyższe opodatkowanie miałoby obejmować wyłącznie banki i Orlen. Artur Krawczyk oceniał, że usunięcie podwyżki zwiększyłoby koszt reformy o 6,2 mld zł w 2027 roku oraz o 8 mld zł w 2028 roku. Wskazywał również, że do przekroczenia progu długu publicznego na poziomie 55 proc. PKB w 2027 roku formalnie brakuje około 8 mld zł.
Wiceminister finansów Jarosław Neneman ostrzegał, że rezygnacja z podwyżki CIT dla największych firm oznaczałaby konieczność znalezienia oszczędności w wydatkach budżetu w kolejnym roku. Według projektu ustawy budżetowej na 2027 rok dochody państwa mają wynieść 696,4 mld zł, wydatki 977,6 mld zł, a deficyt budżetu państwa 281,2 mld zł. Minister finansów przekonuje, że zmiany mniej więcej się bilansują. Piotr Juszczyk interpretuje to jako wskazanie, że koszt ulgi dla lepiej zarabiających zostanie pokryty przez inne grupy, między innymi małe firmy tracące ryczałt, osoby o najwyższych dochodach oraz największe spółki.
Ustawa nadal jest w procesie legislacyjnym
Po rozpatrzeniu poprawek Senatu przez Sejm ustawa trafi do prezydenta, który będzie miał 21 dni na podjęcie decyzji. W przypadku podpisania zmian na ich wdrożenie pozostanie od 4 do 5 tygodni, wliczając okres świąteczny. Pracodawcy i biura rachunkowe będą musieli dostosować systemy kadrowo płacowe tak, aby zaliczki na PIT od pierwszych wypłat w 2027 roku były naliczane według nowej skali. Aktualizacji wymagać będzie również oprogramowanie księgowe.
Dodatkowe obowiązki czekają przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem. Będą oni musieli sprawdzić, czy po zmianie limitu zachowają prawo do tej formy opodatkowania, a w razie jego utraty wybrać inny sposób rozliczeń. Zgodnie z zasadą opisaną w materiale wybór nowej formy następuje najczęściej do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym podatnik uzyskał pierwszy przychód w danym roku. Problem polega na tym, że do czasu zakończenia prac legislacyjnych przedsiębiorcy i księgowi nie wiedzą, w jakim dokładnie kształcie przepisy zaczną obowiązywać.
Największa niewiadoma dotyczy więc nie tylko wysokości samej ulgi, lecz także momentu i sposobu przygotowania do zmian. Podatnicy zatrudnieni na etacie mogą otrzymać niższe zaliczki dopiero po dostosowaniu systemów płacowych. Firmy muszą natomiast sprawdzić przychody z 2026 roku, zanim będą znały ostateczny kształt przepisów dotyczących ryczałtu. Reforma pozostaje uzależniona od przyjęcia określonych rozwiązań dotyczących CIT i ryczałtu, a jej skutki dla poszczególnych grup będą bardzo różne. Dla części dobrze zarabiających pracowników oznacza obniżkę obciążeń, dla wielu podatników nie przyniesie zmiany, a dla części małych firm może oznaczać wyraźny wzrost kosztów.