Ta strona używa plików cookies, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszego serwisu oraz do celów analitycznych. Klikając "Akceptuję", wyrażasz zgodę na używanie wszystkich plików cookies. Możesz również odrzucić zgodę, co spowoduje zablokowanie plików cookies analitycznych. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Po leczenie do Delhi, na noc na chodnik. Rodziny pacjentów nie mają gdzie spać
Rodziny przyjeżdżają do Delhi z odległych stanów Indii, aby skorzystać z leczenia w publicznych szpitalach.
Część osób śpi na chodnikach, w przejściach podziemnych i innych przestrzeniach publicznych.
Pomoc w finansowaniu leczenia nie zawsze rozwiązuje problem kosztów noclegu i wyżywienia.
AIIMS informuje o możliwości organizowania taniego zakwaterowania, ale nie odpowiedział na pytania NPR o skalę problemu.
Sponsorowane
Odkryj rewolucyjną metodę nauki języków
Sprawdź jak w 30 dni opanować podstawy dowolnego języka obcego bez wychodzenia z domu.
Przed jednymi z najbardziej znanych publicznych szpitali w New Delhi po zmroku zaczyna się życie, którego nie widać na salach chorych. Na chodnikach, w przejściach podziemnych i innych przestrzeniach publicznych śpią rodziny przyjeżdżające z odległych części Indii. Ich bliscy są leczeni albo czekają na badania, konsultacje i decyzję lekarzy. Wielu tych osób nie stać jednak na wynajęcie pokoju w mieście. W rezultacie rodzina może otrzymać pomoc w sfinansowaniu leczenia, ale nadal pozostaje bez miejsca do spania, jedzenia i bezpiecznego przechowania rzeczy.
Do Delhi po leczenie, bez pieniędzy na nocleg
Reportaż NPR powstał na podstawie rozmów z rodzinami przebywającymi w pobliżu All India Institute of Medical Sciences, znanego jako AIIMS, oraz Safdarjung Hospital. Oba szpitale stoją naprzeciwko siebie i przyjmują pacjentów z poważnymi chorobami, między innymi nowotworami, chorobami serca i schorzeniami jelit. Do Delhi przyjeżdżają ludzie z całych Indii, czasem z miejsc oddalonych o setki, a nawet tysiące kilometrów. Dla części rodzin powrót do domu pomiędzy wizytami jest niepraktyczny albo zbyt kosztowny, dlatego zostają w mieście przez tygodnie lub miesiące.
Rodziny niezdolne do opłacenia pokoju rozkładają koce i prześcieradła bezpośrednio na chodniku.
Niektórzy przywiązują moskitiery do barierek, aby częściowo chronić siebie i dzieci.
W dzień bliscy pacjentów przemieszczają się między szpitalem, aptekami i miejscem noclegu.
Wokół szpitali powstała nieformalna sieć pomocy, obejmująca wolontariuszy, sprzedawców jedzenia i osoby przekazujące informacje o wizytach.
Sen w krótkich zmianach i ciągła gotowość na telefon
O drugiej w nocy Shabana Kumar delikatnie budziła męża. Rodzice sześcioletniego syna spali na chodniku na zmianę, zwykle przez około godzinę. Ich dziecko przebywało na oddziale onkologii i było leczone z powodu białaczki, czyli nowotworu krwi i szpiku. Rodzice obawiali się, że jeśli oboje zasną, mogą nie usłyszeć pilnego wezwania ze szpitala albo informacji o stanie syna. Rodzina przyjechała do Delhi ze stanu Bihar, z odległości większej niż 600 mil. Arun Kumar pracuje jako rolnik, a Shabana zajmuje się domem i opieką nad jedynym dzieckiem.
Kumarowie zdecydowali się na podróż, ponieważ nie mogli pozwolić sobie na leczenie syna w Biharze. AIIMS zapewnia pomoc w pokrywaniu części kosztów medycznych rodzinom o niskich dochodach, ale sama podróż do Delhi oznacza dodatkowe wydatki. Po przyjeździe trzeba jeszcze zapłacić za jedzenie, transport po mieście, lekarstwa, podstawowe potrzeby i nocleg. Gdy leczenie lub diagnostyka przeciągają się, koszty narastają każdego dnia. Dla osób utrzymujących się z pracy sezonowej albo rolnictwa nawet kilkutygodniowy pobyt może oznaczać utratę dochodu.
W ciągu dnia rodziny kursują między chodnikiem a szpitalem. Idą na wizyty, badania, konsultacje i po leki. Najcenniejsze rzeczy zabierają ze sobą, a mniej wartościowe pozostawiają przy miejscu spania. Zwykle ktoś zostaje na miejscu, aby pilnować bagażu. Nie zawsze nocuje tam wyłącznie osoba towarzysząca choremu. Zdarza się, że pacjent jest przyjmowany w ciągu dnia, lecz nie ma łóżka na noc, więc również śpi na zewnątrz.
Wokół chodników powstał niewielki, nieformalny system przetrwania. Kobiety gotują ryż na prowizorycznych paleniskach z cegieł, wolontariusze rozdają jedzenie, a pobliskie sklepy sprzedają lekarstwa i inne potrzebne rzeczy. Stoiska z herbatą pozwalają naładować telefon, co jest ważne dla osób oczekujących na wiadomości ze szpitala. Rodziny, które początkowo się nie znają, wymieniają się informacjami o lekarzach, badaniach i miejscach, w których można dostać darmowy albo tani posiłek.
Niepewność, upał i brak poczucia bezpieczeństwa
Shalini Yadav, dwudziestoletnia studentka drugiego roku, przyjechała do Delhi z rodzicami ze stanu Madhya Pradesh. Od pięciu lub sześciu lat cierpi na chorobę jelit, przeszła już dwie operacje i szukała dalszej pomocy w AIIMS. Rodzina pokonała około 370 mil po tym, jak krewni i sąsiedzi doradzili jej wizytę w uznanym szpitalu. Kiedy rozmawiano z nią 3 sierpnia, od około trzech tygodni mieszkała z rodzicami na chodniku, czekając na kolejne decyzje dotyczące leczenia.
Yadav przygotowywała się wcześniej do stanowego egzaminu do służby cywilnej. Chciała zostać urzędniczką, ale jej nauka i plany zawodowe zostały wstrzymane. W dzień chodziła do szpitala na wizyty, badania i kontrole, a potem wracała na chodnik, gdzie czekała na następny etap. Mówiła, że spodziewała się dobrych warunków, lekarzy i sprawnego przebiegu leczenia. Nie zakładała, że będzie musiała spać przy drodze.
Dla młodej kobiety problemem był nie tylko brak wygody. Obawiała się nocy, ludzi znajdujących się w pobliżu, krzyków i bójek. Wspominała, że część osób pije alkohol albo używa narkotyków, a ona sama czuje się w takim otoczeniu szczególnie niekomfortowo. Jej rodzina nie mogła opłacić pokoju w Delhi, a na podróż i inne wydatki wydała już tysiące rupii. Dlatego, jak mówiła, spanie na chodniku stało się jedynym możliwym rozwiązaniem.
Podobne doświadczenie opisywała Lakhi Bai, 62-letnia rolniczka ze stanu Madhya Pradesh. Przyjechała sama do Safdarjung Hospital, ponieważ nie stać jej było na zabranie osoby towarzyszącej. Szukała pomocy w związku z cukrzycą oraz stanem, który powoduje drętwienie i utratę czucia w części ciała. Mówiła, że czasem może doznać urazu, nie odczuwając bólu. Kiedy rozmawiano z nią, spała przed szpitalem od około 20 dni, odwiedzając kolejnych lekarzy i oddziały, wykonując badania i nadal czekając na plan leczenia.
Bai opowiadała, że w czasie pobytu zdarzało się jej nie mieć jedzenia. Upał był trudny do zniesienia, a podczas deszczu woda docierała na miejsce, na którym spała. Nie wiedziała, jak długo jeszcze pozostanie w Delhi. Jej historia pokazuje, że osoba przyjeżdżająca po pomoc medyczną może jednocześnie mierzyć się z brakiem jedzenia, ochrony przed pogodą i wsparcia bliskiej osoby. Dla pacjentów bez rodziny albo środków na opiekuna każdy dodatkowy dzień poza domem oznacza jeszcze większe obciążenie.
Pobyt w Delhi oznacza także utratę dochodu
Balraam Singh, 35-letni pracownik cegielni z Uttar Pradesh, przez około miesiąc spał przed Safdarjung Hospital z żoną i siedmioletnim synem. Munna miał chorobę serca, którą ojciec opisywał jako dziurę w sercu. Rodzina przyjechała z odległości około 50 mil, licząc na dalszą ocenę stanu dziecka i leczenie. Singh zarabiał w cegielni od 5 do 7 dolarów dziennie. Pobyt w Delhi oznaczał dla niego nie tylko wydatki na jedzenie i codzienne potrzeby, lecz także brak możliwości wykonywania pracy.
Ojciec mówił, że przyjechali z nadzieją, iż znajdą lekarza i pomoc dla syna. Po miesiącu nadal nie wiedział, jaki będzie następny krok. Dla rodziny, która utrzymuje się z pracy fizycznej i ma niewielkie oszczędności, oczekiwanie na konsultacje może być równie trudne finansowo jak samo leczenie. Każdy kolejny dzień wiąże się z koniecznością zdobycia pieniędzy na jedzenie i podstawowe potrzeby, podczas gdy osoba towarzysząca pacjentowi nie może normalnie pracować.
Gulshan Bano przyjechała z Biharu wraz z 60-letnią matką Asmą Khatoon i sześcioletnią córką Fizą. Kiedy rozmawiano z nimi w sierpniu, spały przed Safdarjung Hospital od około tygodnia. Matka Bano od kilku lat miała chorobę serca i wcześniej była leczona w Biharze. Rodzina przyjechała do Delhi na dodatkowe konsultacje i badania, ponieważ uznała, że potrzebna jest dalsza ocena jej stanu.
Lekarze mieli powiedzieć rodzinie, że kobieta ma problem z sercem i powinna przyjmować leki, ale nie zalecili operacji. Bano wraca z matką do Delhi mniej więcej co sześć miesięcy, a jedna wizyta może trwać około miesiąca. Aby zapłacić za podróże, pracuje w gospodarstwach domowych w Biharze, oszczędzając przez wiele miesięcy. Pieniądze, które zostają po opłaceniu przejazdu, muszą wystarczyć na jedzenie i pobyt w Delhi. Ponieważ rodzina nie może wynająć pokoju, między konsultacjami i badaniami śpi na zewnątrz zamiast wracać do domu i ponownie pokonywać długą trasę.
Pomoc medyczna nie rozwiązuje problemu zakwaterowania
AIIMS informuje na swojej stronie, że dział pomocy społecznej dla pacjentów może zapewniać wybranym osobom spoza Delhi wsparcie finansowe na leczenie i podróż. Według tych informacji jednostka pomaga także organizować noclegi dla pacjentów oraz ich rodzin i opiekunów w dharamshalach, czyli tradycyjnych, często charytatywnych miejscach zakwaterowania, albo w innych obiektach o niskich kosztach. Z dostępnego opisu nie wynika jednak, czy AIIMS pokrywa koszty takich noclegów ani czy oferuje specjalną pomoc na ich opłacenie.
NPR zwróciło się do szpitala z pytaniami o zakwaterowanie i społeczność rodzin śpiących na chodnikach. Szpital nie odpowiedział na prośbę o komentarz. Nie odniósł się również do relacji poszczególnych rodzin opisujących spanie na zewnątrz, brak jedzenia, trudne warunki pogodowe i niepewność co do długości pobytu.
Historie z okolic AIIMS i Safdarjung Hospital pokazują, że dostęp do leczenia zależy nie tylko od tego, czy pacjent może otrzymać konsultację, badanie albo dofinansowanie procedury. Równie ważne są warunki, w jakich rodzina czeka na kolejną wizytę. Gdy pobyt trwa tygodnie lub miesiące, brak taniego i bezpiecznego noclegu staje się częścią kryzysu zdrowotnego. Dla opisanych rodzin chodnik nie jest wyborem ani krótkim przystankiem, lecz miejscem, w którym muszą czekać na pomoc dla siebie lub bliskich.