Steve Smit, południowoafrykański działacz na rzecz praw zwierząt i ratownik dzikich małp, zmarł 12 sierpnia po chorobie nowotworowej. Miał 70 lat. W KwaZulu-Natal znano go jako „Człowieka od małp”, ponieważ przez około trzy dekady wspinał się na drzewa, przechodził po dachach, zaglądał pod budynki i wchodził do ogrodów, aby ratować małpy vervet. Zwierzęta, do których wzywano go na pomoc, były postrzelone, porażone prądem na liniach energetycznych, potrącone przez samochody, pogryzione przez psy albo zaplątane w drut.
Od pracy w służbach do ratowania zwierząt
Zanim ratowanie małp stało się jego pełnoetatowym zajęciem, Smit przez około 25 lat pracował w południowoafrykańskich służbach wywiadowczych. Wcześniej wstąpił do policji, ponieważ sprzeciwiał się obowiązkowej służbie wojskowej. Później pracował między innymi w Bureau of State Security oraz National Intelligence Service. W rozmowie poświęconej historii mówionej wspominał, że niepokoiły go zachowania i kultura części instytucji, w których był zatrudniony.
Jego działalność na rzecz zwierząt rozpoczęła się jeszcze w okresie pracy w administracji państwowej. W 1985 roku założył FALCON, organizację rozwijaną pod nazwą Front for Animal Liberation and Conservation of Nature, opisywaną jako pierwsza południowoafrykańska organizacja praw zwierząt. Z czasem przyjęła nazwę Justice for Animals. Smit prowadził kampanie przeciw wiwisekcji, polowaniom rekreacyjnym, cyrkom i handlowi dzikimi zwierzętami. Uważał, że wykorzystywanie zwierząt powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat przetrwania całych gatunków, lecz także losu poszczególnych osobników.
- W 1995 roku organizacja FALCON pomogła rozpocząć publiczną debatę o odstrzale słoni w Parku Narodowym Krugera.
- Po późniejszym przeglądzie polityki przez National Parks Board odstrzał został zawieszony.