Michael Pick, inżynier związany z Lockheedem i twórca materiałów na YouTube, chciał mieć niedrogiego elektrycznego pick-upa. Zamiast czekać na premierę modelu Slate, kupił na aukcji mocno zużyte BMW i3, nie oglądając go wcześniej, a następnie usunął tylną część nadwozia. W jej miejsce powstała otwarta przestrzeń ładunkowa.
Przebudowa nietypowego BMW i3
BMW i3 nie odniosło dużego sukcesu, szczególnie w Ameryce Północnej, ale wyróżniało się rozwiązaniami konstrukcyjnymi. Samochód miał nadwozie samonośne typu monocoque, wykonane z włókna węglowego. Gdy model debiutował w 2014 roku, takie rozwiązanie było bardzo rzadkie w zwykłych samochodach, a do dziś pozostaje kosztowne i wymagające w produkcji. W wersji i3 REX pod tylną częścią kabiny znajdował się silnik spalinowy pełniący funkcję range extendera. Dlatego nowa skrzynia ładunkowa musiała być demontowalna, aby umożliwić dostęp do jednostki podczas serwisowania.
Stalowa rama i zachowana fabryczna elektronika
Skrzynia została połączona z resztą samochodu za pomocą stalowej ramy. Do jej budowy wykorzystano sklejkę, którą uszczelniono żywicą epoksydową i pokryto powłoką ochronną stosowaną w skrzyniach ładunkowych. Zabezpieczenia wymagały również wszystkie łączenia oraz fragmenty oryginalnego nadwozia z włókna węglowego, ponieważ odsłonięty materiał jest podatny na uszkodzenia. Mimo szerokiego zakresu prac zachowano dużą część fabrycznego i3. Próba przeprogramowania samochodu tak, aby nie zgłaszał braku zamków, tylnych lamp i połączeń danych, byłaby bardziej kłopotliwa niż pozostawienie tych elementów w odpowiednio zmienionej konstrukcji. Projekt obejmował także wymianę systemu multimedialnego oraz pękniętej przedniej szyby.
Założeniem było zmieszczenie się w budżecie 10 tys. dolarów. Ostatecznie przebudowa kosztowała kilka tysięcy dolarów mniej, mimo że część wydatków przypadła na pozornie drugorzędne elementy, takie jak większy ekran systemu multimedialnego i nowa szyba. Efektem jest niewielki, nietypowy pick-up, który według opisu oferuje więcej wyposażenia seryjnego niż zapowiadany Slate, a jednocześnie kosztuje niemal połowę jego ceny. Nie jest to jednak dopracowany samochód przeznaczony dla większości kierowców, lecz przykład tego, jak daleko można przebudować seryjny samochód elektryczny bez całkowitego odcinania jego fabrycznej elektroniki.