Ładowanie samochodu elektrycznego nie musi trwać tyle samo co tankowanie auta spalinowego, uważa Seth Cutler, prezes sieci IONNA. W rozmowie z The Drivecast przekonywał, że oczekiwanie, iż samochód elektryczny powinien odzyskać energię w pięć minut, nie odpowiada rzeczywistym zachowaniom kierowców.
Postój przy ładowarce może być częścią podróży
Cutler zwrócił uwagę, że kierowcy korzystający ze stacji paliw często nie ograniczają wizyty do samego tankowania. Wymienił między innymi amerykańskie sieci Wawa, Sheetz, Casey’s, Buc-ee’s i Wally’s, których punkty przypominają połączenie stacji z restauracją lub sklepem. Jego zdaniem klienci wykorzystują ten czas na zakup jedzenia, skorzystanie z toalety albo odpoczynek, zamiast natychmiast wracać do samochodu.
Cel IONNA to 10 do 20 minut
Według prezesa IONNA bardziej praktycznym celem dla szybkiego ładowania jest postój trwający od 10 do 20 minut. Taki czas może wystarczyć na skorzystanie z toalety, kupienie kanapki, rozprostowanie nóg albo krótki spacer z psem. Obecnie wszystkie stacje IONNA mają stanowiska o mocy 400 kW, a firma analizuje w przyszłości rozwiązania o mocy 500 kW. Cutler uważa, że zwiększanie mocy znacznie powyżej tego poziomu może nie być potrzebne.
Część samochodów już zbliża się do zakładanego czasu postoju. Modele wyposażone w układy elektryczne o napięciu 800 V lub wyższym, takie jak Volvo EX90 z rocznika modelowego 2026, Lucid Gravity oraz samochody Hyundai Ioniq, mogą według źródła naładować akumulator od 10 do 80 proc. w około 20 minut lub krócej. Jednocześnie w Chinach promowane są ładowanie w pięć minut, ładowanie megawatowe, zaawansowane akumulatory i tańsze samochody elektryczne. W Stanach Zjednoczonych IONNA stawia jednak na inny model, w którym ładowanie jest elementem dłuższego postoju.