Norwegia coraz wyraźniej odczuwa skutki zmian demograficznych. Minister finansów Jens Stoltenberg ocenił w rozmowie z dziennikiem „Aftenposten”, że największym zagrożeniem dla gospodarki jest brak pracowników. Porównał obecną sytuację do konsekwencji średniowiecznej epidemii czarnej śmierci, która znacząco zmieniła sytuację ludnościową Europy.
Mniej osób do pracy, więcej potrzeb opiekuńczych
Według Stoltenberga po dziesięcioleciach wzrostu liczba osób w wieku produkcyjnym przestaje się zwiększać. Prognozy norweskiego resortu finansów wskazują, że w najbliższych latach przybywać będzie przede wszystkim osób powyżej 75. roku życia. Oznacza to większe zapotrzebowanie na opiekę zdrowotną i usługi społeczne, a jednocześnie mniejszą liczbę pracowników, którzy mogliby je zapewniać.
Minister zwrócił też uwagę, że Norwegia traci przewagę pod względem zatrudnienia. Około 80 proc. mieszkańców w wieku 20 do 64 lat pracuje. W przeszłości taki wynik dawał krajowi miejsce w europejskiej czołówce, ale obecnie wskaźnik pozostaje bez zmian, podczas gdy w wielu państwach Europy rośnie. Zdaniem Stoltenberga więcej Norwegów powinno podejmować pracę, a osoby już zatrudnione powinny pracować dłużej. Zwiększenie liczby pracowników uznał za najważniejsze działanie, jakie państwo może podjąć na rzecz przedsiębiorstw.
Napływ Polaków niemal przestał rosnąć
Przez lata niedobory kadrowe w Norwegii uzupełniali między innymi pracownicy z Polski. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej liczba Polaków mieszkających w Norwegii rosła w latach 2007 do 2011 o 10 do 13 tys. osób rocznie. Dane norweskiego urzędu statystycznego SSB pokazują jednak wyraźne wyhamowanie tego trendu. W 2025 roku do Norwegii w celach zarobkowych przyjechało 1820 Polaków, a liczba polskich imigrantów mieszkających w kraju zwiększyła się tylko o 360 osób. Był to najmniejszy wzrost od 2003 roku. Na początku 2026 roku w Norwegii na stałe mieszkało 111 740 imigrantów z Polski. Polacy nadal stanowili największą grupę imigrantów, ale jej liczebność praktycznie przestała rosnąć.