Sześć tygodni po podpaleniu naziemnej stacji systemu łączności satelitarnej Starlink w Polsce niemieckie służby zatrzymały kolejnego podejrzanego. To obywatel Turcji ujęty we wtorek w powiecie Reutlingen w Badenii-Wirtembergii. Według Prokuratury Generalnej w Stuttgarcie oraz Krajowego Urzędu Kryminalnego Badenii-Wirtembergii mężczyzna miał zlecić podpalenie dwóm osobom zatrzymanym wcześniej.
Zarzut przygotowywania przestępstwa terrorystycznego
Wobec zatrzymanego wszczęto odrębne postępowanie karne w Niemczech. Śledczy zarzucają mu przygotowywanie przestępstwa o charakterze terrorystycznym. Mężczyzna został doprowadzony przed sędziego, który zdecydował o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Niemieckie służby poinformowały, że decyzję podjęto na podstawie dodatkowych ustaleń, ale nie ujawniły dalszych szczegółów.
Polska wystąpiła o ekstradycję dwóch podejrzanych
Dwóch pierwszych podejrzanych zatrzymano około trzy tygodnie wcześniej w Nürtingen, również w Badenii-Wirtembergii, na wniosek polskich śledczych. Obaj są obywatelami Turcji, mają 34 i 38 lat, przebywają w areszcie tymczasowym, a Polska wystąpiła o ich ekstradycję. Według dotychczasowych ustaleń to oni mieli w nocy z 22 na 23 września przyjechać do Polski i podpalić terminal.
Śledczy podejrzewają, że zatrzymany w powiecie Reutlingen nakłonił obu mężczyzn do przeprowadzenia operacji. Transport do Polski miała zapewnić inna podejrzana. W odrębnej akcji w Berlinie jednostka antyterrorystyczna zatrzymała natomiast mężczyznę podejrzewanego o pomoc sprawcom.
Do pożaru terminala należącego do satelitarnego dostawcy internetu Starlink doszło 23 września w miejscowości Wola Karbowska, około 50 kilometrów na południe od Warszawy. Polski rząd określił zdarzenie jako prawdopodobny akt sabotażu wymierzony w stację, która miała znaczenie także dla bezpieczeństwa łączności internetowej w Ukrainie. Premier Donald Tusk nazwał sprawę kolejnym aktem wojny hybrydowej. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak wskazywał na możliwy udział rosyjskich służb wywiadowczych, a minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński zapowiadał zarzuty dotyczące sabotażu oraz działania na rzecz obcego wywiadu po sprowadzeniu podejrzanych do Polski.