Uderzenia USA i Arabii Saudyjskiej na obiekty związane z proirańskimi bojówkami w Iraku wprowadziły konflikt na Bliskim Wschodzie w nową, bardziej nieprzewidywalną fazę. Według informacji przedstawionych przez The Guardian w atakach, do których doszło w środę, zginęło co najmniej 20 bojowników. Decyzja Rijadu o publicznym przyłączeniu się do działań USA skomplikowała sytuację, która już wcześniej obejmowała Iran, jego sojuszników w regionie oraz siły amerykańskie.
Irak potępia naloty i mówi o naruszeniu suwerenności
Celem ataków były miejsca powiązane z irackimi Siłami Mobilizacji Ludowej, znanymi jako PMF lub al Hashd al Shaabi. To sojusz ugrupowań zdominowanych przez szyitów, w którym działają także silne frakcje popierane przez Iran. Iracka prezydencja określiła naloty jako rażące naruszenie suwerenności państwa i atak na jego oficjalne instytucje. Prezydent USA Donald Trump twierdził jednocześnie, że operacja była skoordynowana z irackim rządem, mimo publicznego potępienia nalotów przez Bagdad.
- Naloty na obiekty PMF nastąpiły po krótkiej przerwie w bezpośrednich amerykańskich atakach na cele w Iranie.
- Iran wystrzelił rakiety w kierunku amerykańskich instalacji wojskowych w Jordanii. Był to pierwszy od przerwy w walkach taki atak Teheranu w regionie.
- Premier Iraku Ali al Zaidi odwołał planowane spotkanie z następcą tronu Arabii Saudyjskiej Mohammedem bin Salmanem.
- W egipskim porcie gazowym Damietta doszło do eksplozji, które według doniesień mogły być skutkiem ataku dronowego. Źródło drona nie zostało ustalone.
Delikatna równowaga Bagdadu
Irak od początku konfliktu próbuje nie dopuścić do jego przeniesienia na własne terytorium. Państwo jest jednocześnie zależne od relacji z USA i narażone na silne wpływy Iranu. Waszyngton pozostaje dla Bagdadu ważnym partnerem wojskowym, ale pamięć o amerykańskiej inwazji z 2003 roku wciąż ma znaczenie polityczne. Iran przez lata wspierał w Iraku wpływowe bojówki, które odegrały istotną rolę w walce z Państwem Islamskim. PMF powstały w 2014 roku właśnie w związku z tą wojną, a ich działania nadzorował irański generał Kasem Sulejmani, późniejszy cel amerykańskiego ataku w Bagdadzie.
Sytuację Iraku dodatkowo pogarsza zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą eksportowana jest większość irackiej ropy. W Mosulu żałobnicy wynosili ze szpitala ciała zabitych bojowników w workach, skandując szyickie hasła i „Śmierć Ameryce!”. Z kolei iracka grupa Harakat Hezbollah al Nujaba zapowiedziała, że interesy i bezpieczeństwo USA oraz Arabii Saudyjskiej poniosą konsekwencje.
Rijad podnosi poziom zaangażowania
Arabia Saudyjska miała wcześniej uczestniczyć w kilku niejawnych atakach na Iran, jednak publiczne przyłączenie się do działań USA jest postrzegane jako punkt zwrotny. Rijad chce pokazać Teheranowi, że państwa Zatoki nie zamierzają pozostawać bierne wobec ataków na swoje bazy i obiekty. Około tydzień wcześniej wspierani przez Iran rebelianci Huti w Jemenie ogłosili blokadę saudyjskich portów i ładunków przy wejściu do Morza Czerwonego. W środę doszło także do eksplozji w porcie Damietta w Egipcie. Brytyjska firma zajmująca się bezpieczeństwem morskim Ambrey przekazała, że dron mógł trafić w należący do USA pływający zbiornik magazynowy.
Sanam Vakil, dyrektorka programu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w think tanku Chatham House, oceniła, że uczestnicy konfliktu próbują zrozumieć sytuację, która staje się coraz bardziej chaotyczna. Jej zdaniem krótka przerwa w bezpośrednich atakach USA na Iran mogła skłonić Teheran do przeniesienia presji na wspierane przez niego ugrupowania. Coraz trudniej jednak mówić o wiarygodnym zaprzeczaniu związkom między Iranem a tymi grupami, ponieważ ich relacje są powszechnie znane. Vakil uważa, że nieprzewidywalność irańskich działań może być sposobem na wywieranie presji na prezydenta Trumpa, aby wybrał konfrontację albo ustępstwa, a zarazem próbą utrzymania kontroli nad cieśniną Ormuz.
HA Hellyer z Royal United Services Institute ocenił, że Arabia Saudyjska chce obalić przekonanie, iż państwa Zatoki nie zdecydują się na dalszą eskalację. Ostrzegł jednak, że nawet jeśli Rijad uznał atak na PMF za precyzyjnie zaplanowane działanie, trudno przewidzieć odpowiedź Teheranu. Iran postrzega obecny konflikt jako walkę o przetrwanie i może uznać, że konieczne jest radykalne przedefiniowanie zasad rywalizacji w regionie. Zdaniem analityków właśnie brak pewności co do kolejnych kroków wszystkich stron sprawia, że Bliski Wschód wkracza na nieznane terytorium.