Reforma szczytów klimatycznych ONZ nie przebiega w formie jednego przełomowego porozumienia. Zmiana jest bardziej stopniowa: obok formalnych negocjacji coraz większe znaczenie zyskują dobrowolne inicjatywy, partnerstwa i plany wdrażania. To próba odpowiedzi na krytykę, że konferencje COP rozrastają się, lecz ich ustalenia zbyt wolno przekładają się na działania poza salami negocjacyjnymi.
Krytyka procesu nasiliła się podczas COP29
Podczas COP29 w Azerbejdżanie w 2024 roku wizerunek procesu klimatycznego został mocno nadszarpnięty. BBC, Reuters i The Guardian opublikowały materiały, w których przywoływano opinie czołowych ekspertów oraz określano szczyty COP jako niezdolne do realizacji swojego celu. Teksty dotyczyły otwartego listu wzywającego do reform. Podpisało go 22 naukowców i polityków, w tym były sekretarz generalny ONZ oraz były szef procesu klimatycznego ONZ. Poparcie dla apelu wyraziło później kolejnych 150 osób.
List pojawił się w szczególnie trudnym momencie, gdy rządy negocjowały nowy cel finansowania klimatycznego. Klub Rzymski, który zajmował się relacjami z mediami wokół dokumentu, szybko przekonywał, że jego konstruktywne i wspierające propozycje zostały błędnie przedstawione. W późniejszej lekturze listu autor analizy nie znalazł jednak sformułowania o niezdolności COP do realizacji celu. Klub Rzymski nie odpowiedział na pytanie o to, kiedy i dlaczego ten fragment zniknął.
Niezależnie od losów tego sformułowania sama krytyka nie była nowa. Od przyjęcia Porozumienia paryskiego w 2015 roku szczyty COP znacznie się rozrosły, a wielu obserwatorów ocenia, że znaczenie ich rezultatów osłabło. Wyjątkiem był COP28 w Dubaju w 2023 roku, gdzie państwa uzgodniły potrzebę odchodzenia od paliw kopalnych w systemach energetycznych. Jednocześnie proces COP zachował istotne funkcje. W materiale przywołano ocenę, według której działania podjęte dzięki Porozumieniu paryskiemu obniżyły prognozowane ocieplenie w tym stuleciu o około 1,3 stopnia Celsjusza w porównaniu ze scenariuszem braku takich zobowiązań. To szacunek oparty na prognozach, a nie pomiar bezpośredniego efektu jednej konferencji. Szczyty pozostają też miejscem, w którym państwa rozwijające się mają formalnie równy głos w decyzjach, czego nie zawsze zapewniają inne fora międzynarodowe.