Max Verstappen zareagował na falę personalnych ataków skierowanych do jego kolegi z zespołu, Chrisa Lulhama. Komentarze pojawiły się po debiucie Verstappena w cyklu GT World Challenge Europe, podczas wyścigu na torze w Portimão. Holender uznał, że krytyka wydarzeń na torze nie usprawiedliwia hejtu wobec kierowcy.
Kara przesunęła załogę na koniec stawki
Verstappen prowadził samochód Mercedes-AMG GT3 zespołu Team Verstappen z numerem 3 w końcowym, 45-minutowym stincie. Wcześniej za kierownicą znajdował się Lulham, który po serii udanych manewrów próbował wywalczyć piąte miejsce. Podczas ataku obrócił jednak Mercedesa z numerem 48 należącego do załogi Stolza. Za ten incydent otrzymał karę drive-through, czyli obowiązkowy przejazd przez aleję serwisową.
Kara została odbyta w pobliżu momentu zaplanowanej zmiany kierowcy. Verstappen przejął samochód kilka okrążeń później, gdy załoga znajdowała się na 24. pozycji. Późniejszy wyjazd samochodu bezpieczeństwa spowolnił całą stawkę i zmniejszył straty do rywali. Dzięki temu Verstappen zdołał przesunąć się na dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej oraz piąte w swojej klasie.
Verstappen: osobiste ataki nie są akceptowalne
W niedzielę rano Verstappen opublikował wpis na platformie X, w którym podsumował weekend i odniósł się do reakcji kibiców. Napisał, że każdy może mieć własną opinię o wydarzeniach na torze, ale osobiste ataki i nękanie jego kolegi nie są akceptowalne ani w sporcie, ani poza nim. Dodał, że Lulham zaliczył bardzo mocny stint, a błędy mogą zdarzyć się każdemu kierowcy. Obaj zawodnicy znają się także z wcześniejszych startów. We wrześniu ubiegłego roku wspólnie odnieśli pierwsze zwycięstwo Verstappena w samochodzie GT3 w cyklu NLS.