W mediach społecznościowych rośnie popularność trendów określanych zbiorczo jako „maxxing”. Ich zwolennicy próbują maksymalizować konkretny element zdrowia lub wyglądu, na przykład ilość białka i błonnika w diecie, jakość snu albo płodność. Część takich zaleceń opiera się na rozsądnych nawykach, ale inne prowadzą do przesady lub promują metody, których skuteczności nie potwierdzono. Eksperci cytowani przez Healthline podkreślają, że celem nie powinno być osiągnięcie najwyższego możliwego wyniku w jednej kategorii, lecz dopasowanie działań do indywidualnych potrzeb i utrzymanie równowagi.
Białko i błonnik: więcej nie zawsze znaczy lepiej
Proteinmaxxing i fibermaxxing polegają na zwiększaniu spożycia odpowiednio białka i błonnika. Oba składniki są ważne, ale właściwa ilość zależy między innymi od wieku, płci, aktywności fizycznej, historii medycznej oraz wyników badań. Dietetyczka Michelle Routhenstein zwraca uwagę, że nie chodzi o zjedzenie możliwie największej ilości białka lub błonnika, lecz o dopasowanie jadłospisu do konkretnych potrzeb. Zwiększenie ilości błonnika może wspierać zdrowie jelit, nastrój i kontrolę masy ciała. Skupienie na białku i błonniku może też zachęcać do wybierania produktów o wysokiej wartości odżywczej. Problem pojawia się wtedy, gdy jeden składnik zaczyna wypierać inne. Nadmiar błonnika, szczególnie wprowadzony zbyt szybko, może powodować gazy, wzdęcia, zaparcia lub biegunkę. Z kolei nadmierne skupienie na białku może utrudnić dostarczanie wystarczającej ilości błonnika, zdrowych tłuszczów, witamin, minerałów i węglowodanów. Bardzo wysokie spożycie białka może również zwiększać zapotrzebowanie na płyny, a przy niedostatecznym nawodnieniu i małej ilości błonnika sprzyjać odwodnieniu oraz zaparciom. Routhenstein zaleca stopniowe wprowadzanie zmian, najlepiej zaczynając od dodawania białka i błonnika do jednego posiłku, a następnie obserwując tolerancję organizmu.